Filozoficznie o śmierci z wyboru. Stefan Chwin: „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni”

stefan-chwin-samobjstwo-jako-doc59bwiadczenie-wyobrac5bani1„Gdybym nie mógł popełnić samobójstwa, już dawno bym się zabił” (Emil Cioran)

W tej fascynującej rozprawie filozoficznej na temat samobójstwa pisarz sięga do historii kultury, prezentując ogromne bogactwo wątków i idei koncentrujących się wokół tematu. Razem z Autorem odbywamy pasjonującą podróż duchową w głąb literatury i sztuki, filozofii egzystencji i wiedzy biograficznej o  wielkich twórcach, aby zgłębić temat samobójstwa jako doświadczenia wyobraźni.
Samobójstwo jest – zdaniem Chwina – długim procesem duchowym, który rozwija się niepostrzeżenie w ciszy serca, a znaczenie, jakie nadaje samobójca swojej śmierci, projektuje formę śmiercionośnego gestu. W 1991 r. towarzyszka życia Kosińskiego znalazła go w  nagiego w wannie z plastikową torbą naciągniętą na głowę. Kosiński był zafascynowany samobójstwem  Lechonia i odebrał sobie życie w wieku 57 lat, tak jak polski emigrant. Czy ta zbieżność była zamierzonym elementem poetyki samobójstwa? Wg opinii partnerki Kosiński zabił się z lęku przed niemocą twórczą. Dlaczego w chwili śmierci był nagi? Czy ta ekshibicjonistyczna forma  śmierci była wyzywającą grą z jego słynnym zdjęciem, gdzie Kosiński jako król życia, prawie nagi, unosi się w błękitnej wodzie basenu? Fascynujące są inscenizacje samobójczej śmierci. Sylwia Plath przed śmiercią robi kanapki dla swoich dzieci, które śpią tuż obok. Tadeusz Borowski otwiera gaz, choć w Auschwitz cudem uniknął śmierci w komorze gazowej. Poeta Kleist urządza teatr śmierci nad jeziorem, gdy najpierw strzela do swej kochanki, a potem do siebie, ale wcześniej oboje jedzą wspólne, pożegnalne śniadanie. Samobójstwa surrealistów, bardzo częste, to ekscentryczne spektakle, w których śmierć jest groteskowym, ponurym żartem, przekraczaniem granicy między życiem, śmiercią i sztuką. Takie samobójstwo miało być aktem artystycznej kreacji.

Egzystencjalny wymiar samobójstwa na przykładzie malarstwa;

millais_ofelia_big-1Słynne obrazy śmierci w płynących wodach dotykały egzystencjalnego wymiaru samobójstwa. Namalowana przez Johna Everetta Millais Ofelia, przedstawiona jest jako topielica niesiona przez przeźroczystą wodę strumienia. Malarz urzeczony jest tutaj ideą ciała zanurzonego w płynnej przeźroczystości. Jest to piękna śmierć księżniczki zdążającej do krainy cieni. Woda ma w sobie żywioł światła, a ciało Ofelii to ornament na wzorzystej tkaninie natury. Oba światy – świat umierającego ludzkiego życia i świat natury płynnie przechodzą jeden w drugi. Jest to wizja nieskazitelna i zwrócona przeciwko odrażającej fizjologii śmierci z jej przerażającą wizją rozkładu.
Na antypodach takiego ujęcia są obrazy śmierci w w toni nieprzeźroczystej, głębokiej i ciemnej, w której następuje całkowite zniknięcie martwego ciała, a śmierć przypomina tu alchemiczną przemianę. Są to częste motywy samobójstwa w twórczości Edgara Allana Poe.
Modelka, która pozowała do obrazu o Ofelii, była żoną innego malarza – Dantego Gabriela Rossettiego. Gdy popełniła samobójstwo, przedawkowując laudanum, artysta namalował jej portret pośmiertny: „Beata Beatrix”.
beata-beatrix_1863-70_Jest on podobny w tonacji do obrazu o Ofelii, ale miejsce żywiołu wody zajął tu żywioł światła, ognia i powietrza. Płomienny gołąb przynosi, pogrążonej w ekstazie śmierci kobiecie, gałązkę maku, co symbolizuje kuszącą moc śmierci. Zza jej pleców napływa rozżarzone światło zachodzącego słońca i płynna, ognista materia otacza płomiennym konturem włosy umierającej. Samobójcza śmierć bohaterki to – na tym obrazie – wtapianie się w świetlistą pramaterię kosmicznego ognia. Senne, powolne umieranie Beatrix wspartej na tafli powietrza i wsłuchiwanie się w swoją śmierć – to piękna, malarska wizja świetlistego odchodzenia. Jest to odbicie dziewiętnastowiecznej mitologii laudanum, który traktowano jako lek metafizyczny, uśmierzający ból istnienia, zatem przyjmowanie laudanum należało do obyczajów epoki.
Z samobójstwem łączy się również skok w przepaść. Otchłanną głębią zafascynowany był niemiecki malarz romantyczny – Caspar David Friedrich, który cierpiał na silną depresję i miał za sobą próby samobójcze, co silnie wpłynęło na jego twórczość. Na swoich obrazach dążył do przedstawienia otchłani i mocnych ambiwalencji człowieka ulegającego pokusie samounicestwienia. Obrazom otwartej głębi krajobrazu towarzyszyły w jego malarstwie obrazy otwartych mogił, cmentarnych bram, prześwitów i szczelin, przez które można zajrzeć w głąb podziemnej otchłani.
caspar_david_friedrichOprócz cmentarnych konotacji jego obrazy wypełnia fantazmatyczna wizja samobójstwa jako rozproszenia w powietrznej głębi nieskończoności. Horyzontalne krajobrazy gór czy morskiego wybrzeża często w jego malarstwie przeobrażały się w symboliczny obraz studni wszechświata, która hipnotycznie wciąga człowieka, zachęcając go do skoku w dół.

Całościowe metafory egzystencji;

W każdym jednostkowym odczuciu świata przeważa pewien typ psychologicznej dominanty, wyrażanej przez metafory istnienia. Ktoś może odczuwać swoje życie jako wzlot lub spadanie, szybką podróż lub brnięcie przez piaski ku katastrofie, paniczną ucieczkę przed zagrożeniem, chwiejny chaos, stałe oczekiwanie na cios, zdobywanie i gromadzenie doświadczeń, plątanie się bez celu lub permanentne ubywanie istnienia. Ilość centralnych metafor jest nieskończona, tak jak nieskończone są odmiany ludzkiego odczuwania egzystencji.
Przykładem pisarza, który w swojej twórczości konstruował całościowe metafory egzystencji, ściśle powiązane z doświadczeniem samobójczym, jest Samuel Beckett. Kluczową metaforą egzystencji jest u niego metafora życia jako marszu w miejscu. W słynnym dramacie: „Czekając na Godota” bohaterowie wędrują i równocześnie znajdują się wciąż w tym samym miejscu. Jeśli mijają dni, oni mają wrażenie, że trwa ten sam dzień. Zawsze jest tak samo i zawsze dzieje się to samo. Czekają, wiecznie czekają na Godota, czyli na coś lub na kogoś, kto ich wyzwoli z nędzy istnienia. Sami nie robią nic, z wyjątkiem rozmów o samobójstwie. Metaforą takiej egzystencji jest u Becketta sugestywny obraz zupełnego pustkowia z jednym drzewem pośrodku, na którym można się tylko powiesić, ale bohaterowie powiesić się też nie potrafią.
Inną metaforą życia jest życie jako grzech istnienia. Taką koncepcję wyznawał bohater „Biesów” Dostojewskiego – Kiryłło, obdarzony ironiczną samoświadomością zbuntowany ateista, który twierdził, że winą egzystencjalną człowieka jest jego upokarzająca zależność od praw natury. Dlatego bohater poddaje swoje ciało rygorystycznej tresurze ascezy, aby doznać aktu wolności od wymogów ciała i w rezultacie zbliżyć się do boskości. W momencie bowiem absolutnej obojętności w sprawie wyboru pomiędzy życiem i śmiercią, co zdarza się tylko na ułamek wieczności, człowiek, który zwycięży ból i strach przed śmiercią, może za tę jedną chwilę prawdziwej wolności zapłacić samounicestwieniem. Do takiego bowiem samobójstwa egzystencjalnego  przygotowywał się bohater. Rzeczywista samorealizacja człowieka ma charakter rozbłyskowy i pojawia się tuż przed samobójstwem.
beata-szczepaniak-niekontrolowane-2012-2014-01-03-494x800Egzystencjalne samobójstwo jest również tematem powieści J. P. Sartre`a: „Mdłości”. Samobójcze pragnienia przybierają tu formę marzeń o byciu nieurodzonym. Czyż bowiem nicość, w której przebywaliśmy przed narodzeniem, nie jest w istocie tą samą nicością, do której trafimy po śmierci? Bohater powieści doznaje wstrętu wobec mnożącego się w nieskończoność bytu, wobec prokreacyjnego ducha materii i ma pragnienie wycofania się z istnienia. Ma również wrażenie klaustrofobicznego zamknięcia w pułapce egzystencji, która upokarza człowieka swoją władzą nad nim i strącaniem w śmierć zgodnie z jej kaprysami. Najbardziej bolesny i paradoksalny jest fakt, że byt, który wciąż się rozpada, w istocie sam jest poza wszelkim rozpadem, bo nie przestaje być wieczny. Żywe i martwe – to dla bytu jedynie dwie formy równorzędne tej samej materii, która jest wieczna. Byt jako całość śmierci nie zna, co upokarza kruchego, skazanego na nieuchronną zagładę człowieka. Egzystencja jest zatem przeraźliwym absurdem i przymusem bezzasadnego istnienia, wobec czego pozostaje jedynie wybór samobójczej śmierci. W taki sposób filozofia egzystencjalna odpowiadała na wrzucenie człowieka w nonsens życia.

Matnia Witkacego;
psychoholizmW swojej twórczości Witkacy budował agresywne obrazy nadzwyczaj bolesnego odczuwania egzystencji, rysując wizję ludzkości zamkniętej w matni bez wyjścia. Z kontaktu człowieka z Tajemnicą Istnienia wynikać może tylko ekstremalne doznanie bólu egzystencjalnego. Przynajmniej dzieje się tak w przypadku osobowości schizoidalnej, za jaką uważał się Witkacy. W takiej osobowości kłębią się sprzeczne uczucia. Warunkiem bowiem doznania tajemnicy jest spotęgowanie życia, ale temu spotęgowaniu musi towarzyszyć wstrząs anihilacji, doznanie absolutnej znikomości kosmicznej ludzkiego ja. Człowiekiem prawdziwym może się stać tylko ten, kto potrafi zabić siebie, by na gruzach siebie stworzyć siebie. Istotne zatem znaczenie w psychologii doznania tajemnicy ma silny komponent sadomasochistyczny, łączący życie ze śmiercią. Osobowości schizoidalne są szczególnie znienawidzone przez społeczeństwo masowe, dlatego w twórczości Witkacego jest ono przedstawiane jako śluzowaty głowonóg i monstrualny pająk lub rojowisko pluskiew pożerające wszystko wokół. Ofiary takiego społeczeństwa miała czekać śmierć w groteskowo – makabrycznych drgawkach. Witkacy miał wrażenie, że żyje we wnętrzu monstrualnego trupa cywilizacji, a obok umiera sztuka we własnych ekskrementach. Jako otwarcie własnej psychiki na samobójcze skłonności można interpretować świadomą decyzję Witkacego o tym, aby pozostać ostatnim z rodu i przerwać ostatecznie łańcuch przeklętego istnienia następnych pokoleń. Własne ciało symboliczne jawiło się mu jako biologiczna matryca cudzego nieszczęścia, więc obciążone winą zasługiwało tylko na samobójcze unicestwienie. Tak uformowane nosiło w sobie zalążki śmierci i wzywało do niej. Witkacy miał przy sobie zawsze zestaw samobójczy: środki rozrzedzające krew, środki nasenne i brzytwę. Skorzystał z niego we wrześniu 1939 r.

Większość teorii samobójstwa zakłada, że samobójstwo jest wynikiem poznawczego błędu i emocjonalnej nierównowagi samobójcy. Tymczasem bywa i tak, że samobójca zabija się dlatego, że wcale się nie myli w swoich rozpoznaniach rzeczywistości. A pisarz, który w swojej twórczości dotyka nieuleczalnego rdzenia egzystencji, który ruchem wyobraźni i przeczucia zbliża się do samobójstwa, sonduje jego uczuciową treść – czym jest dla niego pisanie? Wznoszeniem ścian ze słów, które mają go odgrodzić od śmierci czy raczej tworzeniem wyłomów, otwieraniem przepustów, które oddzielają pisarza od jasnowidzenia?
Prawdziwe cele pisania są przed nami zakryte.
Nie zna ich ani ten, kto pisze, ani ten, kto czyta.

Powyższy tekst jest kompilacją fragmentów tej doskonałej rozprawy filozoficznej, do której odsyłam czytelników spragnionych wody ze źródła.

Stefan Chwin: „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni”, Wydawnictwo Tytuł, Gdańsk;

Udostępnij na:
Dział: Eseje filozoficzne | Tagi: , , | 3 Komentarze

O mrocznej legendzie i płynnej tożsamości. Jose Donoso: „Plugawy ptak nocy”

plugawy_ptak_nocy_IMAGE1_30756_3„Naturalnym dziedzictwem każdego, kto zdolny jest do życia duchowego, jest dziewicza puszcza, gdzie wyje wilk i skrzeczy plugawy ptak nocy.” (Henry James)

Dom Ćwiczeń Duchowych w Chimbie należy do rodu arystokratycznego de Azcoitia. Spróchniały i pożarty przez ruinę, z nieskończonym labiryntem opustoszałych pokoi, gdzie pajęczyny tłumią dźwięki, a złowieszcze echa dawnych istnień odciskają się śladami  na złuszczonych murach, jest przeznaczony do rozbiórki. Mieszkają w nim staruchy – wiedźmy o kaprawych oczach i bezzębnych ustach, odziane w śmierdzące gałgany, z których wymajaczają się ich gruzłowate twarze. Także kilka sierot i Głuszek – niemowa, obiekt nikczemnych drwin staruch, namaszczony na króla rzygowin i plwocin. Pokraka i popychadło, przeznaczony do posług wszelakich, znawca najciemniejszych zakamarków Domu, sekretnych szczelin i tajemnych korytarzy. Istnienie Domu połączone jest z ponurą legendą sprzed wielu lat o pięknej Inez, córce dziedzica, związanej mocnymi więzami ze swoją starą nianią, uznaną przez ludzi za czarownicę i poddaną okrutnym mękom. Powodem tego zdarzenia były plotki o pojawianiu się w noce księżycowe nad dachami domostw straszliwej głowy przeraźliwego czonczona – potwora złowróżbnego, przynoszącego nieszczęście, który miał twarz córki dziedzica i frunął za żółtą suką pełną brodawek jak niańka dziewczynki. Obie zatem były – zdaniem okolicznych mieszkańców – czarownicami sprowadzającymi klątwę na wieś, zatem należało je ukarać. Dziewczynę, podejrzaną o grzech ukrywanej ciąży,  zamknięto w klasztorze ufundowanym właśnie w tym celu, a nianię okrutnie zamordowano.  Inez de Azcoitia dokonywała później wielu cudów i umarła w bardzo młodym wieku, dlatego potomkowie tej rodziny starają się o to, by uznać ją za błogosławioną.
Złowieszczy Dom jest cieniem świata, równoległym ciemnym istnieniem oficjalnej rzeczywistości, pełnym ponurych odblasków i majaczących zjaw, kalekich form i zdegradowanych istnień, które odbijają w deformacji doskonałość świata. Znajduje się tutaj cmentarz połamanych świętych, kulawych, bezrękich i beznogich, aniołów bez skrzydeł i Matek Boskich bez Dzieciątka.  Staruchy natomiast przygotowują się do cudownych narodzin dziecka Iris, jednej z sierot,  która poczęła jako dziewica i tworzą w ten groteskowy sposób własną sakralną historię, mającą im zapewnić zbawienie w tym królestwie nędzy i plugawej starości.
wiedzmaStare chcą ubezwłasnowolnić dziecko, stać się jego rączkami i nóżkami, aby karmić się jego życiem, aby odnowić swoje spróchniałe organy i zasilić swoją krew. Chcą zamienić je w imbunche – stwora, któremu pozaszywano wszystkie otwory ciała, aby „ukraść mu wszystko i poprzez tę kradzież odnowić siebie”.

Cienistość;

Głuszek posiada swoją ponurą tajemnicę. Nazywa się Humberto Penaloza i pochodzi z rodziny bez historii, a jego ojciec bez twarzy, marzący o szlachectwie, przenosi na syna swoją nicość. Pewnego razu Humberto spotyka na ulicy arystokratę o wytwornym spojrzeniu i pełnych gracji ruchach i wtedy otwiera się w nim otchłań zawiści. „Stać się jego częścią, choćby jego cieniem, stać się nim albo go rozszarpać, rozedrzeć na drobne kawałki, by posiąść wszystko to, co go tworzyło” – to jest od tej pory obsesją Humberta, który jest nikim. Tym arystokratą jest Hieronim de Azcoitia – ostatni właściciel zrujnowanego klasztoru, podupadłego Domu, rupieciarni świata i umarłych form, cieni egzystencji, których jego pan panicznie się boi. Potworność świata nosi on bowiem w samym sobie, ale nie chce mieć kontaktu z odrzuconą częścią swojego ja i dlatego nigdy nie odwiedza plugawego Domu.
asset_631f6d10e68d874708267728198666f4Wkrótce Humberto staje się osobistym sekretarzem Hieronima, a zarazem jego cieniem. Dopiero razem tworzą hybrydyczną całość, w której zachodzi kompensacyjna relacja  pomiędzy jej odmiennymi częściami. Hieronim kradnie Humbertowi jego spojrzenie, płacąc mu za obserwowanie jego kontaktów intymnych z żoną i innymi kobietami, gdyż bez tego jest skazany na impotencję. W ten sposób obaj uczestniczą w zbliżeniach z tą samą kobietą, a Humberto – choć cierpi i staje się więźniem tych relacji, jednocześnie sam trzyma w swojej mocy potencję swego pana, który staje się z kolei jego więźniem. I tak zanikają granice osobowości pomiędzy obu uzależnionymi od siebie ludźmi, gdyż każdy z nich z osobna jest tylko niepełną egzystencją.
Podobnie jest z Inez de Azcoitia, żoną Hieronima. Jak w  legendzie o dziewczynie i czarownicy,  jest ona połączona nierozerwalną więzią ze swoją starą piastunką, która metodą szamanów wyssała z niej chorobę i wzięła na siebie cały jej ból, czyniąc z siebie jej pierwiastek siostrzany na zawsze. Od tej pory Peta Ponce reprezentuje ukrytą stronę osobowości Inez, jej cierpienie związane z bezpłodnością, natomiast Hieronim ma dostęp wyłącznie do Inez eleganckiej i godnej podziwu. Pomiędzy tymi  dwoistymi postaciami, podszytymi cieniem,  zachodzi w powieści mroczna relacja psychologiczna. Wszyscy, we czworo, stanowią płynną i pulsującą rzeczywistość psychiczną, w której zacierają się granice między postaciami, ale za to wytwarza się nieuchwytna tajemnica, pełna mroku i złowieszczych demonów. Pera Ponce i Inez zamieniają się w jedną postać, podobnie jak Humberto i Hieronim. Peta przejmuje gorący seks Inez, a Humberto potencję Hieronima. Humberto nigdy nie mógł dotknąć piękna, choć kochał się w Inez, mógł jedynie plugawić i degradować to, do czego się zbliżył, bo tylko w takiej formie ten człowiek – nikt i niesamoistny byt  nasycał swoją tęsknotę. Obaj mężczyźni zatem w pewną gorącą noc kochają Inez poprzez Petę Ponce i z tej miłości rodzi się dziecko – potwór.

Monstrum;

monstrum1Realizm w powieści przenika się z fantastyką w sposób nierozdzielny, obie sfery wynikają z siebie nawzajem, tworząc fenomenalną rzeczywistość, sięgającą do najgłębszych rejonów i otchłani podświadomej warstwy człowieka. Monstrum, które urodziło się Hieronimowi, ma ciało wykręcone garbem, krwawą miazgę zamiast twarzy i oczy bez powiek. Do tej pory drzewo genealogiczne Azcoitiów wydawało wyłącznie doskonałe owoce, a tu stał się on ojcem wcielenia chaosu i potworności. Nie poddał się jednak i postanowił samemu stworzyć nowe reguły oceniania dobra i zła oraz piękna i brzydoty, by w ten sposób zatriumfować nad losem. Hieronim zbudował więc dla potwora specjalną siedzibę otoczoną szczelnym murem, aby odgrodzić go od zewnętrznego świata. W ogrodzie ustawił kamienne rzeźby Diany nieforemnej, z olbrzymią szczęką i krzywymi nogami oraz Apolla – garbusa, z twarzą jak maszkara i zajęczą wargą. Uznając, że potworność jest równa piękności, postanowił, że „potworność ma być jedyną rzeczą, jaką od samych narodzin chciał ofiarować synowi.” Zatem jego świat miał zostać zaludniony garbusami, karlicami, albinosami i agromelicznymi gigantami. Mieszkała tam również najgrubsza kobieta świata oraz Berta, która ciągnęła jak jaszczurka za sobą swój sparaliżowany odwłok. Tylko taka potworność, doprowadzona do granic, monstrualnie skupiona w jednym miejscu, mogła stać się wzniosłością. Syn miał nie poznać nigdy żadnego innego świata i być absolutnym ośrodkiem tej groteskowej  kosmogonii, a Humberto miał stać się alternatywnym wcieleniem Hieronima i strażnikiem posiadłości.  Ale ten nic nie znaczący człowiek znowu czuł się nikim pośród potworów. Dławił się w tym zamkniętym świecie, pozbawiony tożsamości, nie wiedząc, gdzie zaczyna się on, a gdzie kończą się inni. Oddzielony od osobowości Hieronima zaczął wieść wątłe życie cienistej egzystencji, pozbawionej wewnętrznego rdzenia. Uciekł więc do Domu Ćwiczeń Duchowych, aby ukryć się przed światem i zniknąć.

Imbunche;

Invunche_&_WizardHumberto – Głuszek w klasztorze, spróchniałym od wieków, zanika i kurczy się jak cień świata. Wśród potworów przeżył makabryczną operację, w wyniku której wycięto mu większość organów i teraz nie ma już nawet złudzenia tożsamości. Jest autorem jednej książki, która miała mu zapewnić to, że istnieje jako pisarz, ale postanowił ją spalić wraz z innymi manuskryptami opisującymi życie cienia. Uciekając przed fantomami, zrodzonymi z samego siebie, nie wiedząc, kim jest, widzi, jak obok płonącego stosu pojawiają się wychodzący spod ziemi inni ludzie bez twarzy, przebierańcy, bo „gdy nie przebierzemy się za coś, jesteśmy nikim”, ludzie szukający swojej tożsamości choć na małą chwilę. „Tak długo trwam, jak długo trwa moja maska” – zdają się mówić.  Uwięziony w sobie,  w swoim strachu przed byciem nikim, skurczony i sztywny, odpadek, śmieć, odłamany rekwizyt świętego na cmentarzu połamanych istnień, złudzenie życia, cień, pył, ślad na murze – tragiczny bohater powieści powoli zamienia się w imbunche. Zaszyty w worku z juty przypomina pakunek. Ma ciało skurczone i czuje ból, ale jest to jedyna forma jego egzystencji. „Nie widzę, nie słyszę, nie czuję, bo nie istnieję nigdzie, jedynie w tym wydrążeniu, które zajmuję sobą.” Przed strachem chroni go jedynie spokój worka. Ale przecież nigdy z niego nie wychodził, zawsze był panem tylko tego niewielkiego wgłębienia. Teraz rozpaczliwie pragnie się wydostać, więc gryzie worek i szarpie więzy, czując, że jest coś na zewnątrz, ale kolejne warstwy worka skutecznie mu to uniemożliwiają. Chce poznać swoje imię, swoją poszczególność, ale nie może wyjść z własnego więzienia. Przestrzeń nieustannie się kurczy, trzymana mocno ręką staruchy – czarownicy, która wychodzi przez odwieczną bramę, pożeranego przez naturę klasztoru, z workiem na plecach i przemyka pod murami,  „jakby bojąc się stracić opiekę cieni”.
Legenda sprzed lat o dziewczynie – czonczonie i starej niani – czarownicy rzuciła klątwę na bohaterów. Uwięziła w sobie piękną Inez, która powtarza los poprzedniczki stając się jednością ze swym cieniem w postaci Pety Ponce. Uwięziła Hieronima, skazując go na syna potwora za okrucieństwo dziedzica mordującego starą piastunkę, która miała osłonić swoją śmiercią grzech jego córki. Uwięziła wreszcie cień Hieronima, Humberta Penalozę w zrujnowanym, ponurym Domu pośród staruch – wiedźm i własnej tęsknoty za sobą. W podświadomości bohaterów toczy się bowiem ten dramat tożsamości i niespełnienia, potworności i okrucieństwa losu, szyderstwa tajemnych sił nad ludzką kruchością i rozpaczą. A legenda rzuca swój cień na losy kolejnych pokoleń, które dziedziczą jej nocną potęgę, jej mroczną władzę nad nimi, aż do zniknięcia wszelkich śladów po ponurym Domu, w którym echa istnień pozostawiły swoje złowieszcze dramaty.
„Każdy człowiek, który osiągnął choćby wczesną młodość swego rozwoju intelektualnego, zaczyna podejrzewać, że życie nie jest farsą, ani nawet elegancką komedią, że – przeciwnie – kwitnie ono i owocuje, czerpiąc soki z najbardziej otchłannych, tragicznych głębi podłoża, w którym tkwią korzenie jego treści.”        ( Henry James)

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , , | Wyślij komentarz

Saga przeklętego rodu. Gabriel Garcia Marquez: „Sto lat samotności”

sto-lat-samotnosci-b-iext3859794W mitycznej wiosce Macondo, w urzekającym świecie pomiędzy jawą i snem,  żyje wraz ze swoją rodziną Jose Arcadia Buendia – założyciel osady i  szalony odkrywca, obłąkany poszukiwacz skarbów wyobraźni, animator cudownej strony świata. Gorączka duszy płonie w nim permanentnie, ciało spala się na popiół z zachwytu nad światem, a śledzenie biegu gwiazd całymi nocami doprowadza go do utraty zmysłów. Wszystkie wynalazki, które przywożą do wioski Cyganie, przechodzą przez jego pasję eksperymentowania ze światem natury w celu odkrycia ukrytych sensów i znaczeń. Za  pomocą magnesu przyciąga przedmioty, „które mają własne życie, trzeba tylko obudzić w nich duszę”,  astrolabium, sekstens i kompas wiodą go do  podróży przez tajemnice wszechświata, a w laboratorium alchemicznym poszukuje z pasją kamienia filozoficznego. Innym razem, zachwycony wynalazkiem dagerotypii, próbuje – płonąc z podniecenia –  pochwycić na fotografii Boga, żeby udowodnić jego istnienie. W tym odrealnionym, półrzeczywistym świecie dzieje się zresztą rzeczy dziwnych bez liku, a tajemnicze zjawiska i czarodziejskie moce nawiedzają mieszkańców dniem i nocą.  Gdy na wioskę pada plaga bezsenności, podczas której ludzie tracą pamięć i muszą przyklejać karteczki z nazwami do wszystkich przedmiotów,  wtedy Jose natychmiast postanawia skonstruować maszynę pamięciową, która za pomocą nakręcanej korbki ma wyrzucać z siebie wszystkie wiadomości potrzebne do życia. Zdarza się, że w rodzinie rodzi się chłopiec ze świńskim ogonkiem, który zostaje w jego dorosłym życiu odrąbany tasakiem  przez zaprzyjaźnionego rzeźnika, w wyniku czego delikwent umiera lub zjawia się sierotka z workiem, w którym grzechoczą kości jej rodziców i je wyłącznie mokrą ziemię z podwórka z samobójczą żarłocznością. Duchy zmarłych wracają z tęsknoty za żywymi, których znajdują na mapach śmierci, ludzie schną z miłości i piją, aby ujrzeć swoje kobiety „żeglujące w smudze światła, bez ważkości i objętości”. Duchowny lewituje przed zgromadzonym tłumem po filiżance gorącej czekolady, żeby zebrać pieniądze na budowę kościoła, Jose natomiast, w wyniku ataku szału, gdy nie udaje mu się skonstruować maszyny do latania, zostaje przywiązany do drzewa i tam pod daszkiem z palm spędza dalsze życie. Cudowny jest ten  świat realizmu magicznego opisany z ciepłym humorem i pogodnym nastrojem duszy w tej powieści. Ale cień już się zbliża. Skrada się demon losu, szarpiąc powietrze.  Żoną Jose Arcadii jest praktyczna i zrównoważona Urszula, której gospodarność i zapobiegliwość chronią dom przed upadkiem i ruiną, zagrażającymi mu z powodu baśniowych miraży rzucających przekleństwo na jej męża. Mają dwóch synów. Starszy – Jose Arcadio, nazwany jak ojciec,  zgodnie z tradycją rodu, wkrótce po inicjacji seksualnej z dojrzałą Pilar, której ciało pachnie dymem, dowiedziawszy się o jej ciąży, ucieka z wioski wraz z Cyganami. Młodszy – Aureliano, zamknięty w sobie i stroniący od ludzi, mając talent do intuicji i alchemii, siedzi w pracowni ojca i godzinami pracuje nad kamieniem filozoficznym.  Nad całą rodziną wisi jednak tajemnicze piętno kazirodztwa, gdyż małżonkowie są kuzynami i ten cień kładzie się tragizmem na ich losach, dziedziczonych w kolejnych pokoleniach. Wisi też nad nimi klątwa samotności, oddzielająca jednych od drugich nieprzebytą ciemnością, która każe im poszukiwać siebie rozpaczliwie i zatracać się w śmiertelnym płomieniu, prowadzącym do całkowitego wyniszczenia.

Przekleństwo i ciemne namiętności;

Świat rodziny Buendia  rozrywany jest przez oszalałe namiętności, zakazane miłości i ciemne paroksyzmy instynktu, które wsysają się w dusze ludzkie jak obłąkane harpie i sprowadzają na nie nieszczęście. Kuzynka Rebeka, która przybyła do Macondo z kośćmi swych rodziców, rywalizuje z Amarantą, córką głównych bohaterów o miłość kochanka. Obie haftują cudowną tkaninę dla uspokojenia swych żarłocznych serc i obie kochają tego samego mężczyznę.  Drapieżna Amaranta stosuje przebiegłe metody, aby nie dopuścić do ich ślubu, po czym – kiedy jej się udaje – doprowadza kochanka do samobójstwa. Potem sama wkłada sobie rękę do ognia i odtąd nosi do końca życia czarny bandaż na wypalonym miejscu. Jej gwałtowność, upór i zaciętość są jak huraganowy wicher i żywioł wściekłej burzy. Rebeka natomiast wkrótce oszaleje dla Jose Arcadia, który powrócił z wyprawy w świat. Choć oboje są spokrewnieni, trzęsą się w gorączce i walczą z obłędem pożądania, ale w końcu następuje eksplozja krwi i Rebeka czuje, że „jakaś huraganowa siła uniosła ją w pasie, pogwałciła jej intymność i poćwiartowała jak ptaka.” Pobierają się i żyją jakiś czas, aż Jose zostaje zastrzelony w swoim domu przez nieznanego sprawcę, a jego krew cieknie strugą do domu Buendich, aż pod nogi Urszuli, która w tajemnym przeczuciu natychmiast rozpoznaje krew swojego syna. Od tej śmierci Rebeka pogrzebała się żywcem pod grubą skorupą pogardy dla świata i nikt jej więcej nie widział.
HAFCIARKA-140X100Aureliano Buendia, młodszy syn bohaterów,  jasnowidz i poeta, został natomiast opętany przez miłość do dziecięcej Remedios, choć mógłby być jej ojcem i powziął zdecydowane pragnienie poślubienia jej, ale ich szczęście ulotne zostaje przecięte już na początku śmiercią Remedios tuż przed porodem. Podobnie jak jego brat szuka więc ulgi i zostawia za sobą „ostre skały bólu” w ramionach Pilar pachnącej dymem, po czym udaje się na wojnę domową jako przywódca rebeliantów. Tam organizuje 32 powstania, wszystkie przegrywając, wychodzi cało z zasadzek, zamachów i egzekucji ze względu na swoje zdolności do przeczuć i jasnowidzeń i ma 17 synów z 17 kobietami, ale wszyscy giną w ciągu jednej nocy. Aureliano Buendia jest demonem wojny, jednak  niszczy go ona  całkowicie, odzierając z ludzkich uczuć i z samego siebie. Coraz bardziej twardnieje powłoka jego samotności i izolacja od świata, która nabiera cech tragicznej groteski, gdy jego adiutanci muszą rysować na ziemi kredowe koło, w którym stoi i nie wolno się do niego zbliżać na odległość 3 metrów. Gdy wraca po 20 latach wyniszczającej wojny do domu, skamieniały i wydrążony z uczuć, samotny i opuszczony przez przeczucia, drżąc z wewnętrznego zimna i gorączki, staje się całkiem obcy w rodzinie, gdyż wojna uwięziła go na zawsze. W szaleństwie samotności przenikającej jego umysł i serce do ostatniego splotu nerwów, zajmuje się zniszczeniem śladów swojego przejścia przez świat, a potem każe lekarzowi narysować koło na swojej  piersi, oznaczające miejsce serca i jakiś czas później  strzela do siebie. Nie umiera jednak, gdyż lekarz celowo narysował okrąg śmierci inaczej i było to arcydzieło jego sztuki medycznej. Ten nadprzyrodzony ratunek uruchamia natychmiast siły życia i ukojenia, przyniesione przez matkę,  w tym świecie, gdzie okrucieństwo życia jest łagodzone i równoważone przez mądrość i archetypiczny pierwiastek kobiecy. Autodestrukcja mężczyzn znajduje w powieści ulgę w harmonii  żeńskiej zgody na życie, w niesieniu pokrzepienia i macierzyńskiej czułości, w czystości białych ścian i otwartych okien, wpuszczających do domu olśniewającą jasność lata i promienne piękno.  Z ziemi czerpiąc siły i mądrość, z kości, krwi i bólu ciała ucząc się miłości, Urszula wnosi do rzeczywistości pierwiastek mocnego piękna i twardego, nieustępliwego, kobiecego trwania przy życiu. Łagodzi w ten sposób ciemność męską i jej zarażenie śmiercią,  nieuchronne  szaleństwo i wrodzoną fascynację zagładą.

Rodzinne pandemonium;
antoni-cygan-rozstrzelanie-z-cyklu-sto-lat-samotno-ciW rodzinie Buendich powtarzają się imiona i losy. Nie sposób odróżnić kolejnych Aurelianów i Jose Arcadiów, którzy przynoszą ze sobą na świat złowieszcze losy, pogmatwane i popękane, naznaczone śmiercią i dziwactwem, chorobliwym, fascynującym pięknem. Jeden z potomków – Aureliano Drugi, pasjonuje się manuskryptami pozostawionymi przez mędrca cygańskiego – Melquiadesa, próbując odczytać ich tajemne przesłanie, ale  nawiedza go duch zmarłego, który zapowiada, że nikt nie może poznać tajemnicy przed upływem stu lat. Z pasji poznawczej błyskawicznie zatem przenosi się w objęcia miłości do pięknej Petry, w której oczach mieszka dzikość pantery. Ma ona nadprzyrodzoną moc oddziaływania na zwierzęta, które przy niej ulegają nadzwyczajnej płodności i dlatego Aureliano posiada jedną z największych fortun w okolicy i w szaleństwie radości tapetuje sobie dom banknotami.  Żeni się  wkrótce z inną, lecz Petra ani na chwilę nie traci swojego wspaniałego opanowania drapieżnej bestii w momencie odpoczynku, wiedząc, że on z całą pewnością do niej wróci. Bowiem „jedyna świeca, która mu każe wrócić, jest zawsze zapalona”. Wrócił, gdy zaledwie minął miesiąc miodowy, a ona przeżyła rozkosz spełnionej zemsty. Od tej pory żyją wszyscy w niepokojącym trójkącie, połączeni węzłem przeznaczenia. Aż do potopu biblijnego, który zniszczy ich domostwo i majątek, sprowadzi głód, ruinę i śmiertelną apokalipsę.
Siostra Aureliana – Piękna Remedios obdarzona niebezpieczną urodą i zapachem dreszcze budzącym, sprowadza śmierć na zakochanych w niej mężczyzn, którzy z jej powodu rozbijają sobie czaszki, po czym pewnego dnia uniesiona zostaje do niebios i więcej nie wraca.
SONY DSCHistoria rodziny jest mechanizmem nieuchronnych powtórzeń, kołem, które obraca się aż do zniszczenia osi. Będzie to trwało aż do zagłady ostatecznej, bo razem z upadkiem rodziny zniknie również Macondo. Wewnętrzna klątwa samotności niszczy ród od środka, skazując jego członków na tragiczne miłości, spopielałe od żaru, chwytające się płomienia jak ratunku przed zagładą, która jest nieuchronna. Wśród niezliczonych opisów namiętności i szaleństw pomiędzy najczęściej spokrewnionymi ludźmi i ich tragicznych konsekwencji zwraca uwagę ostatnia już miłość w tym raju kataklizmów. Kolejny potomek rodu, a jednocześnie kolejny Aureliano, otoczony chmurą tajemniczości, żarłoczny pochłaniacz książek, próbuje po raz kolejny odczytać sekretny manuskrypt Melquiadesa napisany w sanskrycie. Oddając się temu zajęciu z nieposkromioną namiętnością, odkrywa również swoją obłąkaną miłość do własnej ciotki. Wkrótce oboje prowadzą już swą dziką walkę seksualną na śmierć i życie, a on wypłakuje się w intymne części jej garderoby z furią i oddaniem. Tymczasem zagłada nadciąga, miasto obumiera, przeszłość trawiona zniszczeniem wewnątrz siebie, odchodzi i znika, a żarłoczni kochankowie pochłaniani są przez naturę, która zamyka nad nimi grobowe wieko swą siłą roślinną i zwierzęcą, swym zarastaniem i parciem do rozkładu dla tych, którzy są do tego przeznaczeni. Manuskrypt zostaje odczytany. Jest on przepowiednią o stuletnich dziejach przeklętej rodziny, której członkowie szukają się wzajemnie po najbardziej zawiłych labiryntach krwi, aż do spłodzenia mitologicznego zwierzęcia, które miało położyć kres rodowi. Ostatnim potomkiem rodu jest syn, który rodzi się ze świńskim ogonkiem.  Tymczasem na Macondo spada biblijny huragan, który zmiata z powierzchni ziemi miasto zwierciadlanych miraży, gdzie ludzie odgrodzeni od siebie własną samotnością i przekleństwem stają się tragicznymi marionetkami w rękach okrutnych bogów. Natura wybiera sobie bowiem rody skazane na zagładę i reżyseruje namiętny spektakl mroku i śmierci, aby taki splot wydarzeń i ludzkich losów już więcej nie pojawił się na scenie życia.  Trawiony wewnętrznym rozkładem ród znika zatem na zawsze z pamięci ludzi i świata, „bo plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już więcej szansy na ziemi.”
starzec100X70
Pamięci nieodżałowanego Gabriela Garcii Marqueza, przewodnika moich snów sprzed stu lat.

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , | Wyślij komentarz

O głębi powierzchni. Stefan Chwin: „Dolina Radości”

1351852881_chwin_dolinaZakładać i zdejmować twarze, przymierzać jak ubrania, tworzyć je jak dzieła sztuki,  być fantastycznym demiurgiem kreującym z wyobraźni swoje życie – samowolne i kapryśne, nieuchwytne i intrygujące, własne do rozkoszy najwyższej, gdyż wybrane z tysiąca możliwości istnień. Geniusz – makijażysta, Eryk Stamelmann to potrafi. Jeśli chce, jest kamienną rzeźbą stojącą nieruchomo na ulicy, w milczeniu, zastygły posąg z białą twarzą i ubraniem pokrytym srebrną farbą. Jeśli chce, może stać się kimkolwiek, gdyż zawsze ma przy sobie czarodziejskie mikstury i zna stosowne zaklęcia. Ucieka przed policją razem ze swoją dziewczyną, ukrywa się w szwajcarskich hotelach, wychodzi z nich za każdym razem jako ktoś inny, ona też – aktorka, czarodziejka złudzeń.
Nauki pobierał u mistrza nad mistrzami. Pan Raserman przygarnął go po śmierci obojga rodziców, gdy okazało się, że nie ma gdzie mieszkać. Zamieszkał u niego – charakteryzatora teatralnego, mistrza pędzla, pudru i szminki. Był żywą legendą. Pochodził z Rosji, gdzie na początku wieku  uczył się u słynnego Maxa Factora, oficjalnego eksperta kosmetycznego rodziny carskiej. Teraz w Monachium pracuje w operze i tam uczy swego następcę – Eryka. Uczeń żarłocznie chłonie wiedzę. W czarodziejskim  laboratorium piękna, w którym pan Raserman jak średniowieczny alchemik miesza w retortach i probówkach swoje tajemnicze mikstury, poszukując sekretu trwalszego makijażu, jak również sposobów przemiany twarzy. Udaje mu się. Potrafi nie tylko malować twarz, ale również dyskretnie ulepszać kształt nosa, warg i powiek oraz naprawiać czule architekturę czoła. Staje się rzeźbiarzem żywej twarzy. Eryk zrozumiał, że trafił na geniusza. Uczył się więc pilnie i żarliwie i „miał w sobie daleko posuniętą otwartość na poszukiwania, a nawet gotowość na błędy, których wystrzegają się tylko ludzie przeciętni.”

12446_bEryk nie znał swojego prawdziwego pochodzenia. Jego przybrani rodzice wzięli go z przytułku w Gdańsku. Czuł swoją nicość i przeraźliwą otchłań nosił w sobie. Dlatego stworzył  mityczną historię swojego początku, pochodzącą ze snu o wielkim głazie spadającym z nieba, który pękł jak łupina orzecha i wypadło  z niego śpiące dziecko o złotych włosach.    W pobliżu Oliwy – dzielnicy Gdańska, gdzie mieszkał wraz z przybranymi rodzicami, jest piękna dolina Freudental, nazywana po polsku Doliną Radości. Znajduje się tam olbrzymi głaz, pęknięty na pół, który ludzie nazywają Diabelskim Kamieniem. Gdy Eryk po raz pierwszy ujrzał ten głaz, przeżył wstrząs, gdyż był to kamień z jego własnego snu. Od tej pory miał pewność, że jest dzieckiem tego kamienia.
Pragnąc mieć władzę nad swoim życiem, aby zrekompensować swoją samotność, stworzył sobie również intrygującą teorię. „Nie ma głębi, jest tylko powierzchnia” – to zdanie powtarzał jak zaklęcie, fascynując się chorobliwie twarzą ludzką i możliwościami panowania nad nią. Czuł, że w twarzy znajduje się klucz do zrealizowania samego siebie. Twarz stała się jego powołaniem. I to, co można z nią zrobić. Gromadził maski z wszystkich stron świata, uwielbiał obrazy Arcimboldiego – mistrza metamorfoz. Po śmierci swojego mentora zajął się modelowaniem twarzy ludzi, którzy przychodzili do niego, aby uwolnić się od samych siebie. Miliony ludzi marzą bowiem o tym, by choć na chwilę być zupełnie kimś innym niż się jest. Zakosztować na jedną przeklętą chwilę innego życia. Eryk zaczyna zarabiać duże pieniądze na tej tęsknocie. Z pomocą kauczukowej pianki i sztuki makijażu rzeźbi ludziom twarze, takie, jakie chcą. W ten sposób przynosił ludziom wolność, gdyż „czasem ludzie nienawidzili swojej twarzy tak bardzo, jakby była jakimś nowotworem przyrośniętym do czaszki.” Zastępca burmistrza mógł sobie wreszcie do woli pełzać u stóp prostytutki, a jego poprzednia martwa i sztywna twarz, teraz zamieniła się w roztańczoną i wyzwoloną z udręki obowiązku. Oddając się zatem uciechom seksualnym „bełkotał, pokrzykiwał, pluł, wył, jęczał, rżał, charczał, kwiczał, miauczał, piszczał, ryczał i śpiewał jak salony ze szczęścia.” Do Eryka ściągają tłumy, a on ziszcza ich marzenia z najgłębszych snów. Ludzie liczą także na to, że zmiana twarzy pociągnie za sobą głębszą przemianę duszy, „bo ludziom dusze czasem bardziej uwierają niż twarze.” Wkrótce miasto zaludniło się postaciami ze snów, a władze wydały nakaz poszukiwania sprawcy tej monstrualnej maskarady. Od dawna już za Erykiem rozesłano listy gończe, ale jaka była jego twarz? Nie wiedziano. Eryk nie posiadał tożsamości. Z boską rozrzutnością igrał z życiem norm społecznych, jednym ruchem palców jak czarodziejskim zaklęciem powołując do życia fantastyczne formy, arabeski, pejzaże twarzy.  Pewnego dnia spotkał swój cień. Z ironią przypomniał mu on o głębi. Eryk bowiem panicznie bał się głębi, śniąc wyłącznie o doskonałej powierzchni. Brzydził się wszystkim, co znajdowało się pod skórą, gdzie flaki, smród zgnilizny i ruchome morze krwi. Brzydził się ukrytą, ciemną stroną życia, uciekając przed nią w doskonałą formę i tworząc w obłąkaniu swoje sztuczne raje piękna.

Powierzchnia i głębia;

Genialna jednostka i mroczna historia świata przecinają się w jednym punkcie, tworząc cudowną fantasmagorię losu. Nazistowskie Niemcy, Hitler przy władzy, podskórne dojrzewanie wojny. W takiej scenerii iście homeryckie przygody Eryka, surrealistyczne iliady i odyseje, natchnione niewiarygodnym rozmachem wyobraźni. Sensacyjność i dynamizm wydarzeń powieściowych zachwyca i czaruje, a wątki niewiarygodne i szokujące powstają na naszych oczach z mistrzostwem dorównującym tylko kunsztowi Eryka. Mnożą się twarze i historie z olśniewającym przepychem artystycznego rozmachu, zapierając dech w piersiach. Eryk przeobraża Marlenę Dietrich w błękitny kwiat marzeń, pracując dla ekipy filmowej i tworząc jej nieśmiertelny wizerunek. Dla nazistowskich działaczy przygotowuje piękną i posągową  twarz umarłego do trumny. Pracuje również w ekipie dokumentalistki Hitlera Leni Riefenstahl, przygotowując plastyczną oprawę dla parady hitlerowskiej. Niebezpieczne zadanie poprawienia twarzy samego Hitlera, które wykonuje z niezmiennym kunsztem, kończy się sensacyjną ucieczką przed esesmanami, którzy mają wykonać na nim wyrok, gdyż za dużo się dowiedział.
picasso_1Wybucha wojna. Szaleństwo historii obnaża ukryte trzewia świata z ich siłami samozniszczenia. Głębia wydostaje się konwulsyjnie na powierzchnię. Bulgocząca ciemność strzela gejzerem zła.  Do Eryka przychodzą Żydzi, którzy chcą się uratować i przedostać za granicę. Trzeba zrobić im aryjskie twarze. Zapłacą. Eryk chce tylko jednego: żeby każdy z nich go usynowił. Po co? Aby po wojnie miał  z czego żyć. Wtedy mu zapłacą. Przygotowuje więc 26 ojców i ich rodziny do przekroczenia granicy. Przez granicę szwajcarską przedostaje się 25 idealnie aryjskich rodzin. Ostatniej się nie udaje. Eryka gubi pycha, ta złowieszcza hybris, która bierze swój początek w przekonaniu, że posiada się boską moc władzy nad światem. Ostatniego Żyda postanowił bowiem ucharakteryzować na znanego wszystkim generała niemieckiego w stanie spoczynku, kalekę na wózku inwalidzkim. Tymczasem na dworcu spotykają się dwaj identyczni generałowie. Obaj na wózku i obaj jak lustrzane odbicie zbliżają się do siebie, dopóki się nie zetkną. W taki sposób historia zatacza koło. Eryk trafia do Auschwitz. Głębia i powierzchnia spotykają się we wspólnym punkcie. Od tej pory wypadki przyspieszają, a przeraźliwy absurd świata i szaleństwo historii wypełzają z głębi na powierzchnię. Przed nami piętrzą się karkołomne zdarzenia, w których groteska miesza się z tragizmem, ukazując zdeformowany, chorobliwy świat powierzchni, którą trzeba bezustannie maskować. W Auschwitz Eryk – ze względu na swoje zdolności – zostaje zatrudniony w instytucie eugeniki, w którym niemieccy lekarze wykonują ponure eksperymenty medyczne nad więźniami. Ich celem jest stworzenie doskonałej rasy. Potem Eryk trafia do kompanii karnej i udaje się pod Stalingrad. Tam posiadł sztukę balsamowania i zamienia to, co krwawe i w strzępach w to, co posągowe. Zstępuje pod powierzchnię, w głąb martwego organizmu, do ciemnej pieczary ciała, aby zdobyć tajemnicę doskonałego manipulowania powierzchnią. „Śmierć, bezsilna wobec mojego rzemiosła, jadła mi z ręki jak posłuszna suka.” Dostawszy się do rosyjskiej niewoli, wykonuje twarz dla Stalina, zastępując jego własną, zniszczoną chorobą i obłędem.  A potem pracuje w mauzoleum przy konserwacji ciała Lenina, który wypatroszony i zabalsamowany jest doskonałą powierzchnią bez głębi. Losy Eryka symbolizują skoncentrowaną w największym stopniu niedorzeczną historię świata. Postać ta  jest soczewką skupiającą w sobie  koszmarny absurd historii XX w. Jej czyste, wypreparowane zło, które wypełzło z głębi na powierzchnię, symbolizowane przez szatańskie ikony Hitlera i Stalina. I wypatroszone truchło Lenina. Makijażysta Eryk Stamelmann  łączy wszystkie wydarzenia, gdyż posiada wybitne umiejętności maskowania prawdy i tworzenia urojonych twarzy świata.
bachanalia-5Mocne, intensywnie nasycone groteską wydarzenia, zanurzone w historii świata, nie mają końca w tym arcydziele polskiej  epiki. I są to wydarzenia symbolizujące każdy czas historyczny, w którym zbrodnia niczym nie różni się od konieczności, niewola od wolności, a okupacja od wyzwolenia. Zmieniają się wiary, religie, idee, języki, sztandary, gesty, filozofie – połyskliwa skóra świata. A pod spodem ból, strach, pożądanie i nadzieja – miazga życia pragnącego przetrwać. Pan Raserman mówił Erykowi, że historia ludzkości jest jedną z form białka, a to białko „raz przybiera pełną wdzięku postać cesarstwa rzymskiego,  raz równie uroczą formę komunizmu, raz kapitalizmu, raz demokracji, raz ciebie, raz mnie…” I w tych formach zawsze żyje poza czasem wieczny makijażysta świata, który omiata swym pędzlem zdarzenia, ludzi, miasta, ulice i nakłada szminkę na czas, próbując uwięzić go i zatrzymać rozkład rzeczy, aby powierzchnia mogła stale opalizować nad głębią zmiennym ornamentem.

Dolina;
skaly-dolina-potok-trawaDolina symbolizuje głębię, do której się zstępuje. Z doliny pochodzi Eryk – makijażysta. Tam został urodzony przez kamień. Teraz zostaje przywołany do śmierci. Ubiera się w odświętny garnitur i podąża do miejsca swojego przeznaczenia. Prowadziło go coś, czemu mógł zaufać. Powietrze miało w sobie „lekką konsystencję rozproszonego światła”, a nad drogą wisiał złoty kurz. Na wzgórzu czekał na niego kamień. Razem z Erykiem, w jego pamięci, szły wszystkie osoby, które znał. Towarzysze podróży przez życie, wędrowcy, przechodnie. „Nie rozmawiali ze sobą, tylko w skupieniu przykładali nasączone czymś opatrunki z gazy do swoich twarzy, z których bolesna, nieskończenie wrażliwa skóra schodziła całymi strzępkami.” Eryk wchodzi na wzgórze z perłową kasetą pod pachą, w której na swoich miejscach leżały flakony, pudełka i pudry. „Broń, którą gromadziłem przez całe życie, by walczyć z czymś, czego nie rozumiałem”. Kamień leżał przed nim, rozłamany na pół, otwarty jak kołyska.

Stefan Chwin: „Dolina Radości”, Wydawnictwo Tytuł, Gdańsk;

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , | 4 Komentarze

Nietzscheańska idea wiecznego powrotu. Stefan Chwin: „Esther”

esther1Sepiowa fotografia z dawnych lat, na której widnieje piękna kobieta, jest swoistym wehikułem czasu, którym wraz z bohaterami podążamy w głęboką przeszłość, gdzie losy rodziny Celińskich dramatycznie skrzyżowały się z losem uroczej guwernantki – panny Esther Simmel, która przyjeżdża z pruskiego Gdańska do rosyjskiej  Warszawy. Jest  przełom  wieków XIX i XX.  Świat fin de siecle, koniec wieku, skłębienie sprzeczności i podskórne napięcia czasów, szaleństwo namiętności, imperialne niepokoje i żądza życia obok dekadencji i znużenia. Gdańsk jest dla panny Simmel miastem mitycznym. W swoim nowym miejscu pobytu, w warszawskim mieszkaniu Celińskich, wszędzie umieszcza fotografie tego ceglastoczerwonego świata z czarnymi liniami gotyku, z pruskim murem pod nawisami bluszczu.  Narrator – Aleksander, jeden z braci, (drugim jest Andrzej – uczeń panny Simmel ) przez filtr własnego oczarowania ukazuje postać niezwykłej kobiety. Oglądamy ją wyłącznie za jego pośrednictwem, zatrzaśniętą w jego spojrzeniu i usłyszaną jego słyszeniem. Podglądanie i podsłuchiwanie kobiecego czaru, chwytanie niepokojącego zapachu, dotykanie śladów jej obecności, gładzenie jej sukni, niedbale rzuconej na łóżko – to zachowania Aleksandra, zakochanego w nieuchwytności kobiecej, w strzepnięciu jej palców, w płynności ruchów dłoni. Uwielbia podglądać, jak przymierza suknie. Chłonie biel obnażonego łokcia, czujnie rejestruje śliski szmer satyny – uwięziony w jej pięknie, gdy „rzeczy krążyły wokół niej i szukały dojścia do jej palców.” Cudowne opowieści o dalekim świecie, stawianie pasjansa z petersburskich kart, tańce w salonie i światło letniego dnia, którym emanowała w każdej chwili rozmowy czy uśmiechu. Pod spodem jednak Esther ukrywa jakąś mroczną tajemnicę. Chodzi często na pocztę, wyczekując listu, wraca pełna chmurnego niepokoju. Pewnego tragicznego dnia spada na nią dziwna choroba, z powodu której traci przytomność, rzadko ją odzyskując. Mijają miesiące, a stan chorej nie poprawia się. Konsylia lekarskie orzekają zanik woli życia, który skutecznie wyniszcza organizm. Jej choroba w chwilach powrotu przytomności przypomina opętanie, jakąś straszliwą psychiczną udrękę, abulię, która potwornym bólem ciała się objawia. W tym czasie w świecie pojawiają się tajemnicze znaki i aberracje, jakby szaleństwo drgało pod powierzchnią życia i domagało się wybuchu, wyzwolenia ciemnych sił, kąsających wściekle fundamenty rzeczywistości. Ktoś rzuca kamieniem w figurę Matki Boskiej w kościele św. Barbary, czego rezultatem jest ułamana dłoń posągu, na której pojawia się krew. Tłumy ludzi ściągają na to miejsce cudu, modląc się żarliwie, klękając na placu i całując ziemię.  W nocy na kopule kościoła pojawia się tajemnicze światło, które układa się w zarys boskiej twarzy, a ludzie chorzy i kalecy przybywają w nadziei na cud wyzdrowienia. W różnych częściach świata również pojawiają się nadprzyrodzone zjawiska, zapowiadając nadzwyczajne wydarzenia. Przybywa cudownych uzdrowicieli, którzy zawsze zjawiają się w czasach upadku i kryzysu. W powietrzu roi się od miazmatów, opętanie niosących. Arcyksiążę Rudolf strzela do ukochanej Marii, a potem do siebie, wybierając wspólną śmierć kochanków zamiast tronu i władzy. Namiętności wybuchają jak race, strzelając w niebo oszalałym snopem iskier.

W grocie czarodzieja;

640granatPoszukując dostępu do sławnego rosyjskiego uzdrowiciela, Aleksander trafia do mieszkania radcy Mehlersa, kolekcjonera osobliwości i wielbiciela nauk wszelakich.  Tam spotyka się z budzącą dreszcze tajemnicą istnienia. Radca jest prawnikiem, przedstawicielem twardej litery prawa, a jednocześnie tropicielem zagadki życia i to pęknięcie, ta antynomia jego osobowości odzwierciedla się w jego gabinecie. Stoją tu wysokie szafy mahoniowe, w których na górze ułożone są równo kodeksy prawnicze, a na dole, za szybami widnieją minerały, muszle, kolekcje motyli i innych owadów, jak również tajemnicze rośliny z raf koralowych. Salon przypominał pogrążoną w cieniu grotę. Mnóstwo tu było czarodziejskich przedmiotów: pelikan z miedzi, składana luneta, mosiężny mikroskop holenderski, globus z gotyckimi nazwami lądów oraz astrolabium z zaznaczonymi trasami przelatujących komet. Oczarowany Aleksander próbuje dociec, dlaczego minerały są tu tak podobne do roślin z raf koralowych. Nie potrafił rozróżnić, gdzie kończy się życie, a zaczyna śmierć. Ukryta strona rzeczy w tym czarodziejskim  gabinecie łączyła się z życiem podziemnym świata, „gdzie to, co się rodzi, jeszcze nie wiedząc, czym chce być, w płynnym łożysku Ziemi szuka swego kształtu po omacku, na oślep, więc  może stać się wszystkim.”  Podobnie chora panna Esther powoli zamieniała się w pierwotną, niezróżnicowaną materię, która znowu nie wie, czym chce być. Radca Mehlers schodził w głąb rzeczy, by zobaczyć, że każda rzecz „zdaje się skrycie dawać do zrozumienia, że sobą jest ot, tak tylko na próbę i w każdej chwili może stać się czym innym.” Wszystkie formy są tymczasowe, czego dowodem były kolejne okazy w słojach z grubego szkła. Dziwne, nieznane w klasyfikacjach, wynaturzone formy zwierzęce. Królestwo przypadku, królestwo samowoli, gdzie nic nie jest przesądzone, a wszystko jest możliwe. Kapryśne oblicze natury wbrew ludzkiej tęsknocie do stałości ukazało się w tej grocie czarodzieja Aleksandrowi i przeszył go dreszcz lęku i fascynacji.

supervlieg_chow35Później, po latach, Radca Mehlers przyśle list, w którym – przed własną śmiercią – przypomni, że nic nie ma stałej formy, a śmierć tylko uszlachetnia to, czego się dotknie. Skamieniałe drzewo piękniejsze jest od agatu, zamienia się po śmierci w czystą doskonałość. Forma życia natomiast wędruje kapryśnie, mieszając wszystko za wszystkim i przeistaczając. Po co zatem przywiązywać się do tego, co przelotne? „Kobiety? Ekstazy? Namiętności? Spazmy?” Tylko spokój w obliczu tajemnicy.

Tajemnica Esther;

Tymczasem Aleksander sprowadza Esther do mistycznego, rosyjskiego uzdrowiciela – Wasiliewa, który dokonuje egzorcyzmów, wypędzając z niej złego ducha, wysysającego jej życie. Na obu braci – Aleksandra i Andrzeja –  panna Esther zdążyła już jednak rzucić tajemny urok, gdyż miłość wsączyła się w ich serca jak ciemne fatum, popychając do czynów przeklętych. Okazało się bowiem, że to Andrzej jest sprawcą napaści na figurkę Matki Boskiej i z tego powodu w mieście wybucha skandal, gromadząc wokół rodziny złą energię. Jego głęboka nienawiść do Boga z powodu umierającej Esther w taki gwałtowny sposób znalazła odzwierciedlenie. Andrzej, otoczony wrogością mieszkańców, usiłuje popełnić samobójstwo. Aleksander z kolei, owładnięty miłością, wykrada listy z Zurychu, które przychodzą do Esther, czyta je po kryjomu i ukrywa pomiędzy książkami. Wstrząśnięty jej tajemniczymi związkami z Fryderykiem Nietzsche, o których dowiaduje się z listów, jest gotów na wszystko, byleby ona stąd nie wyjechała. Swoją książkę filozoficzną na temat dobra i zła Nietzsche dedykuje pannie Simmel. Aleksander chłonie te obrazoburcze poglądy o nienawiści do słabych i adoracji siły. O pogardzie dla chrześcijaństwa, które wzmacnia słabość i nieudacznictwo. O woli  mocy, która jest objawem prawdziwego życia i zdrowia. „To, co się chyli ku upadkowi, należy popchnąć, by upadło” – przekonuje. Panna Simmel słuchała jego wykładów w Bazylei, zachwycona i olśniona ich fantastyczną świeżością, odwagą intelektualną i bezkompromisowością. Spotykała się z uwielbianym profesorem, a teraz czekała na jego listy, które nie przychodziły. Wyglądało na to, że ta znajomość rzuciła na nią klątwę chorej niemocy, że to z powodu tęsknoty zapadła na zdrowiu. Wielki umysł Nietzschego trzymał ją w niewoli uczuć i dopiero Wasiliew uświadomił jej tę prawdę i obudził w niej życie. Wielkie postaci w tej epoce, silne indywidualności, stają się symboliczną przestrzenią ścierania się życia i śmierci, światła i ciemności, aby polec lub trysnąć gejzerem siły duchowej, zintensyfikowanej i olśniewającej. W Esther życie złamało cień śmierci. W mętniejących niedawno oczach znów lśni czyste, wilgotne światło. Nietzsche jest natomiast ciężko chory i przebywa w klinice psychiatrycznej. Wszystkie formy życia się zmieniają i ulatują w nicość, aby w innej formie zaludnić świat. Gdzieś na dnie tych form jest jednak ich rdzeń, stałe jądro, wokół którego obraca się życie.
4.-Albrecht-Durer-Rycerz-+Ťmier¦ç-i-diabe+é-1513Nietzschego fascynuje obecnie  obraz Durera:  „Rycerz, śmierć i diabeł”, w którym dostrzega podobieństwo do swojej udręczonej psychiki. Jego postać jest tragicznym przejawem głębokiej ironii życia i szyderstwem egzystencji nad domniemaną wielkością jednostki. Pragnął stworzyć nadczłowieka, a sam stał się esencją udręki wewnętrznej. Może właśnie w ten sposób jego słabość domagała się kompensacji? W postaci mitu o potędze, który tworzył we wszystkich swoich dziełach? Może to był jego rdzeń?  Związek panny Simmel z Nietzschem i jego koncepcjami filozoficznymi zaważy na jej życiu zdecydowanie i nieodwołalnie. To ona – zwyciężając śmierć – podąży za umierającym, wyjeżdżając z Warszawy na zawsze, gdy odkryje listy, schowane przez Aleksandra. Jej zniknięcie napawa obu braci rozpaczą.  A jednak ulotne powraca w innej formie.  Ślady jej obecności nigdy bowiem nie zostaną zatarte, utrwalone na zawsze w pamięci Aleksandra i innych ludzi, staną się świadectwem paradoksalnej trwałości świata w obliczu znikomości wszystkiego. Będą mijać lata, a panna Esther wiecznie będzie łączyć zdarzenia i ludzi w metafizyczną sieć oplatającą świat. Dokładnie tak, jak mówi idea wiecznego powrotu, stworzona przez Nietzschego. Po wyjeździe panny Simmel, rodzina przenosi się do mitycznego Gdańska, w którym mieszkała Esther. Miasto zachwyca widokami utrwalonymi na starych fotografiach, które stały w jej pokoju. Dalekie, zamglone miasto z rysunkiem wież, to miasto jej dotyku, jej obecności. Tutaj po latach ojciec Aleksandra i Andrzeja wybuduje stację kolejową, którą nazwie Esterhof. W oknach  budynku dworcowego powstaną witraże z kobietą ścinającą białe kalie. Andrzej będzie studiować z niespotykaną  wśród studentów determinacją medycynę. Gotów był on bowiem zrobić wszystko, „nawet podpisać cyrograf z diabłem, byleby tylko dowiedzieć się, jak zabić śmierć”. To Esther była w tej woli mocy. Metafizycznych związków z panną Simmel  jest co niemiara w powieści. Jan, lekarz rodzinny, pracując w Petersburgu podczas rewolucji bolszewickiej, spotyka Witkacego, który maluje dla niego na podstawie zdjęcia portret Esther, na którym żądza i śmierć zmagają się ze sobą o władzę nad kobietą. Nad światem przechodzi apokalipsa kolejnych wojen, historia w szaleństwie burzy fundamenty życia, a jednak ślady panny Simmel nie ustają. Andrzej pracujący podczas powstania warszawskiego w szpitalu polowym, zostaje oszczędzony przez Niemca, który zabija wszystkich pacjentów i lekarzy. Powodem jest zdjęcie Esther, na którym rozpoznaje on prawdopodobnie swoją matkę. We współczesnych czasach wnuk Celińskich, który związał się z wnuczką Esther, opowiada całą tę historię w głównej części powieści poprzez wspomnienia ojca – Aleksandra. Postać Esther wraca zatem w licznych powtórzeniach losu i koincydencjach zdarzeń do ludzi z nią związanych. Czyny i ludzie nigdy bowiem nie umierają. Zawsze wracają w odmiennej konfiguracji jako echo losów, jako przetworzenie substancji wewnętrznej w odbiciu lustrzanym innych ludzi. Są związani z nimi na zawsze, gdyż włączyli  swoją własną narrację w ich obieg i stali się częścią ich samych.  Wszystko odbija się we wszystkim i w ten sposób pozostaje.
106717_twarz_kobieta_grafika
Idea wiecznego powrotu miała się objawić Nietzschemu podczas mistycznego doświadczenia w 1881 r. nad jeziorem w Sils. Powrót ma dotyczyć czynów woli, nie czasu fizycznego, bo ten nie powraca. Trzeba postępować tak, jakby się miało żyć nieskończoną ilość razy. Wieczność ujawnia się w chwili, w której dokonywany jest czyn. Każdy czyn przeszłości może bowiem powrócić wielokrotnie.  „Życie to, tak jak je teraz przeżywasz i przeżywałeś, będziesz musiał przeżywać raz jeszcze i niezliczoną ilość razy. I nie będzie w nim nic nowego, tylko każdy ból i każda rozkosz i każda myśl i westchnienie i wszystko niewymownie małe i wielkie twego życia wrócić musi.” Przeżywać zatem nam przychodzi siebie samych wiecznie, w licznych powtórzeniach i powrotach, rekonstrukcjach i autocytatach, gdyż tak toczy się wielka gra istnienia. W życiu może bowiem nastąpić tylko określona liczba kombinacji, które mogą się urzeczywistnić. We wszystkich zatem konfiguracjach losu będziemy nieodmiennie widzieć własną, powtórzoną wiele razy,  twarz, która jest ośrodkiem naszego kosmosu i nie ma od tego ucieczki. Filozoficzna to droga do poznania samego siebie i metafizycznych mechanizmów życia. Możemy sobie tę naszą twarz w jej licznych powtórzeniach umieścić w szklanej gablocie jak radca Mehlers swoje okazy i śledzić podobieństwa jej form tymczasowych, które zmienią się w inne, aby potem znów powrócić w grze życia. Powrót jednak jest nieunikniony. Wszystkie czyny do nas wrócą zgodnie z ich wymiarem i wszystkie zdarzenia losu przetransformowane w inną formę dotkną nas jeszcze wielokrotnie, bo w ten sposób tworzy swoje kolejne warstwy miąższ życia. Esther w miłości Aleksandra powróciła na zawsze, odciskając się niezatartym piętnem w życiu kolejnego pokolenia i w kształcie świata.

W zakresie wiadomości o Nietzschem korzystałam z książki Tadeusza Gadacza: „Historia filozofii XX wieku. T.I”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009;

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , | Wyślij komentarz

O sile kobiecej mądrości. Stefan Chwin: „Panna Ferbelin”

Panna-Ferbelin_Stefan-Chwin,images_big,7,978-83-89859-08-2Tytułowa bohaterka to postać rozdarta wewnętrznie, poddana próbie egzystencjalnej, swoiste medium, poprzez które oglądamy Boski teatr okrutnej historii i tworzenia się mitu. Rzecz dzieje się w polsko – niemieckim  Gdańsku, tuż przed powstaniem Wolnego Miasta, jeszcze w posiadaniu  pruskim. Gdańsk staje się tu symboliczną przestrzenią ścierających się przeciwstawnych sił, mityczną płaszczyzną, w której zdarzenia ukrywają w sobie blask pierwotnych mocy. Chwin ukazuje cykliczną zasadę świata, w której historia się powtarza i dlatego możliwa jest reinkarnacja mitu biblijnego o pojawieniu się Mesjasza, charyzmatycznego twórcy nowej religii.  Cesarstwo, władza absolutna oparta na przemocy i jej konieczne przeciwieństwo w postaci głosiciela nowej postawy wobec życia. Oba te aspekty istnienia łączy postać głównej bohaterki. Jej ojciec, właściciel warsztatu stolarskiego, dostaje rządowe zamówienie na wykonanie 7 szubienic – krzyży, za pomocą których majestat cesarski wymierzał sprawiedliwość. Jednocześnie poznaje ona tajemniczego nauczyciela z Neustadt, który na łąkach przemawia do ludzi, głosząc pochwałę prostego istnienia, niezafałszowanego życia w kontakcie ze sobą, a nie ze społecznymi wyobrażeniami. Przeciwstawia się władzy w jakiejkolwiek formie, w tym władzy kapłanów nad człowiekiem, twierdząc, że Bóg nie potrzebuje żadnego pośrednictwa, poza tym jest zdecydowanym przeciwnikiem własności i wyzysku ludzi pracy. Nauczyciel z Neustadt obdarzony jest także cudownymi mocami, potrafi uzdrawiać chorych, a nawet wskrzeszać zmarłych. Tym analogiom z życiem Chrystusa nie ma w powieści końca. Wystarczy to do wzbudzenia nienawiści i poczucia zagrożenia w kręgach władzy. Podstawowa sytuacja egzystencjalna, w której musi dojść do starcia, zostaje w ten sposób zarysowana. Panna Ferbelin będzie zaangażowana w obu aspektach, co czyni tę powieść wyrafinowanym studium tragizmu życia. Jednocześnie mamy okazję do poznania dzięki niej prawdziwego aktu wolności, zachwycającej odwagi i dojrzałej decyzji o samodzielnym kierowaniu własnym życiem mimo uwięzienia w potrzasku. To kobieta silna, mądra i wiedząca, wsparcie dla siebie i innych, o autonomicznej woli i zdolności decydowania. Dlatego to jej autor powierzył powieściowe zadanie uczestniczenia we wszystkich wydarzeniach, które syntetyzują całość doświadczenia. Postać ta wchłania w siebie świat i transformuje go w swoim wnętrzu, stwarzając na nowo.

Spotkanie z nihilistą;
ac0c461c-4921-4c7b-b609-5cb82249507e.file
Maria Ferbelin otrzymuje posadę domowej nauczycielki dla syna głównego prokuratora cesarstwa – Hammelsa (Poncjusza Piłata?).  W ten sposób ma bliski kontakt z przedstawicielem władzy państwowej i jest to nawet kontakt dość intymny, gdyż zaprasza on guwernantkę często na wieczorne rozmowy, podczas których odsłania swoją ukrytą twarz głęboko samotnego, cynicznego człowieka, przenikniętego rozpaczą i pustką życia po śmierci żony.  Hammels szyderczo traktuje wszelkie idee zbawienia, które mają dla niego barwę karnawału, kpi z poszukiwań sensu życia i nadawania mu jakiegokolwiek znaczenia. Jest trawiony strachem przed śmiercią i dlatego ucieka w nihilizm, w szyderczy cynizm i kult władzy. Przekonany o jałowości istnienia jest  zwolennikiem demonicznej  walki o władzę, która daje tak silne złudzenie intensywności życia, że nie ma się czasu na rozpacz. „Kto żyje w kłębowisku ambicji, zawiści, podstępów, intryg, zemsty, pożądania – zapomina zupełnie o pustce życia. Trzeba żyć tak, by zagrażać innym i być ciągle w stanie zagrożenia. Zanim wszystko zostanie pożarte przez śmierć.” Nihilizm Hammelsa jest jednak równoważony przez tęsknotę za metafizyczną stroną istnienia, czego wyrazem jest obraz Friedricha wiszący w jego gabinecie. Przedstawia on wędrowca na szczycie góry, spoglądającego w dal, który odwrócony jest tyłem do widza. Ta tajemnica spowijająca obraz, to dociekanie, co właściwie widzi wędrowiec, jaki sekret ukrywa źrenica  jego oka, jest metafizycznym zaproszeniem dla Hammelsa do przeczuwania ukrytych znaczeń świata. Świadomość własnej słabości odkrywa się u niego przy Marii, którą odczuwa jako pełnię istnienia. Kobieca strona natury zawiera w sobie nasiona całości, potencję wszystkich rzeczy, zalążki wszelkich możliwości i dlatego staje się ona źródłem życia i naczyniem świata. „Ty musisz być wyniosła, pociągająca, bolesna, nietykalna, czuła, silna, słaba, zraniona, lękliwa, spłoszona, gwałtowna, odpychająca, raniąca, groźna, kojąca, mroczna, radosna, pracowita i leniwa – bo tylko wtedy będziesz mogła to wszystko utrzymać w równowadze, której ja osiągnąć nie mogę.” Postaci męskie w powieści Chwina istnieją tylko dzięki kobiecie i ta prawidłowość będzie się potwierdzać w toku wydarzeń.

Mistrz i powtórzona historia;

Nauczyciel z Neustadt pracuje w stoczni gdańskiej, w której buntuje robotników przeciwko upokarzającym warunkom pracy. Wkrótce zostaje więc zwolniony i znika ze swojego dotychczasowego miejsca zamieszkania.  Maria, która wcześniej już spotykała się z nim i nawiązała bliski kontakt, teraz poszukuje go wśród jego uczniów, którzy nazywają go Mistrzem. Dostawszy pewien znak od niego, udaje się w brudne i ciemne zaułki miasta, gdzie – prowadzona przez małą dziewczynkę, brudną Ariadnę – przechodzi przez plątaninę przejść, podwórek, bram i piwnic, by dostać się do mrocznego budynku, w którym znajduje Mistrza. Kładzie się bez słowa obok niego na łóżku, z całkowitą naturalnością, gdyż czuje się tak, jakby znali się od dawna w największej bliskości ciał i dusz. Jednocześnie zauważa, że jest stroną silniejszą i przekazuje mu poprzez dotyk swoją świetlistą energię. On za to przemienia dla niej wodę w wino, choć wolałby odwrotnie, gdyż na taki cud nikt nie czeka.
W świecie tymczasem dojrzewają zdarzenia, które miały już wielokrotnie miejsce w historii. Zamieszki na tle politycznym w Gdańsku powodują tragiczny wybuch na dworcu, w którym ginie mnóstwo ludzi. Prokurator Hammels jest zagrożony utratą stanowiska. Na domiar złego w stoczni wybucha strajk robotników, którzy domagają się skrócenia godzin pracy i godnej płacy. Padają strzały, są zabici i ranni, a sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Potrzebny jest winowajca, który odwróci uwagę wściekłych mieszkańców miasta. Wybór pada na Mistrza, niewygodnego wyznawcy dobra, które zło zwycięża. Wzywa on bowiem do ekonomii opartej na chrześcijańskich zasadach, co groźne jest dla porządku publicznego. Trzeba tylko odpowiednio spreparować winę, bo „wina to jest sprawa perspektywy; jak się perspektywa zmieni, to i winę się znajdzie.” Wkrótce następuje więc aresztowanie w ogrodzie, które łudząco przypomina aresztowanie Jezusa.

sur-1
Maria,  chcąc  ratować Mistrza, staje do walki z siłami ciemności. Jak bohaterka mrocznej baśni ściera się samotnie ze światem zła i okrucieństwa. Uruchamia w sobie wszystkie naturalne mechanizmy życiodajnej energii, sięga do głębi pierwotnej siły kobiecej, aby odwrócić zło świata. Najpierw szuka kontaktu z uczniami Mistrza, próbując dotrzeć do znanego jej tajemniczego domu, w którym go  znalazła. Ale nagle znajduje się w koszmarnym śnie, w  hipnotycznej, ponurej rzeczywistości zawiłego labiryntu nieskończonej ilości pomieszczeń, gdzie drga żywym ciałem jakiś monstrualny ludzki kosmos. Cząstki gigantycznego ciała zbiorowego, złożonego z milionów komórek, „które porasta ziemię niczym żywa, ruszająca się, biała pleśń.” To symboliczny obraz całości świata walczącego o biologiczne przetrwanie, żarłocznie zrośnięte  ze sobą jego części jak warstwy huby na pniu drzewa. Na tle tego obrazu pomieszczenie, w którym znajduje uczniów szyjących mundury dla oprawców. Podporządkowani i sztywni jak czarne marionetki w upiornym spektaklu, wykonują swoje mechaniczne ruchy i spoglądają niewidzącym wzrokiem w srebrne ściegi na ciemnym tle materiału. Mają w sobie niemoc, jakby ktoś rzucił na nich złe zaklęcie. Nie pomogą Mistrzowi, są pozbawieni woli i udręczeni strachem.
Inne wysiłki ratowania skazanego również nie przynoszą rezultatu. Wtedy do głowy panny Ferbelin przychodzi genialny plan. Śmierć, na którą skazano Mistrza, staje się najlepszą nauczycielką życia. Helmut – syn prokuratora, jej małoletni wychowanek,  ironicznie wypowiadający się o wyroku wydanym przez jego ojca na więźnia, wyszydzający karę śmierci, zostanie poddany próbie, którą zapamięta na całe życie.  A jednocześnie będzie to ruch ze strony nauczycielki transformujący rzeczywistość, pierwotna lekcja życia. Najważniejsza –  dla Helmuta, spośród wszystkich, jakie z nią odbył. Miłość Marii do Mistrza ma moc cudu i to ona odwraca złowrogie fatum losu. Jest to miłość z głębi podziemnej wiedzy o świecie, pochodząca ze spotkania ze śmiercią.

W rzeźni świata;

20120321_122640Maria zabiera chłopca do rzeźni, żeby zobaczył z bliska, czym jest śmierć, o której mówił tak lekko i z ironią. Śmierć, którą zadawał skazanym jego ojciec, ma stać się pierwotnym doświadczeniem egzystencjalnym, transformującym świat. Maria schodzi na dno piekła, żeby uratować Mistrza. Helmut jest zafascynowany mroczną tajemnicą śmierci. „Moment, w którym następuje niepojęty, groźny przeskok życia w śmierć, przyciągał go jak magnes.” Teraz razem z nim stajemy w obliczu wstrząsających, naturalistycznych w każdym szczególe, opisów zadawania śmierci koniom. Tragiczne okrucieństwo tej śmierci zapada głęboko w pamięć. Chłopiec, pobladły z emocji, chłonie każdy szczegół. W końcu odczuwa przymus dotknięcia konającego konia. „Trzymając tak dłoń przyłożoną do zwierzęcego boku, chciał poczuć pod palcami dreszcz przebiegający pod końską skórą, wyczuć nagły skurcz mięśni i nerwów, ostatni objaw życia, które brudną strugą krwi ściekało teraz z rozciętej rany.” Po tym doświadczeniu  oboje wychodzą z rzeźni odmienieni.
Teraz następuje kolejny akt planu. Maria odebrała znakomitą lekcję życia u prokuratora Hammelsa i dowiedziała się, na czym polegają metody władzy. Posłużyła się nimi zatem jak szyfrem otwierającym każde drzwi. Porwała chłopca, zamknęła w domu Mistrza i napisała anonimowy list z żądaniami wymiany. W tym samym czasie spokojnie przyszła do pracy u prokuratora, będąc na bieżąco z kolejnymi wydarzeniami. Ta podwójna gra okazała się mistrzowskim zagraniem.  Po jakimś czasie skazaniec został bowiem uwolniony. Mityczna historia dzięki mądrości kobiecej przekształciła się w inne zakończenie. Bohater nie zostaje bowiem ukrzyżowany, nie ponosi śmierci, chociaż wszystkie prawidła świata na to wskazywały. Maria leczy teraz jego rany. Jego okaleczone ciało „przypominało rzeźbę poobtłukiwaną w wielu miejscach, z której strzępkami schodzi polichromia, odsłaniając chory miąższ drewna.” To, co widziała przed sobą, było zapisem pedantycznej roboty państwa nad żywą tkanką ludzkiego ciała. Po leczniczych zabiegach miłości Mistrz wraca jednak do zdrowia. Po jego odejściu, które jest koniecznym elementem życia kogoś, kto zna swoje przeznaczenie, Maria postanawia spisać całą historię. Gdy znika bowiem dawny kształt świata, pozostawiając tylko swoje cienie, musi znaleźć się lustro, w którym odbity świat powróci na nowo, uczestnicząc w wielkiej przemianie życia. Postać kobieca z okładki, odwrócona do nas tyłem – jak wędrowiec na obrazie Friedricha – obejmuje świat swoją źrenicą. Jej kobieca mądrość i siła jest w tej cudownej powieści kojącym darem bogów.

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , | Wyślij komentarz

Topografia mitologicznej codzienności. Bruno Schulz: „Sklepy cynamonowe”, „Sanatorium pod klepsydrą”

tumblr_lnj0k0ktCN1qczy2hDzieło literackie  Schulza ma moc życiodajną, która leczy chore dusze. Rzeczy i zjawiska codzienne skąpane są tu w czarodziejskiej mitologii, która podnosi pospolitość do rangi wielowymiarowych, fantastycznych światów, a w nich nigdy nie dość olśnień i zachwyceń. A wszystko to dzięki zabiegowi rekonstrukcji czasu dzieciństwa, w którym poznanie świata ma charakter najintensywniejszy, a dowody czarodziejstwa widzimy na każdym kroku. Narrator – bohater doświadcza istnienia poprzez percepcję dziecka, która płynie w nim równolegle do jego dorosłej. Obie te perspektywy towarzyszą mitologicznej kosmogonii  dziejącej się tuż obok nas, w samym środku rzeczywistości.
Zbiór opowiadań „Sanatorium pod klepsydrą” rozpoczyna motyw Księgi jako obiektu dziecięcej adoracji i pierwszych wtajemniczeń w świat. Nie jest to żadna konkretna książka, a raczej rekonstrukcja własnego zachwytu wobec napisanych światów, które zwiedzało się z fascynacją w dzieciństwie. Wszystko, co wpadało w ręce i opowiadało o cudownych krainach, było Księgą, którą Józef traktuje obecnie jako zadanie na życie, a nie jako przeszłość. Zostały z niej tylko strzępy dawnych historii, odnalezione w podartych gazetach, co wygląda jak mit zdegradowany, ale jednak był to kiedyś Autentyk, kraina nienasyconej ciekawości świata. A żyło się wtedy w epoce genialnej, bo tak swoje dzieciństwo nazywa bohater. Jest to taka epoka, która się zdarzyła i nie zdarzyła, „bo są rzeczy, które do końca zdarzyć się nie mogą”, ale pozostawiają po sobie ułomne inkarnacje, zastępcze byty i z tych kawałków można zrekonstruować całość. Podobnie dzieje się z czasem. Zwykłe fakty są uszeregowane w czasie, ale co zrobić ze zdarzeniami, które przyszły, gdy już cały czas został rozdany? Na szczęście istnieją boczne odnogi czasu, trochę nielegalne, ślepe tory, na których mogą dziać się spóźnione zdarzenia. W ten sposób może zdarzyć się wszystko. Blask słoneczny, wpadający przez okno, oślepia nadmiarem wybujałej rzeczywistości, którą można narysować, czuwając oczywiście nad tym, aby rysunki, wijące się jak nowotwory, nie uciekły spod palców. Wszystko chce być narysowane, przez pokój – wszechświat przelewają się pochody bestii i tajemniczych stworów, które tylko czekają swojego imienia, żeby wypełnić je swoją istotą. Rysownik jest jedynie medium, usiłującym nadążyć za wizją, a świat przechodzi przez jego ręce, ażeby się odnowić, rozpocząć swoje kolejne życie.
image_001Rozeznawszy się w topografii zmitologizowanej codzienności, można dostrzec jej składniki, które są elementami zaczarowanego świata. Świat ów puchnie od nadmiaru, pęka od bujności i pogańskiej orgii roślinności. Płodność i witalność form rozsadza ramy istnienia. Ogromne łopuchy są jak „babska szeroko rozsiadłe, na wpół pożarte przez własne oszalałe spódnice”. Ciotka Agata „o mięsie białym i okrągłym” i skretyniała Tłuja, której pęczniejące plugastwo fascynuje i uwodzi podobieństwem do  mitologicznego potwora ukrytego w cuchnącym zakamarku dzikiego ogrodu, to mieszkanki tego chtonicznego mitu. Lato wpada tu w obłęd dionizyjski, żar ognisty czyni z miasta  biblijną pustynię. Świat Schulzowski ulega nieustannej przemianie, wszystko jest w wirującym ruchu i przenika jedno w drugie. Każdy fragment rzeczywistości jest ożywiony i posiada swoje tajemne życie. Noc to istota o czarodziejskich mocach, wicher jest demonem zniszczenia, ulica rozgałęzia się niespodziewanie w mnogość labiryntów, strychy „wystrychnięte ze strychów” pękają i rozprzestrzeniają się jak rośliny, a jawa całkiem niespodziewanie przechodzi w sen. Świat wystrzela rojem barwnych istnień, baśń i realizm wzajemnie się uzupełniają, tworząc cudowną całość, jedność kojącego bytu.

Ojciec – demiurg;

982258519bI najważniejszy mieszkaniec mitologicznego świata – ojciec, który organizuje wokół siebie kreacyjne moce i tajemnicze kosmogonie. Ojciec – wielki demiurg i czarodziej, kupiec,  podszyty poezją, fantastyczny, barwny ptak, przedstawiciel magicznej strony życia. Jego choroba i pogłębiająca się umysłowa demencja powodują u niego dziwaczne zachowania, które w oczach syna są wielkimi objawieniami cudu, napełniają go dreszczem niespodziewanej metafizyki ukrytej w rzeczach. Wokół niego, w pokoju,  latają ptaki jak ruchome kwiaty, skrzydlate fantazmaty, a on razem z nimi, macha rękami jak skrzydłami i wydaje z siebie świergoty, dumny ze swych tajemnych przeobrażeń i upojony dziecięcym zachwytem. W zetknięciu z ojcem „rzeczy cofały się niejako do korzeni swego bytu, aby wychylić się później w regionach wielkiej herezji.”
Ojciec jest tłumaczem świata i twórcą teorii filozoficznej na temat materii, ujętej w „Traktacie o manekinach”.  Materia  w tej koncepcji ma  w sobie nieskończoną płodność i niewyobrażalne możliwości kształtów, dlatego stanowi fascynujący teren dla manipulacji demiurgicznych. Ale ojca interesuje wyłącznie proces demiurgii wtórnej, powołującej do życia formy prowizoryczne, zdeformowane i kalekie. Wie, że gdzieś w ciemnych zaułkach mieszkania fermentuje materia, która ukrywa się pod pozorami życia, swoista fatamorgana materii. Pseudomateria, na pograniczu ciała i ducha. Interesują go również manekiny, które przedstawiają uwięzioną materię w nadanej jej gwałtem formie, cierpienie pałuby zastygłej w geście wieczności. Materia pragnie bowiem przekształceń i ta tęsknota do przemiany nadaje jej wymiar tragizmu. Martwota materii jest tylko pozorem, za którym ukrywają się różne formy życia. Ta metafizyka materii jest zabiegiem sakralizującym konkret i codzienność. Wszystko, co czarodziejskie, jest tuż obok, w każdym przedmiocie i zjawisku. Wykład  ojca o materii został ewokowany przy pomocy lśniącego jak języczek węża pantofelka służącej Adeli i jej czarnych pończoszek, ojciec jest bowiem wielkim fetyszystą, bałwochwalczym wielbicielem kuszących przedmiotów symbolizujących kobiecość. W obliczu kobiety i jej rekwizytów, ojciec czuje masochistyczną skłonność do uległości i poddańczych gestów, wielbiąc kosmiczną pramaterię, ziemską boginię wszelkiego życia.

Ilustracje-Adela-i-Edzio-ok.-1935W obecności ojca świat potęguje swoje demiurgiczne możliwości. Sprzedawanie materiałów w jego sklepie zamienia się w prawdziwą historię biblijną, gdy zwały materiału są przerzucane jak wojska i rozwijają się z łopotem jak chorągwie. Ojciec – walczący prorok tworzy na naszych oczach fantastyczną kosmogonię, przemieszczając się pomiędzy masywami górskimi z materiału, dolinami i jeziorami i wyłaniając się niespodziewanie znad góry Synaj. Ta sakralizacja pospolitości to najpiękniejsza cecha twórczości Schulza. Gdy sacrum miesza się z profanum, świat mówi swoim najprawdziwszym językiem.
Gdy ojciec umarł, syn – artysta wskrzesił dla niego boczną odnogę czasu. W niej można odbyć podróż widmowym pociągiem pełnym ciemnych zakamarków w zaświaty. W odrealnionej przestrzeni sennej wizji, w obecności milczącego konduktora – Charona, podróżujemy do zapomnianej stacji, pogrążonej w sennym odrętwieniu. Potem odnajdujemy sanatorium pod klepsydrą, w którym żyje pośmiertnym życiem umarły ojciec. Jest to życie cieniste, połowiczne, pozorne, lustrzane odbicie dawnej egzystencji. Poruszają się tu fantomy, zamiast ludzi, a „czas jest do cna zużyty, znoszony, przetarty”. Ale tylko w tej dzikiej aberracji czasu można było zapewnić ojcu miejsce do istnienia, półlegalną egzystencję w zaświatach sztuki. W cieniu życia.

Ulica – cień;

Zaczarowane-miasto-II-Xięga-bałwochwalcza-1920-22Każda rzeczywistość posiada swój cień, strefę mroku. W mieście opisywanym przez Schulza jest to ulica Krokodyli, królestwo tandety, komercji i nędznej imitacji. Aura rozkładu i zepsucia wytworzyła tu odpowiadających jej mieszkańców. Jest to bowiem dzielnica szumowin, podejrzanych kreatur i prostytutek. Rzeczywistość – rupieciarnia, rzeczywistość – maskarada przemierzana jest przez dorożki bez woźniców, atrapy tramwajów i pociągi – widma. Ludzie wyglądają jak wycięci z papieru, z taniego materiału ludzkiego,  a imitatywny, iluzoryczny charakter tej dzielnicy podsumowany jest przez refleksję filozoficzną narratora. Jest to bowiem świat, w którym nic nie dochodzi do skutku, wszystkie ruchy rozpoczęte zawisają w powietrzu ze względu na przedwczesną fermentację pragnień, co się dzieje zawsze w atmosferze nadmiernej łatwości. „Przekroczywszy pewien punkt napięcia, przypływ zatrzymuje się i cofa, atmosfera gaśnie i przekwita, możliwości więdną i rozpadają się w nicość.” Ulica Krokodyli to symbol wdzierającej się miernoty i  komercji do starego i dobrego świata, w którym mieszkają mity. Intrygując dreszczem zepsucia, tworzy jednak grzeszną ciemność, z której czerpie soki  żywy świat prawdy artystycznej. Bez tego cienia żaden mit nie może się obyć. W oddechu diabła rodzą się anioły.

Noc, ciemność, głąb;

Noc jest w świecie Schulza pejzażem do zwiedzania i fantastycznym wydarzeniem. Posiada swoje tworzywo, jakim jest materia ciemności, która kształtuje chaos. Powstają w niej labirynty czarodziejskich światów, pełne łuków, sklepień, ciasnych pieczar, powietrznych korytarzy, które można przemierzać wraz z innymi nocnymi wędrowcami. Trzeba mieć jednak ze sobą koniecznie parasol na deszcz gwiazd i meteorów. Zafascynowanego wędrowca noc może wessać w siebie, w swoją niezmierzoną otchłań, która rysuje na niebie magiczne figury i parabole spadających gwiazd. Może pochłonąć przy pomocy swojej ciemnej mocy, rozpustnej płodności i wybujałego samorództwa. Noc potrafi również rzucać mroczne zaklęcia na ludzi, unieruchamiając ich w śnie podobnym do śmierci. „Tak wchodziły dusze powoli w ciemne anhelium, w bezsłoneczną stronę życia, której kształtów nikt żywy nie ujrzał.” Głębia nocy jest odczuwana przez bohatera jak głębia wszystkich aspektów świata, z którymi wchodzi on w pierwotny, archetypiczny kontakt, w autentyczny związek promieniujący życiodajną mocą.
uid_76d27b2eb3704ec2d070816b0afe95641366380396888_width_700_play_0_pos_3_gs_0
Dzięki tej zasadzie Schulz zabiera nas ze sobą w podróż nie tylko literacką i filozoficzną, ale i głęboko egzystencjalną. Zaglądamy z nim pod podszewkę istnienia, w głąb świata. Pokazuje, że po drugiej stronie rzeczy panuje  wieczny ruch i krążenie soków. Jesteśmy poprzez to genialne dzieło u korzeni, które pachną darnią i próchnem, wędrując w ciemności. U korzeni historii świata, na samym dnie, w podziemiach istnienia. Każda wiosna rośnie na historiach, które znajdują się pod ziemią. „Co za plątanina szeptów, co za mruczący gwar ziemi. Na starych historiach wyrosła przez noc nowa zieleń, miękki nalot zielony”. Jesteśmy w samym centrum  mitu z jego cyklicznością dziejów wpisanych w odradzającą się naturę, która jest tutaj Księgą do metafizycznego czytania. Pośród zmartwychwstałych historii odnajdujemy również naszą własną. Bo każda historia osobista tworzy nową egzystencję świata. Witaj życie moje z popiołów, witaj barwny ptaku urodzony w śmierci i w ciemność osunięciu, który wiosnę głosisz i trzepoczesz skrzydłem na moim niebie.

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , | Wyślij komentarz

O metafizyce bebechów. Witkacy: „Nienasycenie”

84f73f89-05ed-4723-a093-ec645c524c9c.filePowieść Witkacego przedstawia zdeformowany, groteskowy świat opętanych nienasyceniem ludzi, podążających do otchłani. Główny bohater – Genezyp Kapen (wszystkie nazwiska rodem z czystego absurdu) skupia w sobie kolejne etapy wtajemniczenia w życie, więc w nim  i poprzez niego poznajemy istotę opisywanego świata. Rozpoczynamy od jego nieprzezwyciężonego wstrętu do niewoli w jakiejkolwiek formie, który ma swoje źródło w tresurze ojca – despoty, gwałcącego wszelkie ślady własnej woli syna. Wbrew ojcu syn uwalnia zatem wszystkie psy z uwięzi, kiedy jest jeszcze dzieckiem, a potem, gdy jest cokolwiek starszy, pobiera u kuzyna lekcje masturbacji w krzakach (spuszczając swoje własne psy), co kończy się upadkiem w otchłań grzechu, skąd wiedzie prosta droga do metafizycznego upojenia dziwnością istnienia. Tak zaopatrzony w doświadczenia, po maturze objawia ojcu swoją wolę studiowania literatury, która jest kwintesencją życia, czym doprowadza go do apopleksji.
Następny krok na tej drodze wtajemniczeń w istnienie wiedzie go do salonu demonicznej i perwersyjnej księżnej Ticonderoge, która ma zamiar wziąć go sobie na łańcuch i wprowadzić w tajemnice swojego dojrzałego ciała, od czego wzbierają w nim zwierzęce spazmy i obficie płyną soki życia. A wszystko to w atmosferze salonowych pseudometafizycznych dywagacji niespełnionych artystów, którzy podlewają  ból istnienia soczystym sosem swoich bebechów, jęków i narcystycznych lamentów nad bezmiarem trywialności tego świata, który nie docenia wielkości ich sztuki. Monstrualna groteskowość tych scen i aura zjadliwego szyderstwa obnaża niezmierzone obszary pustki tej salonowej egzystencji.
obraz-kompozycja-szatan_10063
Wśród zaproszonych artystów jest kompozytor Tengier, garbus o włochatym pysku i uschniętej nodze, który gra swoją muzykę z furią metafizycznego nienasycenia, czym doprowadza Genezypa (zwanego dalej Zypciem) do bałwochwalczego podziwu dla tego genialnego bydlęcia. Z tego też powodu odwiedza go na drugi dzień w domu, pragnąc z całej mocy nasycić swój głód poznania tajemnicy istnienia przy jego pomocy. Chce posiąść potęgę tego człowieka, wchłonąć ją i uczynić swoją własnością, bo tak często dzieje się z duchem żałośnie nieukształtowanym i bezformiem swoim przerażonym. Zadaje mu więc podstawowe pytania o tożsamość i tajemnicę Istnień Poszczególnych, czyli dlaczego ja to ja. W odpowiedzi Tengier gra mu swoją najnowszą symfonię pt. „Rozwolnienie bogów” i jest to kolejny metafizyczny onanizm pełen wstydu, rozkoszy i bólu, a także głęboko ludzkiej samotności, co nazwę powyższą przejrzyście tłumaczy. Cudowna, wstrząsająca gra tego pokurcza doprowadza Zypcia do szału z tęsknoty za odkryciem wszystkich sekretów życia, ale zaczyna już przeczuwać, że zagadka tylko  monstrualnie rośnie, zamiast się rozplątywać. „Ja chcę to wszystko mieć, dusić, cisnąć, wygniatać, męczyć” – wykrzykując swoje metafizyczne nienasycenie i  bezsilność swą objawiwszy, Genezyp idzie zatem z Tengierem do kniazia Bazylego, pustelnika, mieszkającego w głębi puszczy, aby dowiedzieć się więcej. W drodze śledzą ich ślepia wilków, migocząc w ciemności. A wszystko to, cała ta tragikomedia ludzkiego pragnienia, dzieje się w kontekście kosmicznej otchłani wszechświata i jego zimnej obojętności na ten żałosny spektakl ludzkich marionetek. Obrazy bowiem nocnego, rozgwieżdżonego nieba i jego tajemnic planetarnych przenikają się nieustannie z myślami bohaterów, tworząc  tragiczny wymiar powieści, ukryty pod  wszechobecną groteską.
U kniazia Bazylego Geneyp staje się świadkiem gwałtownej dyskusji pomiędzy racjonalistą wierzącym w matematyczny porządek świata a wyznawcą Boskiego wymiaru , jakim był kniaź. Padające z obydwu stron argumenty przeciwko sobie pogłębiły tylko zamęt myślowy u Genezypa na temat istnienia, ale pozwoliły mu poczynić obserwację, że obaj rozmówcy chowają się szczelnie za swoimi doktrynami ze strachu przed bezmiarem tajemnicy, fanatycznie i kurczowo wczepiając się w miraże swojego umysłu. Wkrótce do wszystkich dotarła straszna prawda o niemożności przekroczenia granic swojego ja. Powiał wicher tragizmu, a wszystkich zjednoczyło milczenie.
witkacy4_1Z powodu niedostatku metafizyki i stanu prostracji intelektualnej, Zypcio udaje się  na rzeź do księżnej. Pożądając głębi „dziko – niesamowicie – rozkosznego zatracenia”, nieprzytomnie oddany swej kacicy, idzie po linie nad otchłanią, choć wieje zewsząd  huragan, do tego nadziemsko – satanicznego uroku i cielesnego przepychu tej prasamicy. Zgodnie z wolą przeznaczenia, następuje więc „rozdławdziewiczenie” Zypcia, nie bez pomocy pewnych sztuczek księżnej (z gatunku demonicznych). Opis zaś ich zmagań seksualnych w stylu czarnej komedii, mieszanki patosu i kiczu oraz gęstej groteski przechodzi najśmielsze wyobrażenia czytelnika. Po takim zachłyśnięciu się potężną dawką monstrualnego erotyzmu, bohater – znacznie pokrzepiony w swym nienasyceniu sensem – wstępuje krok  wyżej na swojej drodze poznania. Jeszcze granice aktualnego istnienia nie zamknęły się w nim,  a już pożąda kolejnej  nieznanej krainy, w której „miało się spełnić wreszcie nienazwane i zastygnąć w nieruchomej doskonałości. Nie rozumiał, że całe życie jest w ogóle nie do spełnienia”. Żądza Genezypa na władzę nad światem, biorąca początek w jego nienasyceniu metafizyczną i zmysłową stroną życia,  już wkrótce na dnie piekła znajdzie ukojenie. Księżna urządza wieczorek u siebie z artystami, na którym daje tak ognisty popis swojej elokwencji i bystrości umysłu w czasie dyskusji politycznej, że w salonie panować zaczyna szczególne rozdrażnienie płciowe, a Zypcio ostatnim wysiłkiem próbując  zorganizować swoją rozłażącą się maź – jaźń, pragnie już tylko nasycić się „plugawym cielskiem tej baby” w zacisznym buduarku. Zamiast tego jednak (o zgrozo!) otrzymuje potężną dawkę demonizmu księżnej, która na jego oczach zdradza go z innym, zamknąwszy Genezypa uprzednio w pokoju z szybą, przez którą zmuszony jest oglądać perwersyjny spektakl. Kąsany przez demony, dostaje pierwszą poważną lekcję upokorzenia. Od tej pory trzeba było zaczynać wszystko na nowo. Całe losy bohatera układają się poprzez opozycję zniewolenia i władzy, gdyż niewolnik najbardziej marzy o władzy nad innymi. To nienasycone marzenie swój finał znajdzie w szyderczym chichocie losu.

„Ale czymże jest życie, nie przeżyte na ostrzu?”

001_4 Tonąc w morzu  filozoficznych i psychologicznych dygresji, monstrualnie napuchłego języka, licznych (nieskończenie) wtrąceń i aluzji, czytelnik – chwytając się brzytwy – jak tonącemu przystało, niezmordowanie podąża dalej za swoim bohaterem, by tegoż na gorącym uczynku wtajemniczeń kolejnych pochwycić. Zastajemy zatem bohatera w szkole oficerskiej, gdyż Polska do wojny z Chińczykami się przygotowuje, a stary świat – zagładę przeczuwając –  chwieje się w posadach. Naród bierny, słaby i dekadencki – do czynu niezdolny, na kulturze masowej wychowany, ujednolicony w swej pospolitości, skundlony w tępej jałowości życia, wyhodował sobie mit w postaci Wielkiego Wodza Kocmołuchowicza, uosabiającego wielkość i potęgę, na starcie z wrogiem gotowego. Również Genezyp jest gotów umierać za ojczyznę w obecności Wodza, którego wzrok „organizował swą specyficzną, skupiającą i porządkującą potęgą dowolnie rozłożoną miazgę flaków.” Zypcio znów chce dźwignąć samego siebie ponad siebie i czuje do tego w sobie wielką moc. Upokarzająco zniewolony erotycznie przez „Belzebubicę” pragnie odmiany i wyzwolenia, doświadczając ekscytacji śmiercią, bo jest to „nasycenie żądzą życia tak wściekłe, jakiego w życiu niczym osiągnąć się nie da.” A i nieuchwytność życia może przy tej okazji da się oswoić i sens istnienia wytropić.
Kocmołuchowicz jednak również nosi w sobie swoje własne piekło. Jego czyn wielki bowiem z niedoistnienia tytułów hrabiowskich się wywodzi, z czeluści niedostatków wewnętrznych. Naród nie obchodził go wcale, natomiast „być zauważonym przez świat” – to siedziało w jakimś „przerośniętym mózgowym gruczole” Wielkiego Kocmołucha, który prze do władzy z nienasycenia szlachecką genealogią. „Cały świat zadusić by w uścisku, przetworzyć i przepotworzyć, i odrzucić omdlały z rozkoszy”. Gdyby Genezyp mógł wiedzieć prawdę o nim, byłoby to dla niego katastrofą. Szukał on bowiem oparcia w kimś, gdyż sam był za słaby, aby udźwignąć swoją komplikację.
Każdy z bohaterów Witkacego egzystuje w rozpaczliwej bladze zastępczej egzystencji. Cała ich fanfaronada wynika z niedostatków i kompleksów. Księżna kompensuje swoje przemijanie sztuczkami erotycznymi z młodzieńcami, Tengier parszywość własną na muzykę przerabia, Kocmołuchowski zaś (nazwisko znaczące) wielkość swoją tworzy z poczucia nicości wewnętrznej. Wszyscy w jednakowym stopniu pożądają władzy nad innymi ludźmi, aby zrekompensować swoje nienasycenie życiem i aby zapełnić pustkę egzystencjalną.

Obłęd;

Kompozycja_z_tancerkaOd tej pory wypadki przyspieszają i nabierają znaczenia galopującego absurdu podszytego tragizmem. W powieści, zamiast groteski, pojawia się ciemność zbrodni i czyhającego obłędu, a narracja przechodzi w studium psychologiczne, rodem z Dostojewskiego. W duszy bowiem Genezypa czai się mroczny potwór, który żywi się nienasyceniem. Wdawszy się w kolejny romans z kochanką Kocmołuchowicza, Genezyp wikła się w jakąś potworną grę erotyczną, na którą skazuje go wampiryczna, nienasycona kobieta, a rozbuchany, nabrzmiały i zły erotyzm jest dla nich obojga życiową apokalipsą, z której można spaść wprost na dno piekła. Balansowanie na krawędzi życia z palącej potrzeby nasycenia pustki i nieskończone intensyfikowanie wrażeń staje się śmiertelnie niebezpieczne i prowadzi do rozpadu osobowości. Rozpętane żywioły, trzymane dotąd na uwięzi, wiodą do zamordowania przez Genezypa przypadkowego człowieka i odtąd bohater przekracza w sobie granicę, skąd już nie ma powrotu do poprzedniego ja. W tym momencie staje w obliczu metafizycznej grozy istnienia. Doświadczając schizofrenicznego rozdwojenia, gdy pomiędzy jego dwoma osobowościami nie ma kontaktu, staje się zakładnikiem diabła i rosnącego obłędu. W szale zniszczenia, które jest dla niego – po wszystkich rozczarowaniach daremnością wysiłków –  jedyną już możliwością zatrzymania czegoś na własność, dusi podczas aktu seksualnego swoją własną żonę. A potem zgłasza się na wojnę, aby zatracić samego siebie. Po wojnie znika jego osobowość, przekształcona w miazgę impulsów. Kolejne indywiduum zostaje pochłonięte przez społeczną machinę miażdżenia odrębności.
Świat  tymczasem pędzi na oślep w nicość, gdy już u granic stoją Chińczycy z opracowanymi naukowo pastylkami Murti Binga, które mają doprowadzić do całkowitego ujednolicenia ludzi i stworzenia im nowej osobowości, zautomatyzowanej i podległej, łatwej do rządzenia, w pospolitości nierozróżnialnej.  Już wkrótce tak się stanie w opisywanym świecie, który rozpłynie się w nicość, w nieokreśloność i amorfię. Pastylki są symbolem masowej kultury, doprowadzającej do rozkładu osobowości.  I jest to prorocza myśl pisarza, sięgająca współczesnych czasów.
Katastrofizm Witkacego dochodzi w tej powieści do zenitu, gdy przedstawia on swoją nihilistyczną wizję cywilizacji zmierzającej do upadku. Doprowadza do tego wyczerpanie kultury, kres indywidualizmu we współczesnym świecie i przerost masowych tendencji do taniego, wygodnego i tępego życia społecznego, w którym nie ma już miejsca na przeżywanie w sposób autentyczny tajemnicy istnienia i rozwój wielkich osobowości. Pozostaje w masowym człowieku tylko jakaś nieokreślona tęsknota za wielkimi przeżyciami, która ostatecznie koncentruje się na władzy, zapewniającej w groteskowy sposób  metafizyczny dreszcz.  Losy Genezypa pokazują, że poszukiwania metafizycznych doświadczeń dla władzy nad ludźmi kończą się obłędem, gdyż jest to taka sama jak u innych bohaterów pusta egzystencja wydrążonych ludzi, która tworzy sobie mechanizmy zastępcze, żywiąc się iluzją życia.  Metafizyka  bebechów i groteskowych podrygów ludzkich marionetek nienasyconych żądzą władzy –  zastępuje prawdziwy kontakt ze światem w jego pierwotnym blasku i autentyczne życie w bezpośrednim doznaniu rzeczywistości z jej fascynującą tajemnicą. „Bo czymże jest życie nie przeżyte na ostrzu wbijającym się w nieznane, na szczycie szaleństwa czy mądrości?”

Stanisław Ignacy Witkiewicz: „Nienasycenie”, PIW, Warszawa 1996;

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , | Wyślij komentarz

Podróż do kresu siebie. Agneta Pleijel: „Lord Nevermore”

11427104Para przyjaciół od dzieciństwa, nierozerwalny splot wzajemnych kontekstów wewnętrznych, doskonały duet przeciwieństw i jedność  duchowa. Staś, czyli Witkacy i Bronio, czyli Bronisław Malinowski są bohaterami powieści szwedzkiej pisarki. Na okładce wyłania się tylko połowa twarzy, ale podążamy za drugą w tęsknocie koniecznych połączeń. Tak samo dzieje się w powieści. Bronisław Malinowski istnieje poprzez Stanisława Witkiewicza i odwrotnie. Poznajemy dzieje rozszczepionej całości. A przeciwieństwa wyglądają tak: Bronisław Malinowski jest antropologiem i wyznawcą empirii oraz rozumu, a Stanisław – artystą, wiecznie niespokojnym duchem, wybujałym istnieniem z płonącym ogniem w duszy. Fascynują go irracjonalne odmęty rzeczywistości, ukryte, podskórne napięcia świata, do których chce docierać swoją sztuką, swoją Czystą Formą. „Forma jest tym, czym ogień dla popiołu, jest wichrem wiejącym przez przedmioty. Siłą przeobrażającą materię.” Malinowski wybiera się w tropiki na ekspedycję naukową i postanawia zabrać ze sobą przyjaciela, aby oderwać go od ponurych myśli z powodu samobójstwa jego narzeczonej. Witkacy cały czas nosi w sobie umarłą Krystynę (Jadwigę)  i samobiczowanie się z powodu jej śmierci. Wie, że traktował ją przedmiotowo, szydził z jej braku poczucia wartości, które sam niszczył, igrał z jej uczuciami i obnosił się z własnym geniuszem artystycznym, aż pokazała mu swoją siłę i zastrzeliła się w górach. Ta tragedia wyryła swoje ciemne piętno na jego umyśle, więc trawiony bólem i rozpaczą jedzie na antypody z Bronisławem, aby uciec od siebie.
Również Malinowski ma do załatwienia na krańcu świata swoją własną sprawę. Badanie bowiem pierwotnych plemion i ich skrajnie odmiennego sposobu egzystencji ma doprowadzić go do zrozumienia samego siebie, swojego rozdartego wnętrza, nieuchwytnych aspektów swojego ja. Wiedzę tworzy się bowiem często przez porównania, z odmiennego punktu widzenia, z różnych perspektyw poznawczych.  Z wyjścia na zewnątrz dotychczasowego sposobu myślenia i odczuwania, co tworzy niezbędny dystans dla odkrycia nowych znaczeń. Chodziło również o zbadanie tożsamości kultury europejskiej, gdyż zdobywanie wiedzy na swój temat z przeciwnego krańca znacznie poszerza świadomość i tworzy twórczy impuls do zmian w myśleniu. Jest to zasada uniwersalna, która dotyczy głębokiego poznania poprzez przeciwieństwo, jak również wzbogacania egzystencji dzięki wzajemnej relacji odmiennych biegunów. Zadziwiające zjawisko w przypadku Malinowskiego, który we własnym życiu odciął się od tego twórczego mechanizmu, co zaowocowało u niego tragiczną ironią losu.
Wspólna wyprawa obu przyjaciół kończy się bowiem fiaskiem, gdyż błahy konflikt doprowadza do ich rozstania. Obaj nie wiedzą, że jest to rozstanie na zawsze, czego skutki będą odczuwać do końca życia, gdy położy się ono głębokim cieniem na ich losach. Witkiewicz wyjeżdża z powrotem do Europy, a Malinowski zostaje na Wyspach Koralowych sam. Tutaj doznaje wstrząsu wewnętrznego, gdyż zaczyna po trzech latach pobytu rozumieć, że egzystencja badanych plemion jest całkowicie niepojmowalna dla Europejczyków, co budzi u naukowca zrozumiały niepokój. Próby zapisów jego obserwacji zamieniają się w filozoficzne dociekania na temat obcości i tajemnicy innych bytów, umykających poznaniu. Malinowski przeżywa pierwotne doświadczenie egzystencjalne, które tworzy się w relacji z Innym.  Bariery kulturowe są dla Malinowskiego  symbolicznym wyrazem ogólnoludzkiej samotności i nieprzekładalności istnień, zatem skłaniają do pytań o istotę swojego ja.   Wyspa, na której się znalazł, Boyowa, wydaje się mu jego własnym wnętrzem. Sporządzając mapę wyspy, w takim razie sporządza mapę siebie. Ten nieuporządkowany chaos duszy, skłębiony splot problemów – czy to jest on? Im dłużej przebywa na wyspie, tym trudniej odpowiedzieć mu na pytanie, kim jest. Zaręczył się z dwiema kobietami i nie umie sobie z tym poradzić, przeżywa nieustanny niepokój, nigdy nie ma go tam, gdzie się znajduje, jest zawsze gdzie indziej. Chciałby zrozumieć całość istnienia, ale Bóg pomieszał ludziom języki, o czym opowiada mit o wieży Babel, więc przeszkadza poznaniu i nie chce, aby ludzie poznali strukturę całości. On sam, Bronisław, również przeżywa rozszczepienie osobowości, odkąd Stanisław wyjechał i głuchą tęsknotę za nim, za fragmentem samego siebie. W odosobnieniu odczuwa archetypiczne znaczenie Stanisława dla niego, dla formowania się jego życia.
witkacy
W jego relacji ze Stanisławem odczuwało się przekleństwo ojca, którego on nie miał, natomiast Witkacy miał w nadmiarze. Przytłaczająca osobowość wielkiego ojca uczyniła Stanisława wydanym na łup demonów, straszydeł, omamów i wszelkich innych stugłowych hydr wewnętrznych, z którymi zmagał się aż do samobójczej śmierci. Gdy został studentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, wystawił swoje rysunki – potwory, „obsceniczne, dzikie i bez umiaru”, które wywołują skandal przyciągający olbrzymie tłumy, ale jego ojciec długo milczał, a potem przysłał krytyczną opinię. I tak było całe życie. Syn nigdy nie spełnił monstrualnych oczekiwań ojca i notorycznie zadręczał się myślami o własnych brakach. „Masz przed sobą człowieka, który kiedyś odbierze sobie życie” – powiedział pewnego dnia do przyjaciela. Tymczasem uciekł od ojca w metafizykę i czystą formę, gdyż było to ojcowskie przeciwieństwo.  Po jego śmierci zamieszkał z matką w Zakopanem, chociaż ożenił się z fascynującą kobietą w Warszawie. Było to małżeństwo na odległość, gdyż Witkacy nie był zdolny do stworzenia więzi ze względu na swoje udręki psychiczne. Ambiwalentne uczucia, które nim miotały, zamykały go w pułapce tragicznego wyboru między zniewoleniem, wiecznym nienasyceniem i głodem bliskości a pędem do wolności i niezależności. Na ten temat napisał książkę: „Nienasycenie”, w której bohater jest jego wcieleniem i wyraża jego własne labirynty duszy.
Bronisław natomiast był dla niego męskim pierwiastkiem, którego potrzebował, aby zrównoważyć wszechwładny wpływ autokratycznego ojca. W ten sposób powstał metafizyczny trójkąt relacji między nimi.
Witkacy z kolei –  stał się dla Bronisława czarodziejem, który objawił mu jego powołanie, przynosząc mu pewnego dnia „Złotą gałąź” Frazera, traktującą o mitycznych praźródłach rzeczywistości. Od tego czasu obaj stworzyli marzenie o mitycznej wyprawie Argonautów, ich wspólnej wyprawie po legendarne skarby. W ten sposób Bronisław stał się tym, kim później był.

Nevermore;
Witkacy_Nena_Stachurska_3Mijają lata po ich rozstaniu. Bronisław jest sławnym antropologiem,  zapraszanym na całym świecie na wykłady i seminaria. Założył rodzinę, żeniąc się z Australijką, Ellie Brown, przy której skończyło się jego rozdwojenie. Pisze kolejne tomy swoich rozpraw o pierwotnej kulturze plemion, żyjących u kresu świata. Skupiony na karierze, nie ma dostępu do ukrytych regionów swojego ja. Jego odszczepione pierwiastki ścigają go jednak jak cień. Dostaje listy Stanisława, na które nigdy nie odpisuje. Ktoś przywozi mu do Londynu sztukę Witkacego o Lordzie Nevermore. Wspomnienie ich wspólnej fascynacji Edgarem Allanem Poe wbija mu się w duszę jak dziób kruka. Dostaje od kogoś zwinięte w rulon rysunki Stanisława, których nawet nie ogląda, chowając je przed sobą na strychu. Czas mija. Nieubłaganie. Jego żona jest ciężko chora, ale on odwraca się od jej choroby, uciekając przed trudnymi uczuciami, z którymi nie umie sobie poradzić. Studiował przez całe życie egzystencję dzikich plemion, ale z własną ukrytą egzystencją nie ma kontaktu.
Ellie odkrywa ukryte na strychu rysunki. Wszystko wraca, co zostało posiane. Nie ma ucieczki przed sobą. To ona teraz znajduje swój strach i swoją rozpacz na tych rysunkach. Przedstawiają one ludzi, bestie i potwory. Poszarpane, agresywne linie, senny koszmar. Odrąbana głowa kobiety, nabita na srebrny kandelabr zakończony  ptasimi szponami. Ludzie o uwięzionych, zrozpaczonych oczach. Witkacy wraca w ten sposób do Bronisława i jego życia. Poprzez jego żonę, która umiera i w tych rysunkach widzi swoją samotność w umieraniu, gdyż Bronisława przy niej nie ma. Jest zajęty gdzieś w świecie. Na innym rysunku jest jego  twarz, która wyłania się z morza.  Na linii horyzontu egzotyczna wyspa. Bronio obecny jest tylko tą częścią, która wyłania się z wody, reszta jest ukryta. Tak wygląda prawda o nim. Wszystko, co niewygodne, jest wyparte i  Ellie dobrze o tym wie. Przejmujące opisy umierania Ellie wdzierają się w każdą tkankę i bolą żywym  bólem, przeżytym wraz z bohaterką. „Ból płynący z samej głębi bytu. Wszystko tam jest porozpruwane, rozerwane, atomy materii w bezwładnym ruchu. Kiedy człowiek otrze się o ten prastan, wyje z przerażenia.”
6967 Na świat szykują się  tymczasem szpony wojny. Witkacy spotyka się z Brunonem Schulzem, który pokazuje mu swoje genialne rysunki. Rozmawiają o śmierci i ostatecznym porządku świata. Poprzez śmierć – wg Schulza – podążamy do praźródeł świata, do jego łona, gdy jeszcze nie było żadnych rozróżnień. Znajdujemy się w samej głębi mitu, w stanie czystej pierwotności. Witkacy przeczuwa swój rychły koniec. Pożąda śmierci.  Fascynuje go jej śmiertelny oddech, jej obietnica wiecznej nicości jako ulgi od udręki istnienia. Bronisław, lord Nevermore, cały czas towarzyszy mu w głębi siebie, w tym podążaniu do kresu. Po wybuchu wojny, ucieka przed Niemcami na wschód razem ze swoją towarzyszką. Oboje przygotowani są na śmierć. W Jeziorach, na Ukrainie, Witkacy popełnia samobójstwo, podcinając sobie żyły, po uprzednim wypiciu luminalu. Jego towarzyszce udaje się przeżyć.
Bronisław ucieka przed wojną do Ameryki. Zmarła żona i pozostawiony na zawsze przyjaciel dają jednak o sobie znać, „obracając tkwiący w sercu nóż”. Konfrontacja z dławiącymi obrazami swojego życia staje się już nieunikniona. Teraz trzyma go w kleszczach poczucie winy, brak zaangażowania w chorobę żony, odwracanie się od problemów wewnętrznych, spychanych w głąb podświadomości, symbolizowanych przez jego związek z Witkacym. Dokonuje rozrachunku ze swoim życiem i widzi, jak wszystko, za czym tak obłędnie gnał, odpada od niego jak jesienne liści z umarłego drzewa. Tęskni za swoim bliźniaczym aspektem duszy, który odrzucił, tęskni za żoną, którą zostawił w samotnym umieraniu. Kruk Edgara Allana Poe z jego złowieszczym „nevermore” wbija się w jego świadomość, zanim przyniesie na swoich skrzydłach śmierć. Bronisław Malinowski umiera na zawał w parku, na ławce, a ostatnim przedśmiertnym obrazem w jego umyśle jest Stanisław, którego zabiera ze sobą w swoją najważniejszą podróż do kresu siebie.

Witkacy-topielice witkacy-podwojny

Agneta Pleijel: „Lord Nevermore”, Wydawnictwo Jacek Santorski, Warszawa 2003;
Aneks: Częste motywy despotycznego ojca, które pojawiają się w literaturze, wynikają z silnego patriarchalizmu obecnego w kulturze minionych czasów, która uznała męski pierwiastek za dominujący w świecie. Na szczęście to się już zmienia na rzecz pierwiastka kobiecego. Świat  w tym zakresie zmierza do przeciwnego krańca, dążąc do równowagi, która jest zasadą istnienia. Ikoną współczesnych czasów jest zatem kobieta, co obserwujemy dziś  permanentnie.

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , , , | Wyślij komentarz

Mroczne studium pustki. Alberto Moravia: „Nuda”

MoraviaNuda-ostPotwór egzystencjalny. Niemoc, marazm, nieruchomość, zastygła forma życia w śmierci, rozrzedzenie egzystencji, zastój myśli i uczuć, dławiący ucisk niemożności. Nuda jako forma istnienia przez  całe życie. Bohater powieści wie, że była z nim od zawsze i nie miała nic wspólnego z tymczasowym stanem braku rozrywki. Analizuje swoje życie, żeby zrozumieć swoją nudę. Bierze się ona  z braku komunikacji ze  światem, prawdziwego kontaktu z rzeczami i braku umiejętności wyjścia do świata z samego siebie. Pomiędzy człowiekiem a światem nie ma żadnej więzi i wtedy nuda nie daje się niczym uleczyć. Męczy człowieka wszystko: książki i muzyka, bo nie wiadomo, co wybrać w danej chwili, bo przecież inne na pewno jest lepsze, tępe kontakty seksualne, nie wynikające z więzi i nie prowadzące do niej. Może więc uprawianie malarstwa? Też nie, nudy nie daje się odpędzić, towarzyszy jak zawsze – demon strachu i nicości. „Nuda to typ niedopełnienia, niedopasowania czy niedomiaru rzeczywistości.” Człowiekowi nie chce się robić nic, mimo że gorąco robić coś pragnie. „Każda rzecz, jaką mógłbym robić, jawiła mi się połączona niby syjamski brat ze swoim przeciwieństwem, czyli niechęcią do jej wykonania.” Bohater nie lubił żyć, ale nie chciał też umrzeć. Wiedział jedno: dłużej tak żyć nie może. Czuł swoją impotencję duchową, którą najpełniej wyraża czyste, niezamalowane płótno, jego jedyny obraz, z czasów, gdy jeszcze parał się malarstwem. Wrodzona inercja osobowości, połączona z nadmierną skłonnością do narcystycznej autoanalizy, doprowadziły u niego do abulii – choroby woli. Wracając myślą do początków swojej sytuacji wewnętrznej, bohater widzi obraz swojej matki, obsesyjnie skupionej na  drobnomieszczańskim kulcie pieniądza, który ma zastąpić pustkę egzystencji, widzi jej sztywność myślenia i nieumiejętność okazywania uczuć. To tu znajduje się źródło braku więzi ze światem, ten wstręt i mdłości, ta głęboka jałowość życia, którą odziedziczył jej syn i przeniósł w swoje istnienie zarażone obojętnością, alienacją i cynizmem.
W pewnym momencie życia pusta egzystencja bohatera splata się tragicznie z ponurą historią zmarłego w dziwnych okolicznościach malarza, który związany był z młodziutką kochanką Cecile. Czując dziwne pokrewieństwo z tą tajemniczą historią, bohater wchodzi natychmiast w puste miejsce pozostawione po malarzu i uwodzi jego byłą kochankę, kontynuując widmową egzystencję malarza. Zadziałało tutaj metafizyczne przyciąganie, swoisty wzór informacyjny pozostawiony przez zmarłego, niedokończona egzystencja domaga się powtórzenia aż do zmiany wzorca i utworzenia innego odgałęzienia bytu. Bohater zaś był lustrzanym odbiciem zmarłego, zatem nieświadomie wszedł w tę cudzą biografię, przejmując jej schematy. Pustka bowiem żywi się pustką, aż człowiek zginie lub osiągnie nowy poziom świadomości. W ten sposób życie zmaga się z destrukcją, cieniem śmierci. Dino chce więc za wszelką cenę zrozumieć narkotyczną miłość zmarłego malarza do tej całkiem przeciętnej dziewczyny i jego śmierć w czasie aktu seksualnego. Już wkrótce jednak zaczyna się w nim budzić potwór nudy, który z braku więzi z Cecylią tworzy poczucie śmiertelnego bezsensu. Bohater nie czuje, że istnieje i ma wrażenie, że kochanka również nie przejawia żadnych właściwości życia. Jej ubóstwo wewnętrzne zdradza szczątkowy język, jakim się posługuje, język kalekich form, ograbionych z jakichkolwiek znaczeń. Twarz nie wyraża nic, podobnie jak język, brak w niej śladowej chociażby ekspresji, za to notorycznie widać na niej obojętność i martwotę. Aby zdobyć potwierdzenie istnienia ich obojga, bohater sięga zatem do okrucieństwa. Zadając cierpienie Cecylii i upokarzając ją przed aktem miłosnym, nasyca swoją potrzebę silnych emocji, które mają zagłuszyć pustkę. Poprzez akt okrucieństwa bohater chce odbudować zniszczoną przez nudę więź z rzeczami. Budując kolejne wydarzenia w powieści, autor pokazuje, jak wśród okaleczonych psychicznie ludzi, niezdolnych do kontaktu ze sobą, rozwija się dramat ludzkiego niespełnienia – w pustym, przeraźliwie zimnym świecie, który sami stworzyli. Zamiast więzi jest ponura gra o władzę  nad drugim  człowiekiem, która na moment tworzy złudzenie życia. I taką śmiertelną grę uprawiają bohaterowie ze sobą i światem. Ludzie bez właściwości, którzy świat odczuwają jako nicość.

Sadomasochistyczna gra w nicość;

m.okrassa3Dino notorycznie uprawia seks z Cecylią, gdyż jest to  jedyny sposób na ucieczkę od nudy ich wzajemnej relacji. Codzienny ten seksualny rytuał jest jednak zanurzony w otępiałej i matowej apatii. Pustkę istniejącą pomiędzy bohaterem a jego kochanką nie dało się zapełnić pozornym zespoleniem ciał. Po jakimś czasie więc, Dino postanowił zerwać z kochanką, ale w dniu, w którym miał zamiar to uczynić, Cecylia nie przyszła na spotkanie. Nagle zatem stała się realnym bytem, gdy objawiła swoją wolę, nabrała cech istnienia. „To sprawiło, że ta, która była n i cz y m, nagle cz y m ś  się stała.” Gra o nicość zaczyna się pomiędzy nimi rozkręcać. Pojawia się napięcie, silne emocje, które imitują prawdziwe istnienie dla tych, którzy na ogół nic nie czują poza obrzydzeniem do siebie i do świata. W relacji pomiędzy kochankami zjawia się kłamstwo, podejrzenie zdrady i rosnące wskutek tego podniecenie Dina. Iluzja, pozór i fantasmagoria tworzą elementy magiczne w tym perwersyjnym spektaklu. To już coś, gdyż rzeczywistość jest przecież odrażająco nudna. W kłamstwach Cecylia wymyka się posiadaniu, wobec czego staje się godna pożądania. Znika ono natomiast błyskawicznie, gdy bohater wyczuwa u niej szczerość i prostotę. Ta tragiczna diagnoza pisarza, dotycząca relacji międzyludzkich we współczesnym świecie, akcentuje przeraźliwą samotność człowieka i absurd jego egzystencji wśród innych ludzi, tak samo  niezdolnych do komunikacji, bezsilnych wobec własnej pustki. Tworzenie złudzeń w takim życiu wynika z mechanizmów samoobronnych, które uruchamiają się w umyśle niezdolnym do konfrontacji z prawdą, a tym samym do prawdziwego działania. Dlaczego tak się dzieje? Mechanizmy te bowiem powstają automatycznie, niejako bez udziału podmiotu, a więc są łatwiejsze niż podjęcie decyzji o działaniu. Autoanaliza zaś jest bardzo przydatna, gdy prowadzi do zmiany osobowości, w przeciwnym razie staje się elementem autodestrukcji i zatrzymania w rozwoju.
Powieść psychologiczna Moravii świetnie nadaje się do refleksji nad istotą pustki egzystencjalnej, a wnioski mogą być bardzo konstruktywne. Jeśli naturalnie człowiek pozwoli sobie na prawdziwy kontakt z tym dziełem.

Opetanie_2007_akryl_plotno_100x100_cm_referencePustka bohatera doprowadziła go do opętania i ataków frenetycznej zazdrości. Coraz bardziej wymykająca się kochanka staje się dla niego nagle obiektem gwałtownego pożądania i obsesji zrodzonej na tle potrzeby posiadania tego, co nieuchwytne. Rozpoczyna się więc w jego życiu koszmarna pogoń za zdobyciem dowodów jej zdrady. Tak jakby zdrada miała ją zamknąć w schemacie i w ten sposób można by było ją posiąść, aby się później od niej uwolnić. Demon zniszczenia trawi od środka umysł bohatera, palą go wyobrażenia i dławią myśli. Opętanie zmusza go do śledzenia kochanki i czyni to zniewolony magnetyczną fascynacją własnym cierpieniem. Najpierw kontroluje ją przez telefon, dzwoniąc zarówno do niej, jak i do jej domniemanego kochanka – aktora. Potem śledzi ich oboje, stojąc pod bramą jego i jej domu lub schowany w barze z naprzeciwka. Udręka tego oczekiwania i wzrastające cierpienie, lepka sieć pułapki wewnętrznej, którą sam sobie stworzył, przechodzą jego najśmielsze wyobrażenia. Jego mroczna obsesja zamyka go w śmiertelnym labiryncie grozy, z którego nie widać wyjścia. Wytropiwszy zdradę, godzi się na życie w trójkącie, oddając każdego dnia cząstkę siebie na pożarcie Minotaurowi, którego sam wyhodował w swoim wnętrzu. Z czasem obsesja zawładnięcia Cecylią i zadania gwałtu jej obojętności dochodzi do zenitu, ale on sam czuje się coraz bardziej martwy. Rozumie jednak związek między swoją twórczą niemocą jako malarza a destrukcyjnym romansem z Cecylią. „Był to związek niejasny i groźny; podobne uczucie może budzić w umyśle podróżnika – zagubionego na pustyni – widok białych kości wśród piasków.”
W scenie kulminacyjnej powieści – Dino proponuje Cecylii małżeństwo i obsypuje ją stosem banknotów, gdy leży naga na łóżku, aby potem odbyć z nią akt seksualny. Jak Danae, na którą spada złoty deszcz boskiej mocy, tak wygląda kochanka bohatera. Ale podczas tego groteskowego aktu, wśród szeleszczących banknotów, jak również po jego zakończeniu, bohater czuje, że to nie on posiada kochankę, ale ona jego. „Gdy skończyliśmy się kochać, Cecylia leżała jeszcze przez chwilę z rozłożonymi nogami, nieruchoma i syta jak wielki wąż, który połknął zwierzę większe od niego.” Posiadanie Cecylii było posiadaniem nicości, która zawsze w pustce ma swoje mieszkanie.
Jak możemy się domyślać, te koszmarne udręki gonitwy za mirażem kończą się upadkiem. W przypadku bohatera jest to próba samobójcza.
Pisarz zostawia czytelnikowi jednak pewien ślad, którym może podążać w swoim życiu. Ta tragiczna bowiem diagnoza kondycji ludzkiej nie wyczerpuje filozoficznej wymowy powieści. Cała powieść, a zwłaszcza jej otwarte zakończenie, wiedzie do sugestii stworzenia w życiu silnej i wiedzącej tożsamości, która wynika z kontaktu ze  swoimi uczuciami. To uczucia są tymi drogami, stworzonymi przez naturę, które służą do kontaktu ze światem i ze sobą.  I tylko dzięki nim możemy stworzyć sieć połączeń z rzeczywistością, a tym samym napełnić własną samotność żywą treścią. Uczucia pojawiają się nie tylko w kontaktach z ludźmi, ale również w komunikacji z rzeczami i zjawiskami, jeśli pozwalamy im się rozwinąć. Uczucia rodzą się, gdy dotykamy świata, poznajemy jego ukrytą fakturę, dostrzegamy eksplozję koloru i wibracje dźwięków. Gdy odbywamy codzienną podróż w głąb przedmiotu, nie lekceważąc jego drobnego istnienia. Gdy każda linia materii  pod opuszkami palców zadziwia nas swoją zagadkową celowością, łącząc się z nami w tajemniczym związku.

17392448114b03076b5da22

Bohater powieści pozostaje – poprzez pobyt w szpitalu – uwięziony w nieruchomej pozycji, z której dostrzega jedynie drzewo za oknem. To drzewo staje się dla niego nauczycielem, gdyż dzięki niemu Dino ogarnia swoje życie. Mówi mu ono, że bytami nie da się zawładnąć i że obłąkane pragnienie posiadania niszczy człowieka, zżerając go od środka, niczym mitologiczny potwór. Rezygnacja z posiadania otwiera natomiast drzwi do wolności i do magicznego kontaktu z rzeczywistością, która otwiera się dla człowieka w postaci nieustającego przepływu energii. Bo energia może tworzyć się wyłącznie w obecności życia, czyli powstawania i wzrastania, a zamykanie świata w akcie posiadania powoduje umieranie rzeczy i uwiąd rzeczywistości. Tylko w procesie wiecznej przemiany ludzkie życie tętni sercem istnienia. I w ten sposób ta tragiczna i wstrząsająca powieść jest kolejnym wtajemniczeniem czytelnika w sedno świata  podczas nieustającej podróży egzystencji.

Alberto Moravia: „Nuda”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010;

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , | Wyślij komentarz