Wibracja iskier światła. Olga Tokarczuk: „Księgi Jakubowe”

untitledW najciemniejszym dniu rodzi się światło. Nieprawdopodobna historia Jakuba Franka, żydowskiego rebelianta z XVIII wieku,  opowiedziana z równie nieprawdopodobnym rozmachem artystycznym w tej olśniewającej powieści, jest światłem pośród nocnych ciemności, dzieje się bowiem w czasie, gdy ludzkie nieszczęścia przepełniły miarę świata.  Żydowskie rodziny w wielokulturowej i wieloetnicznej Rzeczypospolitej czekają na Mesjasza. Wokół pojawiają się znaki, gdyż świat jest wielką księgą napisaną przez Boga. Demony i duchy łopoczą w powietrzu. Wszędzie powstają szkoły żydowskie, w których studiuje się kabałę, nurt mistyczny judaizmu, przygotowujący świat na nadejście Mesjasza. Pojawia się już dwóch fałszywych, czas na trzeciego – prawdziwego. Objawia się on w rodzinie Żydów zamieszkałych na Podolu. Jakub Lejbowicz Frank zakłada bowiem sektę kontrtalmudystów, sprzeciwiających się Talmudowi, który wyczerpał już swoje oddziaływanie na losy świata, czas więc na prawdziwą rewolucję religijną. Babka Jakuba – Jenta –  już jako mała dziewczynka słuchała z zapartym tchem opowieści z kabalistycznej Księgi Zohar, a potem potrafiła jak nikt czytać znaki ziemi i nieba. Kiedy zbliżała się jej śmierć, połknęła amulet z wypisanymi słowami Boga i zastygła pomiędzy życiem i śmiercią, otrzymawszy dar widzenia wszystkiego.  Istota Słowa Bożego wniknęła w tkanki ciała Jenty, poszukując materialnego nośnika. W ten sposób Jenta staje się Szechiną – żeńską Obecnością Boga i może obserwować losy świata. Staje się okiem, które dostrzega emanacje Boga w najdrobniejszej cząstce materii oraz historii ludzkiej. Jej metafizyczne pośrednictwo symbolizuje połączenie pomiędzy materią a duchem, odciśnięcie duchowości w materialnym świecie. Izrael bowiem został rozproszony po świecie, by zebrać z niego wszystkie iskry świętości, które utkwiły głęboko w materii.

Frankiści;

150px-Tree_of_Life,_MedievalJakub Lejbowicz przybiera nazwisko Frank, aby zaznaczyć swoją obcość, inność, odmienność. Wszędzie chce być gościem, nigdzie nie chce się zakorzenić, chce być jak duch, który przenika wszystkie granice, aby objąć świat swoim wpływem. Swoją działalność rozpoczyna w Turcji, gdzie tworzy się wokół niego świta  wyznawców. Na razie wzbudza ogromne zaciekawienie swoimi szalonymi wyczynami, jeździ po kraju, wszczynając tumulty z bandą włóczykijów i obszarpańców. To jest początek. Trzeba zwrócić na siebie uwagę. Posiada wyjątkową charyzmę, z łatwością gromadzi tłumy, gdyż nosi w sobie tajemną wiedzę, a „nie ma nic, co przynosiłoby większą ulgę niż pewność, że jest taki ktoś, kto wie naprawdę.” Wkrótce Jakub otwiera własną szkołę mistyczną. Sam posiada już dar wizji, często wpada w trans, gdy schodzi do niego duch Boży, wpędzając go w gorączkę i wielką słabość ciała. Ludzie z nabożnym lękiem chcą dotknąć jego szat. Gdy pewnego razu jego ciało pokrywa się wrzodami, znachorka mówi, że Jakub linieje, zmienia skórę, przekształca się w posłańca Boga. Pod wpływem kolejnych wizji głosi tajemnicę Trójcy, Boga w trzech postaciach, który wspiera się na Matce, żeńskiej emanacji Boga. Postanawia łamać dotychczasowe prawo Talmudu, aby zrobić miejsce dla nowego. Chce połączyć judaizm z chrześcijaństwem i islamem i stworzyć jedną uniwersalistyczną religię łączącą ludzi. Dlatego – przybywszy do Polski, na Podole – ogłasza wolę przyjęcia chrztu.
Na razie chodzi od wsi do wsi, naucza i uzdrawia. Nakłada ręce na chorego i choroba odchodzi. Włóczą się za nim sława, odurzenie i miłość. Kobiety opętane przez dybuka, trawione pożądaniem, idą za nim ślepo, gotowe na każde poświęcenie. Wyznawcy składają mu przysięgi na wierność. Jakub, chcąc manipulować ich wolą, nakłada na wszystkich obowiązek związków seksualnych, które wyznacza on – Pan. Odprawiają również tajemny rytuał zbiorowego całowania piersi wybranej kobiety, co ma współbraciom zapewnić moc czerpaną z żeńskiej energii. Jawnie gwałcąc Prawo Mojżeszowe, ściągają na siebie klątwę rabinów. Jakub postanawia odwrócić klątwę, więc organizuje wielką, pokazową dysputę religijną z rabinami, którą wygrywa. Rozgorączkowany tłum rzuca się do palenia ksiąg talmudycznych. Wybucha straszna wojna religijna w łonie judaizmu. Wiara pęka na dwoje, rozszczepienie idzie w świat, hodując w ludzkich sercach nienawiść i zło. Możnowładcy w Polsce zaczynają się interesować tym płomiennym rozłamem, wietrząc dla siebie zysk. Idea Jakuba zaczyna zagarniać coraz większą przestrzeń, on sam rośnie, powiększa się, ogromnieje, potęga jego działań dociera do królów i cesarzy. W ten sposób multiplikuje się idea heretycka, przenikając z głów do głów, przechodząc przez granice światów, docierając do nieba. Kabała żydowska jest już na ustach wszystkich. Sefiry – 10 emanacji Boga ukazanych w Drzewie Życia oraz alfabet hebrajski, mistyczna mowa Boga. Każdej literze odpowiadają tajemne liczby, które ukrywają kod świata. Zgłębianie mistycznych związków między liczbami i literami to poznawanie Boga, który działa poprzez Słowo, za pomocą którego odbył się akt stworzenia.

Złowróżbna kometa;

noc-ksiezyc-kometaW mesjańskich czasach Zło podnosi głowę, by zapobiec szerzeniu się prawdy. Jakub wzbudza u wrogów strach, zatem rozpoczynają się prześladowania kontrtalmudystów, wzrasta poczucie zagrożenia, Jakub zaś musi uciekać ponownie do Turcji, gdzie przechodzi na islam, zgodnie ze swoimi zapowiedziami o tym, że judaizm musi przejść przez inną religię, aby mógł się odnowić. Po jakimś czasie może wrócić i nad Dniestrem zakłada wioskę dla swoich wyznawców, gdzie wszystko jest wspólne, a dobro wszelakie należy do wszystkich. To następny etap podążania do zbawienia. Jakub nigdy niczego się nie boi. „Brak lęku jest niczym aureola – można się w niej grzać, można zapewnić trochę ciepła małej, zziębniętej duszy.” Staje się tu Jakub dla ludzi prawdziwym patriarchą i religią natury. Czują się prowadzeni przez światło. Wkrótce na niebie pojawia się kometa o wielkim ostrzu, gotowym ściąć miliony głów. Znak działania. Trzeba przejść przez chrzest i przygotować dla siebie nowe imiona. Stare imiona już zsuwają się z nich i gubią w trawie. Podczas chrztu powstają dwie wersje tej samej osoby, każdy jest podwójny.
Wkrótce po chrzcie wybucha zaraza, która zbiera śmiertelne żniwo, najbardziej wśród neofitów. Gniew Boży? Jakub się nie poddaje. Trzeba teraz załatwić ziemię dla nowych chrześcijan, gdzie mogliby się osiedlić. Każde zadanie jest dla niego wyzwaniem. Hartuje się jego duch i tworzy niezłomna wola. Z grupą wyznawców wybiera się do Warszawy, aby przedstawić sprawę królowi. Pokazuje ludziom swoją moc maga, zatrzymując żurawie w locie i puszczając zgodnie ze swoją wolą. Znowu mu wierzą. A on w tureckim stroju zjawia się na salonach. Wie, jak manipulować ludzkimi umysłami, jak epatować formą, by wzbudzić ciekawość. Wielkie domy przekazują sobie to dziwo z rąk do rąk. Wywierając potężne wrażenie  na ludziach, skłania ku sobie magnatów, biskupów i wielkie damy. Wszyscy chcą pomóc jego sprawie. Ale jednocześnie uruchamia siły zniszczenia, równie potężne, złowrogie cienie, które podążają za nim krok w krok. Każda forma napotyka na swoje przeciwieństwo, z którym musi się zmagać. A tam, gdzie największe światło, tam również największy mrok.

Upadek;

fras1pDonosy na Jakuba robią swoje. Wkrótce zostaje uwięziony w klasztorze jasnogórskim. Więzień w gabinecie luster. Wszędzie pojawiają się jego własne twarze. Każde zdarzenie jest nim samym. Jesteśmy tylko pionkami w wielkiej grze świata. Machina mesjańska zakłada, że Mesjasz musi zejść najniżej, tam, gdzie ciemność jest największa. Tak miele wszystko na pył wielki młyn świata. Tymczasem na świecie zaczyna się wielkie prześladowanie ochrzczonych Żydów. Po śmierci króla Augusta III kraj stoi na krawędzi wojny. Żydzi pielgrzymują do Jakuba, wyglądając ratunku. Zło może być oczyszczone tylko przez Pannę, którą symbolizują liczne jaskinie pod Częstochową. Taki jest nowy pomysł Jakuba. Żeńska obecność Boga, Szechina uwięziona w Polsce, wyjdzie na ratunek prześladowanym. Wojna domowa i polsko – rosyjska  doprowadziła tymczasem pośrednio do uwolnienia Jakuba. Chaos świata wyrzucił go znowu na zewnątrz dziejów. Może teraz, po kilku latach uwięzienia, będzie mógł wznowić swój proces przekształcenia religijnego. Jest przecież Mesjaszem, musi przynieść zbawienie swojemu narodowi. Ale świat tymczasem przybrał już inne formy. Rozpoczyna się ostatni akt Jakubowego pielgrzymowania. Osiedla się na Morawach pod władzą cesarza austriackiego. W świecie nowatorskiej myśli oświeceniowej.  Tutaj panuje wiara w rozum i jego możliwości naprawcze świata. Dyskusje filozoficzne, olśniewające wynalazki, naukowe teorie zajmują wykształconych Żydów. Jakub ze swoim kolejnym dworem wyznawców budzi ciekawość, ale i mieszane uczucia. Staje się anachroniczny, jego moc już przemija, energia wyczerpuje się. Ferment religijny zostaje zastąpiony przez pychę, próżność, przepych, wyraźne oznaki dekadencji. Jakub zamienia się we własną karykaturę i powoli staje się cieniem siebie samego. Gdy siedział w więzieniu, świat zmienił się, przeobraził, gdyż wszystko jest migotaniem. Jakub staje się już  tylko pewną osobliwością, egzotycznym okazem, podobnym do eksponatów muzealnych cesarza. Ludzie zakładają loże masońskie, oddając hołd rozumowi i osiągnięciom wiedzy. Kabała przemija, bo przemija postać świata. Nie ma co czekać na Mesjasza, trzeba odpowiadać za własne życie i mieć na nie wpływ. Tego uczy nowy kierunek w kulturze, oświecenie, światło wiedzy. Cień zagłady pada na Jakuba.

Blask;

czlowiek-jaskiniaMesjańscy Żydzi podążali za światłem i Księgą Blasku – Zohar. „Prawdą świata jest nie materia, ale wibracja iskier światła, które znajdują się w każdej rzeczy.” Wokół nich żyli inni pracowici ludzie, którzy również podążali za światłem. Ksiądz Chmielowski był autorem polskiej encyklopedii „Nowe Ateny”, w której zgromadził całą ówczesną wiedzę epoki. Ta książka cały czas towarzyszy fabule powieści, jest jej kontekstem, zwierciadłem, punktem odniesienia. Historia Jakuba przegląda się w tej księdze i łączy się z nią. W ten sposób książka Chmielowskiego stanowi ramy wszechświata, w których osadza się historia Jakuba. Kolejne księgi powieści odnoszą się do cytatów z „Nowych Aten”. I tak historia Jakubowa wychodzi z mgły, z rozsianego żywiołu wody, zaczyna nabierać wyraźnych kształtów w śladach na piasku, osadza się w ziemi, następnie rozciąga się w przestrzeni, w podróży przez granice, po czym zostaje skonfrontowana z kometą jako znakiem niebezpieczeństwa, dalej wchodzi w głąb ziemi, w jaskinię, w obszar alchemii, wreszcie podąża do dalekiego kraju, by skończyć się w rozsianych po świecie imionach potomków bohaterów przedstawionych w tej historii. Są to kolejne iskry światła tej historii. Całość opowiadania przechodzi przez ogrom doświadczeń wpisujących się w kosmiczny plan dziejów. Dlatego opowieść ta zyskuje metafizyczny sens. Jenta, która leży w jaskini, zamieniła się w kryształ, a obok niej przechodzą umarli ludzie. Ich ciała są jak liście, w których na chwilę zamieszkało światło, a potem opadają suche i matowe w ciemność. Olga Tokarczuk zapewnia, że studiowanie historii nieudanego Mesjasza to studiowanie odwiecznej tajemnicy światła, a opowiadanie o tym jest konieczne, bo „świat sam domaga się opowiedzenia, gdyż tylko wtedy istnieje naprawdę, dopiero wtedy w pełni rozkwita”. Opowieść nadaje status światu, wydobywa go z nicości, świat stwarza się w opowiadaniu, bo taka jest Boska moc słowa. Opowieść Olgi Tokarczuk sama stała się światłem, do światła podążając.

Olga Tokarczuk, Księgi Jakubowe, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014;

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , , | 1 Komentarz

Nic nie ginie, nic nie zostaje stworzone. Andrew Miller: „Oczyszczenie”

oczyszczenie-b-iext26190464Cmentarz Niewiniątek w osiemnastowiecznym Paryżu połyka trupy już od bardzo dawna. Rosną w głębi ziemi jak kolejne pokolenia na powierzchni. Przeszłość styka się tu z teraźniejszością, a życie ze śmiercią. Aż w końcu śmiertelny fetor dławi życie, trupia posiadłość rozprzestrzenia się w nieskończony labirynt, a umarli zaczynają się wdzierać do domów, gdy padają ulewne deszcze. Stara forma domaga się przekształcenia, gdy osiąga punkt graniczny. Należy zatem zniszczyć cmentarz wraz z przylegającym doń kościołem, od dawna już zamkniętym. W tym celu odpowiedni minister wzywa do siebie świeżo wykształconego inżyniera – Jean – Baptiste Baratte`a, aby powierzyć mu to zadanie. Zmarłych należy uprzątnąć aż do ostatniego paliczka i przewieźć do kamieniołomów, a resztę zniszczyć i przygotować dla życia. Oczyszczenie jest warunkiem wstępnym przekształcenia. Jean – Baptiste jest – zgodnie z charakterem epoki – racjonalistą i wolnomyślicielem, nie ma zatem problemu z takim zadaniem, więc zabiera się do opracowania szczegółów. Najpierw musi poznać otoczenie i wynająć mieszkanie. Wokół roi się od widmowych postaci i tajemnych miejsc dotkniętych przekleństwem. W opustoszałym kościele mieszka opętany ksiądz, który porusza się tylko o zmierzchu jak ogromny, bezskrzydły nietoperz.  Małżeństwo Monnard, u których bohater wynajmuje pokój,  posiada córkę roztaczającą  woń śmierci. Jedzenie ma dziwny smak, prawdziwie trupia strawa, a rodzinę dręczą sny. Obok cmentarza mieszka grabarz ze swoją wnuczką – Jeanne, która zna wszystkie kości jak swoich krewnych  (żuchwa madame Charcot?) i oprowadza inżyniera po wszystkich grobach. Niektóre zbiorowe mogiły są głębokie na 30 m. Trzeba zatem sprowadzić górników, aby wykonać pracę.
wygrac_ze_smiecia_w_kartyNa cmentarzu przygotowano już stos drewna na ogniska. Trzeba z ich pomocą oczyścić powietrze i wprawić je w ruch. Żywioł ognia jest w tej powieści stałym motywem. Płomienie trawią przeszłość, aby mógł się narodzić Feniks i wstać z popiołów, gdy trzeba wprawić w ruch życie. Teoria flogistonu, którą wyjaśnia w powieści lekarz, mówi o obecnym we wszystkim elemencie palnym, utajonym ogniu, który czeka na iskrę. Każdego człowieka nieustannie przemienia żar, który sam wytwarza. Tymczasem na cmentarzu następuje wykopywanie cieni. Rośnie złowrogi mur z kości, prawdziwy kostny labirynt, w którym lśni księżyc. Wszyscy mają kłopoty ze snem. Bliskość śmierci przyciąga przeciwny biegun. Wokół cmentarza zaczynają się uwijać sprzedajne kobiety, wśród grobów wybucha cielesność, szaleństwo bachanaliów. W tym samym czasie robotnicy wykopują dwie trumny, w których leżą nietknięte rozkładem młode kobiety jak zasuszone kwiaty, piękne owady zamknięte w bursztynie. Ludzie są wstrząśnięci, że śmierć może tak przypominać życie. Niepokojąca ciemność wpełza w serca.  Śmierć rzuca swój przeklęty czar na ludzi, a w świecie uruchamiają się niewidzialne siły, czekające na iskrę. Na murach pojawiają się napisy obwieszczające śmierć królom. Za zakrętem historii czai się bowiem rewolucja francuska, która chce przekształcić stary świat. Również mieszkańcy przycmentarnego królestwa dojrzewają do zbrodni. Śmiertelne tchnienie cmentarza wyzwala w córce państwa Monnard jej prawdziwą naturę. W geście buntu przeciwko niszczeniu cmentarza, którego jest częścią, trawiona obłędem, dokonuje napaści na Baratte`a, próbując roztrzaskać mu czaszkę. Duch cmentarny, zamieszkały w jej ciele, pragnie  zatrzymać proces niszczenia. Nowa forma zawsze rodzi się w bólach, gdy konserwatywne siły zastoju i martwoty upominają się o trwanie. W ten sposób śmierć walczy z życiem.
Jean – Baptiste jednak przeżywa. Rozpadł się na dwoje, ale teraz próbuje się od nowa zrosnąć. Pękł jasny, racjonalny umysł, a spod spodu, z ciemności, wydobywa się nieznana mu część osobowości. Na razie nie pamięta niektórych słów, a „co ma człowieka prowadzić, jeśli nie słowa”? Stracił też zmysł węchu, nie czuje zapachu ani smaku. Okaleczony z siebie samego, pragnie kobiety. Heloise – prostytutka w czerwonej opończy – staje się jego mityczną siłą życia, ziemią pełną dojrzałych owoców, karmicielką i miłością. Otulają go jej umysł i ciało, a on czerpie z niej soki, by żyć wśród niepewności, chaosu i piękna.
Nude_of_Young_Lady_CouchGdy zgubił słowa, ona próbuje je dla niego odnaleźć. Czyta mu głośno książki, strona po stronie i tłumaczy nieznane wyrazy, które on zapisuje w kajecie. Po razem spędzonej nocy, Jean – Baptiste w płynnym półświetle poranka zwiedza uważnym spojrzeniem jej uśpioną twarz. Czułość nadpływa smakiem miodu. Ta miłość ratuje go przed rozpadem. Inni natomiast padają ofiarą zatrucia cmentarnego, które ujawnia występne słabości. Towarzysz Baratte`a napada na Jeanne, wnuczkę grabarza i gwałci ją, po czym popełnia samobójstwo. Niszczona nekropolia doprowadza ludzi do samozniszczenia i w ten sposób łączą się ze sobą pokrewne zjawiska. Kto śmierć nosi w sobie, ten musi umrzeć wraz z cmentarzem. Jednak już w dziewczynie wschodzi ziarno życia, dziecko umarłego rośnie w jej brzuchu, a ona promienieje ze szczęścia. Wszystko się wyrównuje w naturze, przemienia, oczyszcza i wzrasta.
Teraz przyszedł czas na kościół przycmentarny. Zamknięty od lat, ciemny, straszny, ciężki od zaduchu, pełen mrocznych zakamarków i nietoperzy. Zmurszały, gnijący od fundamentów – pałac śmierci. Kamieniarze wybijają młotami otwory w dachu, skąd wpada promień wirującego światła. Pierwszy zwiastun zmiany, przeobrażenia, przyszłości. Potem ginie jeden z górników pod belką upadłą ze stropu. Wszyscy postanawiają podpalić kościół i w ten sposób dokonać oczyszczenia ze śmierci. Płomienie strzelają wysoko w odsłonięte niebo, a razem z nimi wszystkie udręki ludzkie. „Jakież zastoiny łatwopalnych atmosfer nagromadziły się przez lata w kryptach, tylko czekając, aż spadnie na nie iskra”. Flogiston, utajony w każdej rzeczy płomień, budzi się i wyzwala. Ogień – jeden z czterech żywiołów, wiązany z boskością i siłą witalną, był w mitach symbolem oczyszczenia i odrodzenia. Gdy strawił kościół, kostnicę oraz dom grabarza i pozostawił po sobie pogorzelisko, przygotował nową przestrzeń dla życia. Śmierć ustąpiła i pozwoliła na przemianę.  Na miejscu dawnego cmentarza powstał w Paryżu plac targowy rozbrzmiewający zgiełkiem i radosnym gwarem ludzkim. Śmierć przekształciła się w życie, starym formom bowiem trzeba pozwolić umrzeć, aby mogły narodzić się nowe. W przeszłości tkwią nasiona nowego, które pragną światła, aby wzejść i wystrzelić w niebo. Ale najpierw musi nastąpić oczyszczenie z tego, co ulega rozkładowi. Gdy martwa przeszłość spłonie, ogień pozostawi żyzny popiół, który zasili życie odrodzone w bujnym ogrodzie świata. Nic nie zostaje stworzone, nic nie ginie, wszystko jest przemianą. Śmierci życiodajna, w twoim oddechu powstajemy, gnani magią przemiany. Zrozumienie tej naturalnej prawdy uspokaja, oczyszcza i pozwala żyć pełnią, a miłość do nowych form życia jest prawdziwym stanem łaski.

  siatka tryptyk 120x80 wwwAndrew Miller: „Oczyszczenie”, Znak, Kraków 2014;

W okolicy Zaduszek warto poddać się rytuałowi oczyszczenia. Zapalić świecę i oddać śmierci, co do niej należy, aby mogła narodzić się przestrzeń dla nowego. Zaprosić do siebie miłość, twórczynię nowych form. Zaprosić przyjazne siły kosmosu do nowego etapu życia. W tym świętym czasie wszystkie duchy nasłuchują naszych życzeń, a świat poszerza swoje granice, by wpuścić moc. Gdy zmarli łączą się z żywymi, zjawia się czas mądrości i piękna. Lekko jak duchy tańczą ludzkie myśli w odwiecznym kole istnienia. Jesienny czas pożegnania i zamierania natury to doskonały moment na oczyszczenie siebie z martwych istnień, aby można było się odrodzić w wiosennym ogrodzie życia.

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , | Wyślij komentarz

Frankenstein u wrót czasu? Yuval Noah Harari: „Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości”.

od-zwierzat-do-bogow-krotka-historia-ludzkosci-b-iext26113074Siedemdziesiąt tysięcy lat temu homo sapiens był niewiele znaczącym zwierzęciem żyjącym w Afryce, w ciągu następnych tysiącleci wyrósł jednak na pana całej planety i postrach ekosystemu. Dziś stoi na progu osiągnięcia statusu boga, dysponującego siłami tworzenia i niszczenia. Ale czy jest coś bardziej niebezpiecznego niż niezadowoleni i nieodpowiedzialni bogowie, którzy nie wiedzą, czego chcą? Na to pytanie szuka odpowiedzi autor tej fantastycznej książki, która jak wehikuł czasu wędruje przez wieki historii człowieka, docierając do najważniejszych idei ludzkości.
Homo sapiens pojawił się na Ziemi jako wynik ewolucji różnych gatunków wcześniejszych hominidów i rozprzestrzenił się w rozległych połaciach Eurazji. Największym jego atutem okazał się język, który był dowodem rewolucyjnej zmiany w zdolnościach poznawczych. Język stał się nie tylko źródłem informacji o świecie, lecz również źródłem mitów, legend, religii, co przyczyniło się do integracji zbiorowości. Wszystkie dawne i współczesne instytucje funkcjonują dzięki misternej sieci opowieści, które podtrzymują świat, tworząc rzeczywistość wyobrażoną. Wywiera ona ogromny wpływ na świat rzeczywisty. Aby pojąć rewolucję francuską lub znaczenie chrześcijaństwa, nie wystarczy zrozumieć wzajemne oddziaływania pomiędzy atomami, cząsteczkami czy organizmami. Należy wziąć pod uwagę współoddziaływanie idei, obrazów i wyobrażeń.
agricultural_revolution
Pierwotnym sposobem organizacji społecznej była rzeczywistość zbieraczy – łowców. Psychologia ewolucyjna przekonuje, że wiele dzisiejszych osobliwości ukształtowało się w tej długiej epoce przedrolniczej. Instynkt objadania się kalorycznym jedzeniem jest wdrukowany w nasze geny, które nadal myślą, że mieszkamy w sawannie. Ok. 10 000 lat temu ludzie zaczęli manipulować warunkami życiowymi wybranych roślin i zwierząt, co złożyło się na rewolucję agrarną. Autor stawia tu ciekawą tezę, że było to największe oszustwo historii. Ludzie myśleli, że udomowili pszenicę, a okazało się, że to ona udomowiła ludzi, zmuszając ich do ciężkiej pracy w polu, nawadniania, nawożenia, plewienia, walki z chorobami. To pszenica wzięła sobie ludzi w posiadanie, rozprzestrzeniając po świecie swoje DNA i zmuszając człowieka do służenia jej. Zapewniła wprawdzie człowiekowi więcej jedzenia, ale była to dieta monotonna w porównaniu z dietą zbieraczy – łowców, dlatego wraz z nią zaczęły się szerzyć choroby zakaźne. Dążenie do lepszego życia wpędziło ludzi w pułapkę nędzy. Był to prawdziwie faustowski pakt z diabłem. Rolnicy musieli stale myśleć o przyszłości, martwić się o zbiory, gromadzić zapasy. Nadwyżki żywności jednak stały się motorem historii i cywilizacji, gdyż dzięki nim bowiem powstawały miasta i królestwa oraz imperia. Żeby je utrzymać w ryzach, trzeba było wprowadzić porządek wyobrażony i sprawić, aby ludzie w niego wierzyli. W tym celu należy odwoływać się do wyższej instancji – Boga lub Natury i bezustannie indoktrynować  ludzi o regułach tego porządku. Chrześcijaństwo, demokracja, kapitalizm czy obowiązkowe zagraniczne wakacje we współczesnym świecie opierają się na tym porządku, który kształtuje nasze pragnienia. Dzisiejszy przemysł turystyczny sprzedaje przeżycia, które są napędzone gorączką konsumpcjonizmu i nie można się od niej uwolnić. Mówi on, że aby być szczęśliwym, należy jak najwięcej konsumować i ten współczesny mit napędza kapitalistyczną gospodarkę, a ludzi są tylko marionetkami w jego mechanizmie.
W wyniku rewolucji agrarnej ludzkie społeczeństwa stawały się coraz bardziej złożone, a mity i fikcje sprawiały, że ludzie od urodzenia myśleli w określony sposób i zachowywali się zgodnie z określonymi wzorcami, pragnęli konkretnych rzeczy i przestrzegali reguł. To zaś umożliwiało współdziałanie w ramach wspólnotowej kultury. Kultury podlegają jednak zmianie w reakcji na zmienne środowiska lub w interakcji z innymi kulturami. Także pod wpływem wewnętrznej dynamiki opartej na sprzecznościach. Np. w średniowiecznej Europie stany wyższe wierzyły zarówno  w chrześcijaństwo, jak i w rycerskość. Wielmoża szedł do kościoła i słuchał o marności wszystkiego – bogactw, sławy, żądzy, a potem w zamku swojego pana, przebrany w jedwabie,  brał udział w uczcie, na której wino lało się strumieniami, minstrele śpiewali pieśni, a biesiadnicy raczyli się opowieściami o krwawej wojnie rycerskiej. Jedną z prób rozwiązania tych sprzeczności stały się wyprawy krzyżowe, w których rycerze mogli być zarówno sobą, jak i pobożnymi chrześcijanami. Antynomie bowiem zawsze są źródłem rozwoju wynikającego z twórczego napięcia. Tylko dzięki nim świat jest w ruchu i nieustannym pulsowaniu znaczeń.
shutterstock_103381424
Czy historia zatem ma kierunek? Tak – odpowiada autor. Jest nim dążenie do unifikacji ze względu na ciągłe mieszanie się kulturowego tygla.  Dziś nieomal wszystkich ludzi łączy jednakowy system polityczny, prawny i ekonomiczny. Nie ma już autentycznych kultur, tylko globalny system społeczny. Uniwersalne porządki wkraczały w świat od dawna za pomocą ładu monetarnego, budowania imperiów oraz za sprawą uniwersalistycznych religii. Szczególnie ciekawa jest tu funkcja religii, która odzwierciedla aktualny status ludzi, ich stan istnienia. Animistyczna wiara zbieraczy – łowców zamieniła się na politeizm, gdy królestwa i sieci handlu zaczęły się rozrastać i ludzie poczuli konieczność kontaktowania się z bytami o większej władzy, z bogami, do których mogli się zwracać, aby prosić o deszcz, zwycięstwo lub zdrowie. Monoteizm natomiast stał się wyrazem pragnienia większej unifikacji ludzi opanowanych jedną ideą w momencie, gdy imperia rozrastały się gigantycznie i potrzebna była jednolita kultura scalająca. Dlaczego cesarz Konstantyn z wielu religii wybrał właśnie chrześcijaństwo, aby skonsolidować swoje państwo – to jedna z zagadek historii. Historii bowiem nie da się wyjaśnić deterministycznie ani prognozować, ponieważ jest chaotyczna. Działa w niej tak wiele sił, a ich interakcja jest tak złożona, że powodować to może skrajnie różne następstwa. O wyborach historii możemy powiedzieć tylko, że rzadko przyświeca jej dobro ludzi. Coraz liczniejsza rzesza uczonych postrzega kultury jako swego rodzaju infekcję umysłu za pomocą wirusa zwanego memem. Tak jak ewolucja biologiczna opiera się na genach, tak ewolucja kultury oparta jest na memach. Sukces odnoszą te kultury, które najlepiej radzą sobie z powielaniem memów.  Szerzenie memów jest efektem potężnych sił działających w naturze, dążących do samopowielania  idei zupełnie tak samo jak kopiowania genów. W tym procesie natura nie dba o jednostki, tylko o trwałość systemu, zatem memy mogą zabijać wielu ludzi, którymi się żywią, ważna dla nich jest jedynie zdolność przekazania idei następcom. Śmiertelna zaraza nacjonalizmu nie była korzystna dla ludzkości, podobnie wyścig zbrojeń, napędzający gospodarki wielu państw, jednak – ponieważ memy działają za pomocą strachu – oba pojęcia wchodzą do historii ludzkości. Umysł każdego człowieka jest nieustannie bombardowany memami, które chcą go zawłaszczyć dla własnych celów. Tylko świadomość może nas przed tym uchronić. Dlatego tak ważna jest wiedza w życiu człowieka, bo tylko ona gwarantuje nam pewną dozę wolności i decydowania o własnym losie.

Rewolucja naukowa;

isaac-newton
Głównym motorem historii czasów nowożytnych stało się sprzężenie zwrotne między nauką, imperium i kapitałem. Ekspedycja Cooka, która w XVII w.  przeprowadzała rekonesans badawczy na wyspach Pacyfiku, dotarła do Australii i Nowej Zelandii i przywiozła z powrotem ze sobą do Anglii olbrzymie zasoby wiadomości astronomicznych, geograficznych, botanicznych, zoologicznych i antropologicznych. Wielka Brytania stała się w ten sposób w XVIII w. imperialnym mocarstwem zasiedlającym odkryte tereny i sprawującym nad nimi kontrolę. Europejska pasja poszukiwania nieznanej wiedzy budowała jej potęgę w przeciwieństwie do krajów Wschodu, które zaczęły systematycznie odstawać od Europy w procesie rozwoju. Napoleon zabrał ze sobą do Egiptu uczonych, którzy stworzyli egiptologię, Karol Darwin znalazł się w ekspedycji wojskowej zmierzającej na wyspy Galapagos i tam dokonał swoich rewolucyjnych odkryć. Kiedy Brytyjczycy zawojowali Indie, natychmiast zaczęli zgłębiać genezę wymarłych języków Indii i prowadzić prace wykopaliskowe. Brytyjski dyplomata Henry Rawlison dokonał odczytania pisma klinowego. Narażając swoje życie, wspiął się na strome urwisko i wisząc nad przepaścią skopiował osobliwe znaki, które wkrótce rozszyfrował. Rozległa wiedza umożliwiła Brytyjczykom przez 200 lat skuteczne rządy i eksploatację Indii jako kraju kolonialnego. Aż w końcu, na skutek inwestycji w badania naukowe, w Europie pojawiła się rewolucja przemysłowa, która ogarnęła wszystkie dziedziny życia. Pojawiła się maszyna parowa, kolej, silnik spalinowy,  elektryczność, traktory, nawozy sztuczne, lodówki i miliony innych rzeczy, które przeobraziły świat. Na skutek mechanizacji rolnictwa miasto przyjmowało miliony rąk do pracy, a świat został zalany gigantyczną masą towarów. Monstrualny wzrost potęgi człowieka został okupiony cierpieniem zwierząt hodowlanych. Np. kury nioski mają złożony świat potrzeb i popędów behawioralnych. Odczuwają silną potrzebę grzebania, dziobania, przeszukiwania otoczenia, budowania gniazd, ale zostały zamknięte w przerażających klatkach i poddane władzy człowieka, podobnie jak inne zwierzęta skazane na męczarnię. Kapitalizm narzucił społeczeństwu ideologię, a nawet religię konsumpcjonizmu, gdyż od tego zależy jego przetrwanie. Wszyscy  staliśmy się opętanymi konsumentami, a życie stało się festiwalem zakupów. Posłuszni wyznawcy nowej religii czynią to, czego się od nich wymaga, folgują swoim namiętnościom i pragnieniom, a reklamy bazują na próżności człowieka, którego największym marzeniem jest bycie lepszym od innych. To nieustanne porównywanie się z innymi wykorzystał współczesny kapitalizm do budowania swojej potęgi ekonomicznej.

blog_ro_4658797_7054455_tr_szczescie
Nauka i rewolucja technologiczna wyposażyła człowieka w nadludzkie moce i zasoby energii, jak również wyprodukowała olbrzymie bogactwo dóbr, bez których człowiek nie może się obyć, gdyż stał się od nich uzależniony. Czy jesteśmy jednak szczęśliwsi? Psychologowie i biolodzy podjęli trud naukowego wyjaśnienia szczęścia. Psychologowie za pomocą ankiet dowiedzieli się, że poziom szczęścia współczesnych ludzi nie wzrósł od czasów dawniejszych.  Szczególnie ciekawe są ustalenia biologów, którzy twierdzą, że naszym życiem umysłowym i uczuciowym rządzą substancje biochemiczne – serotonina, dopamina, oksytocyna, uszczęśliwia nas zatem ich symfonia we wnętrzu naszych ciał. Jeszcze ciekawsze jest to, że nasz system biochemiczny wydaje się zaprogramowany na utrzymanie poziomu szczęścia na stałym poziomie, a to różni się w zależności od człowieka. Niektórzy rodzą się z pogodnym układem biochemicznym, są więc na ogół szczęśliwi mimo okoliczności. Inni – obciążeni ponurą konstytucją biochemiczną –  po chwilowej euforii wracają do stałego poziomu frustracji i wiecznego niezadowolenia. Czy to biologiczne wyposażenie jest naszym przeznaczeniem? Biolodzy pozostawiają jednak nadzieję. Takie wyposażenie jest tylko pewnym kierunkiem, ale można to świadomie przeprogramować trenując postrzeganie swojego życia jako sensownego i wartościowego,wtedy biochemia mózgu po jakimś czasie ulegnie zmianie. Można  również za przykładem buddyzmu przestać się przywiązywać do ulotnych wibracji naszego umysłu, emocji i subiektywnych stanów i dotrzeć do swojego prawdziwego ja, ukrytego w głębi, zachowującego spokój i pogodę ducha bez względu na okoliczności.  Gdy pękają wszystkie iluzje, gdy zaprzestajemy pogoni za mirażami, kończy się pasmo udręki wiecznego niezaspokojenia, a zaczyna się pełnia życia w poczuciu sensu i akceptacji istnienia.

Kres homo sapiens?

cyborgW XXI w. homo sapiens przekracza granice biologicznych ograniczeń. Zaczyna wyłamywać się spod praw darwinowskiego doboru naturalnego, zastępując je inteligentnym projektem. W laboratoriach całego świata uczeni dokonują modyfikacji genetycznych i tworzą nowe istoty. Mieszając materiał genetyczny różnych osobników i tworząc zupełnie nowe geny możemy powołać do życia całkiem nowe bestiarium. Genetycy, zawłaszczając prawa boskie, zamierzają nie tylko modyfikować żyjące dziś organizmy, ale i wskrzeszać wymarłe. Już powstał projekt rekonstrukcji mamuta, a nawet neandertalczyka. Jednocześnie konstruowane są cyborgi – istoty, które łączą organy żywe z nieorganicznymi. W pewnym sensie protezy, rozruszniki, aparaty słuchowe już zbliżają nas do cyborgów. W 2001 r. pewien elektryk stracił obie ręce, które zostały zastąpione rękami bionicznymi, sterowanymi przez jego własne myśli.
Spośród wszystkich aktualnie realizowanych projektów badawczych największy przełom mają wnieść prace nad interfejsem mózg – komputer, dzięki któremu komputery będą w stanie odczytywać sygnały elektryczne ludzkiego mózgu, jednocześnie przesyłając do mózgu własne sygnały. Jaki los czeka ludzką pamięć, świadomość i tożsamość, kiedy mózg zyska dostęp do zbiorowego banku pamięci? W takiej sytuacji cyborg mógłby pozyskiwać wspomnienia innego cyborga i pamiętać je jako własne. Umysły zatem zyskają zbiorowy charakter i będzie to już całkiem inny rodzaj bytu.
Opowieść o Frankensteinie – naukowcu, stwarzającym nową istotę, która wymknęła się mu spod kontroli, staje się mitem naukowym naszych czasów. Gwałtowny rozwój techniczny dawno wymknął się nam bowiem spod kontroli i rychło spowoduje zastąpienie homo sapiens przez jakąś nową istotę z sennego koszmaru. Przedsięwzięcia tego rodzaju sprzężone są z ogólnoświatowym projektem Gilgamesz, w ramach którego naukowcy chcą uśmiercić śmierć. Doktor Frankenstein podczepił się pod projekt Gilgamesz i nie sposób tego zatrzymać. Dysponujemy nieznaną dotąd  potęgą i nie mamy pojęcia, co z nią uczynić. Niebawem będziemy zdolni modyfikować swoje pragnienia, zatem trzeba już zadać sobie pytanie – czego pragnęlibyśmy pragnąć? Czy jest bowiem coś bardziej niebezpiecznego niż nieodpowiedzialni bogowie, którzy nie wiedzą, czego chcą?

Yuval Noah Harari: „Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości.”,  PWN, Warszawa 2014;

Udostępnij na:
Dział: Literatura popularnonaukowa | Tagi: , , , , | Wyślij komentarz

Piekielny chichot świata. Tomasz Mann: „Doktor Faustus”

Yuri Serenus Zeitblom, narrator opowieści o Adrianie Leverkühnie – genialnym kompozytorze –  uosabia odkryty przez Nietzschego żywioł apolliński. Umiarkowana, zdrowa natura, dążąca ku harmonii i rozsądkowi, spadkobierca niemieckich humanistów i miłośnik łaciny, greki oraz historii. Obcy jego naturze demonizm i żywioł dionizyjski skupia się w jego przyjacielu, którego przeklęty czar i geniusz rzuca piętno na niego, przykuwając go do jego losów na zawsze. Teraz, po śmierci Adriana, pisze jego biografię dla potomności, oddając mu hołd. W ten sposób apollińskie i dionizyjskie spotykają się ze sobą, aby dotrzeć do istoty świata i człowieczeństwa. Jest czas II wojny światowej, apokalipsy i zagłady świata. Wraz z narracją cofamy się do początku wieku, aby śledzić losy bohatera i dzieje niemieckiej kultury.
Adrian już od dziecka przejawia wyjątkowe zdolności w kierunku nauk wszelakich oraz gry na fortepianie. Mieszka w Kaisersaschern – mieście zatrzymanym w czasie, gdzie średniowieczno – neurotyczne opętanie, wiszące w powietrzu,  zrodziło dziwaków, oryginałów i półwariatów wszelkiej maści. Uwielbia matematykę i muzykę, w obu dziedzinach uwodzi go precyzja, wzajemne powinowactwa i mistyczne związki z wszechświatem. Pragnąc muzykę zespolić z kultem religijnym, Adrian postanowił studiować teologię. Dziedzina ta jest skłonna w wielu przypadkach przekształcać się w demonologię, gdyż Zły jest nieuniknionym atrybutem Boga. Na wykładach z psychologii religii Adrian dowiaduje się, że potępienie stanowi niezbędny korelat świętości, a zło przyczynia się do doskonalenia wszechświata. Siły demoniczne zaś tkwią we wszelkim ruchu witalnym obok wartości porządkujących. Już wtedy poglądy te mają dla niego niepokojący czar i tajemny urok. Po zdobyciu wiedzy filozoficznej, Adrian porzuca jednak teologię na rzecz bezwzględnego poświęcenia się muzyce. Zdecydował się na kompozycję, która była dlań hermetycznym laboratorium alchemika. Dotychczasowe środki muzyczne uważał bowiem za wyczerpane, pragnął stworzyć nową, rewolucyjną muzykę, czuł bowiem, że znalazł się we właściwym momencie historycznego czasu. „Sztuka zdąża naprzód, czyni to zaś za pośrednictwem osobowości, która jest produktem i narzędziem czasu i w której motywy obiektywne oraz subiektywne łączą się ze sobą.” Studiując tajemnice harmonii i kontrapunktu, napisał własną fantazję symfoniczną pełną nieoczekiwanych kombinacji brzmień, które tak naprawdę były parodią starych środków wyrazu, a element parodii był tu sposobem ratowania się przed bezpłodnością. Momentem przełomowym w jego wewnętrznej biografii jest spotkanie z prostytutką Esmeraldą, która zostaje przez niego unieśmiertelniona w boskiej muzyce pełnej żaru i chłodu jednocześnie. Najwznioślejsze uduchowienie muzyczne powstało z elementów zwierzęcych, żywiołu popędów i rozkoszy płonących zmysłów. Po tym spotkaniu zostaje jednak jeszcze jedno piętno – choroba weneryczna. Postępuje ona z dołu do góry, oplata mózg i przekształca świadomość. Od tej pory Adrian rzuca wyzwanie bogom, pragnąc uzyskać najwyższy ład i kosmiczny porządek muzyczny, w którym rozum splata się z magią, a żywioły zostają poddane sile precyzji i ścisłej frazy muzycznej.

Mefisto i czas;

7Pewnego wieczoru w pokoju Adriana pojawił się Mefisto, emanacja jego własnej osobowości, mroczny demon umysłu. Przybył z najgłębszej części podświadomości, z czeluści wewnętrznych piekieł, aby mu ofiarować czas, „wielki czas, szalony czas, czas iście diabelski”. Klepsydra z obrazu „Melancholia” Dürera wskazuje na czas obrazujący przemijanie, a szatan ma w mocy swej wskrzeszenie czasu, w którym obiecuje wyzwolenie z wszelkich więzów, nieograniczoną wolność i rozkosz, ale również skrajne cierpienie. Wszystko, co potrzebne genialnej diabelskości sztuki. Choroba Adriana stała się ośrodkiem iluminacji w mózgu, dlatego mógł dostrzec diabła, gdyż życie sięga również po to, co powstało dzięki śmierci i chorobie, dając się poprowadzić dalej i wzwyż. „Życie nigdy w życiu nie dawało sobie rady bez chorobliwości.” Mefisto ma być dla Adriana akuszerem, wyzwolicielem archaicznych, pierwotnych potęg poza kontrolą rozumu. Bo tylko szatan jest prawdziwym władcą entuzjazmu i porywającego dionizyjskiego natchnienia. Każdy takt muzyczny, który artysta odważy się pomyśleć, napotyka na opór materii, na konwencję zużytych środków muzycznych, mija już czas samouwielbienia formy, która cenzuruje ludzkie cierpienia i namiętności. Trzeba ogłosić śmierć konwencji, gdyż z dotychczasowych form uszło życie. Dzięki szatanowi Adrian będzie mógł tworzyć muzykę przeniknioną dreszczem świętej grozy, gdyż przełamie epokę i będzie czerpał z barbarzyństwa, które musi nastąpić po epoce humanizmu. Aby zdobyć na powrót życie, muzyka powinna powrócić do stanu pierwotnego i oczyścić się w akcie barbarzyństwa. Parabola między stanem muzyki a losami Niemiec jest tu bardzo wyraźna. Opętanie przez diabła jest warunkiem stworzenia nowej muzyki, która musi wyrazić demonizm historii i jej irracjonalnych sił, zmierzających do zagłady świata. Adrian jest znakomitym partnerem dla diabła, gdyż od zawsze fascynował go żywioł, a Esmeralda zapewniła mu stosowny żar umysłu. Mefisto daje na to Adrianowi 24 lata. Warunkiem paktu jest to, że Adrianowi nie wolno kochać.

Aura ezoterycznej sławy;

Adrian komponuje gorączkowo, przenikając swoją muzyką tajemnice kosmosu i natury. Jego muzyka staje się formą poznania. Wzlotom muzycznym towarzyszy historia, wybucha bowiem I wojna światowa. Niemcy są pełni nadziei i entuzjastycznie patrzą w przyszłość. Rozpiera ich ekspansywna radość, będą się już wkrótce przebijać ku nowym formom życia społecznego i zdobędą pozycję mocarstwa dominującego nad światem. Adrian pisze muzykę do średniowiecznych legend, źródła romantycznych mitów dla wzmocnienia witalności czasów przełomu. Ale wkrótce następuje katastrofa świata i totalna klęska Niemiec, a wraz z nią kończy się epoka mieszczańskiego humanizmu. W dobie decydującego wpływu mas na rzeczywistość tylko przemoc staje się siłą zwycięstwa, prawda, rozum, piękno i sprawiedliwość zostają odłożone do lamusa. Adrian – po ataku depresji – wznosi się w najwyższe rejony nieokiełznanej potęgi twórczej.
zdjecie_20100430134013_833Wykrada podziemnemu światu genialną koncepcję apokaliptycznego oratorium. Nowe dzieło zawiera całą historię muzyki, od premuzykalnego magiczno – rytualnego stadium, po najbardziej skomplikowaną doskonałość wielowiekowych dokonań. W wielu miejscach pojawia się w dziele Adriana antyludzki demonizm. Cztery anioły zagłady i akustyczna panika wyrażają muzycznie okrutny powrót do stanu pierwotnego. A zakończenie części I to pandemonium śmiechu, rozpasany, piekielny chichot, „przeraźliwa mieszanina wrzasków, szczeknięć, wizgów, pobekiwań, rzężeń, rżenia, w szyderczo – triumfalnej salwie.” Jednak ten infernalny śmiech ma swój odpowiednik w na wskroś cudownym chórze dziecięcym, który otwiera część II, w anielskim, zachwyconym śpiewie sfer niebiańskich, co jest zabiegiem czystej transfiguracji przeciwstawnych motywów. Przeciwny biegun jest nieodłącznym elementem każdej prawdy.
Katastrofizm świata wyzwala udręki namiętności w ludziach, tworząc mroczne związki międzyludzkie, pełne grozy i szaleństwa. W bliskim otoczeniu Adriana znajdują się dwie siostry – Klarysa i Inez, z których jedna popełnia samobójstwo, a druga morduje swojego kochanka. Są też osoby zafascynowane geniuszem twórcy, tajemnicza bogata dama, która przysyła mu pierścień i zasypuje listami, ale zawsze pozostaje niewidzialna, wielbiciele, artyści, szalony impresario, który chce rzucić przed Adrianem cały Paryż na kolana, przyjaciel Serenus towarzyszący jak cień całemu jego życiu. Adrian jednak pozostaje osobny i obcy, mizantrop, unikający ludzi, gdyż dystans wobec świata jest u niego podstawą i przyczyną doskonałości artystycznej. Udaje mu się uniknąć miłości i bliższych związków, gdyż pamięta o warunkach paktu z diabłem. Krąży za nim zatem ezoteryczna sława.

Miłość i śmierć Fausta;

faust5Miłość przychodzi z najmniej spodziewanego źródła. Człowieczeństwo artysty upomina się o życie. Dopiero pełnia człowieka jest w stanie sprostać wymaganiom sztuki. Do wiejskiej samotni Adriana zawitał syn jego siostry na kurację świeżym powietrzem po przebytej odrze. Kilkuletni Nepomuk jest baśniowym elfem utkanym z wdzięku i słodyczy. Wszędzie wzbudza zachwyt i czułość. Adrian nie pozostaje obojętny, chłód jego postawy wobec świata zostaje przekształcony w miłość. Opowiada małemu bajki, pokazuje swoje partytury, zabiera na piesze wędrówki po okolicy i okazuje mu czułość. Szatański pakt wyzwala jednak demony, które zsyłają na chłopca ciężką chorobę i śmierć. Adrian zostaje ukarany za miłość. Wpadłszy w szaleństwo rozpaczy, szuka ratunku w muzyce, która wyrazi jego ból, dygocze w napięciu, rozsadzający ból czaszki stwarza mu wizje monstrualnego dzieła. „Lament doktora Fausta” będzie nowym oratorium wyrażającym śmiertelny skurcz świata i bolesny dygot serca. Świat bowiem jest na krawędzi kolejnej wojny, w której Niemcy ukażą swoje zbrodnicze oblicze. Plan osobisty i dziejowy spotykają się w jednym punkcie. Katastrofa jednostki, której nie wolno kochać i zagłada świata przez pychę niemieckich roszczeń – stanowią dwa oblicza zła. Świat został opętany przez demony i tylko sztuka posiada siłę ocalającą przed ostatecznym nihilizmem. Dzieło Adriana to niesamowity cykl wariacyjny skargi. Podstawowa figura dźwiękowa jest tu po wielokroć przekształcana w koncentryczne kręgi, a uporządkowanie materiału dźwiękowego staje się tu tak totalne, że nie pozostaje ani jedna wolna nuta. Ścisłość formy jest genialna, Adrian marzył o tym od zawsze. Apollińska forma zjednująca dionizyjskie żywioły. Absolutna jedność dzieła i absolutna muzyka, wyzwolona z praw tonalności, muzyka atonalna, oparta na dodekafonii, wykorzystująca dysonanse i półtony, całkowicie nowy wyraz współczesnych czasów.  Spełniło się jego najgłębsze pragnienie, nie tylko  dzięki szatańskim siłom jednak, lecz dzięki miłości i rozpaczy. Dzięki swojemu wzbogaconemu człowieczeństwu i środkom muzycznego wyrazu.  Wykorzystał w swoim dziele wszystkie rodzaje ekspresji, jakie kiedykolwiek pojawiły się w historii muzyki i w procesie destylacji alchemicznej poddał je oczyszczeniu i przekształceniu w doskonałą symbiozę dźwięków. Nieuleczalny ból świata został zakończony jednym ostatnim dźwiękiem, „który świeci jak światełko pośród nocy”. Za stworzenie samoświadomości sztuki w swoim genialnym dziele Adrian zapłacił szaleństwem. Jego dzieje kończą się w szpitalu dla obłąkanych, jego dzieło jednak zmienia odtąd historię muzyki w historię świata. Piekielny chichot świata, diabelski pomruk dziejów, cierpienie i zło zostają dzięki sztuce przezwyciężone i wzniesione na wyżyny ludzkiego ducha. W taki sposób człowiek triumfuje nad światem piekielnych mocy, które sam uruchomił, a sztuka poprzez cierpienie i ból staje się jego najdoskonalszym świadectwem.

Cornelis-Cornelisz-van-HaarlemNajwiększe dzieło poetyckie kultury niemieckiej – „Faust” Goethego ukazuje bohatera stojącego na granicy średniowiecza i humanizmu, bohatera, który powodowany gorączkowym pędem poznania oddaje się diabłu. Jest to akt sprzeciwu wobec średniowiecznych ograniczeń, które nakładały pęta na intelekt dążący do poznania. Faust pragnął wznieść się ponad własną epokę i ponad ludzkie ograniczenia. Samotny filozof i myśliciel zapisujący duszę diabłu jest prefiguracją niemieckiego ducha, który w dążeniu do doskonałości przekracza wszelkie granice ludzkiej kondycji. Wydzieranie bowiem bogom ich tajemnic kończy się obłędem, apokalipsą i zstąpieniem do piekła, w którym rozbrzmiewa piekielny chichot świata. Tylko sztuka pozostaje po człowieku jako wyraz nietzscheańskiego tragizmu losu, bo Nietzsche, podobnie jak bohater powieści, również za swoje ponadludzkie filozofowanie zapłacił obłędem i jego to losy przyświecały autorowi powieści, gdy analizował meandry niemieckiego ducha na przykładzie genialnego kompozytora.

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , , , , | 1 Komentarz

Alchemia i miłość. Tomasz Mann: „Czarodziejska góra”

c11be9cc9cSanatorium Berghof dla chorych na płuca mieści się na czarodziejskiej górze, osi świata, łączącej niebo i ziemię, wysokie i niskie, poziome i wertykalne. Kondensując  na wspólnej przestrzeni chorobliwe miazmaty  ludzi – cieni, wytwarza osobliwą, metafizyczną aurę przemiany, wydobywając na powierzchnię ukryte w głębi ciała i duszy wewnętrzne treści, potęgując utajoną chorobę i intensyfikując ciemne życie podświadomości. Czas płynie tu inaczej niż na dole, inne są też jego miary, pory roku – kapryśne i swawolne są objawami gorączkowej aberracji natury, ludzie zaś trawieni płomieniem podwyższonej temperatury, w rozedrganiu wewnętrznym, znajdują się w samym środku przyspieszonej przemiany materii i ducha.
Przybywa tu główny bohater – Hans Castorp i to jego wewnętrzna przemiana jest tematem powieści. Młody człowiek o przeciętnej mieszczańskiej osobowości, ani specjalnie zdolny, ani genialny, wychowywany przez wuja, z uwagi na przedwczesną śmierć rodziców, zostaje wysłany w góry dla odpoczynku na 3 tygodnie. W sanatorium przebywa jego chory kuzyn – Joachim, zatem można pogodzić pobyt z odwiedzinami, a potem wrócić na dół z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Tu jednak bohater zderza się ze skrajnie odmiennymi warunkami życia, całkowicie mu nieznanymi sytuacjami i postawami wobec losu, zatem pobyt na górze jest dla niego doświadczeniem inności i obcości egzystencjalnej, co owocuje jego gwałtownym rozwojem wewnętrznym, uwalniając ukryte w czeluści pierwiastki psychiczne, dotąd uwięzione i nieznane. Bardzo szybko również zaczynają mu płonąć policzki, które pokrywają się ceglastymi wypiekami, serce często bije za szybko i bohater ma wrażenie utraty przytomności. Czarodziejska góra intensyfikuje objawy chorobowe, powodując swoisty wybuch choroby, bo okazuje się, że Hans Castorp jest również chory na płuca. Od czasu diagnozy lekarskiej wie, że musi tu zostać znacznie dłużej niż 3 tygodnie. Pobyt na górze zamienia się w życie na górze. Spotyka tu swojego mentora, gdyż ze względu na swoje nieuformowanie staje się podatny na wpływy zewnętrzne, zwłaszcza gdy jego przewodnikiem po świecie ducha staje się charyzmatyczny i błyskotliwy humanista Settembrini, który wprowadza tę naiwną i nieskażoną żadną głębszą myślą duszę w tajniki filozoficznych dociekań nad istotą życia. Bohater chłonie wszystko, czego się dowiaduje, uczy się inteligentnej konwersacji, chwyta w lot zawiłość myśli, zachwyca się swadą i elokwencją swojego mistrza, zwłaszcza że Settembrini należy do przeciwnego bieguna duchowego niż Castorp. Konserwatyzm Hansa, przejęty po ukochanym nieżyjącym dziadku, zderza  się twórczo ze zwolennikiem postępu, rozwoju i racjonalizmu, jakim jest jego mentor. Z tej dialektycznej przygody ducha Hans czerpie ogromne korzyści intelektualne, a jego nauczyciel spełnia swoje pragnienia pedagogiczne, zatem to spotkanie przeciwieństw owocuje twórczą wymianą i zawiera w sobie nasiona rozwoju. Dzięki systematycznym spotkaniom z Settembrinim Castorp rozwija w swoim umyśle filozoficzną teorię dotyczącą natury czasu. W świadomości człowieka czas – podczas monotonnych chwil – z pewnością się dłuży, ale dotyczy to tylko krótkich odcinków czasu. Długie okresy czasu, gdy nic się nie dzieje i panuje pustka w życiu, skracają się, a nawet ulatniają do zupełnej nicości. Odwrotnie dzieje się z czasem nasyconym zdarzeniami i sensem. Na początku płynie bardzo szybko, ale w dłuższej perspektywie –  wolno. Człowiek zajęty i pochłonięty pasjonującymi czynnościami ma dłuższe życie, gdyż sens przedłuża doświadczenie, daje możliwość rozgałęzienia się w życiu. Człowiek taki żyje w bezczasie, a jego życie nie przecieka między palcami. Można zatem rozciągać lub skracać swój czas życia, w zależności od postawy wobec niego. Ta filozoficzna wiedza o naturze czasu, która objawiła się Hansowi poprzez twórczą stymulację umysłu przez jego nauczyciela, była wstępem do jego wszechstronnej duchowej edukacji, jaka tu, na górze, przypadła mu w udziale. Settembrini był dla bohatera symbolem świadomości i taką też spełniał rolę w jego życiu. Ale Hans Castorp miał przeżyć również doświadczenie wstrząsające, miał spotkać się z potęgą zapisaną w jego najgłębszych snach, mieszkającą w najpierwotniejszej strukturze jego umysłu, gdzie przechowuje się obraz jungowskiej animy, praenergii żeńskiej, siły duchowej strącającej w miłość lub śmierć.

Kławdia Chauchat;

640px-Alexandre_Cabanel_-_EchoDzika i nieokrzesana, o wydatnych kościach policzkowych i zwężonych oczach, niedbała i swawolna, nonszalancka i przeraźliwie wolna. Rosjanka o francuskim nazwisku, pani Chauchat, Hansowi krew odpływa z twarzy, oczy barwy dalekich gór, topniejące i ciemniejące „aż do mrocznych tonów nocy”, nieuchronność przeznaczenia przejmującego lękiem. Od tej pory kontekst pani Chauchat – wzruszenie, oczekiwanie, spełnienie, rozczarowanie, kontekst ten uważa za prawdziwy sens życia tutaj. Poprzez nią objawia się głębia i tajemnica bytu. Powstaje między nimi niekończąca się gra napięć i odprężeń. Z miłości do niej Hans nabywa podręczniki z zakresu anatomii, fizjologii i biologii, w których szuka z upojeniem tajemnicy życia i piękna, w ciele mających swój początek i objawienie. Czuje, że czający się cień przemijania i śmierci, cień nieuchronnej zagłady, daje taki blask ciału ludzkiemu i taki sens upajający życiu. „Życie jest gorączką materii towarzyszącą procesowi bezustannego rozkładu i odradzania się drobin białka. Chwieje się między bytem i niebytem.” Jest czymś pośrednim między materią i duchem, jest formą obudzoną przez gnijącą i trwającą materię. Cielesność pani Chauchat jest triumfem metafizycznego piękna, ta cielesność „z tajemniczą harmonią swych członków, odżywianych przez krew, oplecionych rozgałęzieniem nerwów, żył i tętnic, przepojonych limfą”…Ciało to złożone z wielu narządów i układów jest samoorganizującym się bytem kosmicznym, z wewnętrzną siecią wzajemnych zależności. Tatarska fizjonomia Kławdii Chauchat, biel obnażonego łokcia, pajęcza siatka niebieskawych naczyń krwionośnych, prześwitująca przez skórę, to wersy mistycznego hymnu wyrytego w duszy Hansa Castorpa na cześć kobiecego piękna i swojej doń miłości. Tylko pierwiastek archetypiczny może wzbudzać tak żarliwą namiętność w umyśle człowieka, jest to w istocie namiętność do siebie, do własnego obrazu wewnętrznego, miłość bowiem rozpoznaje to, co do niej należy, wydobywa ze świata własne lustrzane odbicia i łączy w symbiotyczne związki. „Boś ty jest owym Ty mojego życia, moim snem, moim przeznaczeniem, moją nigdy niesytą żądzą.” Podczas karnawałowej nocy Walpurgi, gdy ludzie – cienie wkładają maski i stroje pierrotów, żebraczek, arlekinów i wielkich dam, tańcząc swój upiorny danse macabre, Hans Castorp, książę maskarady, wyznaje miłość Kławdii Chauchat. Opasuje ją słowami, przecina jej skórę, wchodzi do wnętrza ciała, w wielkie konary naczyń i nerwów, do żeber ułożonych parami, do torebki stawowej. „Pozwól mi wchłaniać twój zapach skóry pod kolanami.” Ten cud miłości i bliskości rozgrywa się w oddechu przyczajonej śmierci.

Między chorobą i zdrowiem;

Akcja powieści rozgrywa się w przestrzeni mitycznej, w której dużą rolę odgrywają symboliczne postaci i sytuacje. Pierwotne siły kosmiczne odgrywają mistyczny spektakl przed oczami chłonnego wiedzy Castorpa i przygotowują go do alchemicznego przeobrażenia. Dzięki Settembriniemu bohater poznaje jego interlokutora, jezuitę Naphtę, który jest skrajnym przeciwieństwem humanisty. W ten sposób Castorp – uczestnicząc w ich zaciekłych dyskusjach – dostaje się we władanie demonicznych sił, pragnących zagarnąć duszę niedoświadczonego młodzieńca i wywrzeć na nią swój dominujący wpływ. Naphta jest zwolennikiem ostrego dualizmu świata, skrajnego przeciwieństwa pomiędzy duchem i materią, jak również przekonania o fatalistycznej koncepcji dziejów. Wyznaje średniowieczne poglądy o powrocie Państwa Bożego na ziemi i znaczenia wiary jako narzędzia poznania. Wróg intelektu, postępu i indywidualizmu człowieka. Przekonuje o wyższości choroby nad zdrowiem i śmierci nad życiem. Roztacza wizje mistycyzmu śmierci i gardzi filisterskim dążeniem do zdrowia jako mieszczańskim uwielbieniem ciała. Tylko w chorobie człowieka leży jego godność i dostojeństwo, gdyż z niej człowiek czerpie metafizyczną wiedzę o istnieniu. Settembrini przeciwstawia mu afirmację zdrowia, działania, rozumu i godności człowieka przekonanego o swojej potędze.
Obaj interlokutorzy reprezentują w powieści ukryte w nurcie kultury europejskiej przeciwstawne systemy intelektualne, które przez wieki tworzyły literaturę i sztukę europejską oraz formowały właściwości poszczególnych epok. Irracjonalizm, mistycyzm, duchowość i religijność średniowiecza, baroku, romantyzmu obok racjonalizmu, kultu wiedzy naukowej, klasycznej formy jako ideału piękna oraz zainteresowania aktywnością i działaniem człowieka w swoim doczesnym życiu, co objawiało się w renesansie, oświeceniu, pozytywizmie.  Tutaj, w bliskości choroby i śmierci, dyskurs pomiędzy przeciwnikami jest w istocie tworzeniem opozycji między chorobą i zdrowiem, życiem i śmiercią. Jedno przeciw drugiemu – ta antyteza rozszczepia istnienie i tworzy dualizm świata oraz chaotyczną wizję niespójnej rzeczywistości.   Castorp czuje, że wiedzie go to na bezdroża.
152473_zima_gory_promienie_sloncaWalka o jego duszę, swoista psychomachia pomiędzy odmiennymi siłami, prowadzi Castorpa do szczególnego doświadczenia, podczas którego doznaje iluminacji. Dzieje się to w górach, dokąd bohater wybrał się na samotną wędrówkę, która okaże się wyprawą w głąb jego duszy. Bezwzględna cisza górska, ta pracisza, która budzi religijny lęk i głęboka samotność Castorpa stanowiły tło dla jego metafizycznego przeżycia. Oślepiająca biel śniegu jak mistyczna próżnia i te płatki, czarodziejstwo sześciobocznej, lodowato regularnej symetrii, niepojętego cudu natury. Ale za chwilę niebo pociemniało i na świat szykowały się żywioły, które metafizycznie korespondowały z wewnętrznym szaleństwem Castorpa i oto już rozpętała się burza śnieżna, a on w samym środku żywiołu, lodowatego zimna i śmiertelnego niebezpieczeństwa zabłądził. Szukał z przerażeniem drogi i krążył daremnie, czując jak zmęczenie i podniecenie łączą się ze sobą, ścierają i walczą o jego duszę. Jak Naphta i Settembrini. Zlodowaciały, odczuwał pragnienie poddania się słodkiej śmierci, przemożna chęć snu to jej pokusa, jednak walczył, ale przypominało to poruszanie się w koszmarnym śnie. Nadchodzą halucynacje – błękitne i fioletowe, w których „wszystko w czarodziejski sposób roztapiało się, przekształcało i rozwijało wciąż na nowo.” Potem w sennej wizji Castorp widzi słoneczną i szczęśliwą ludzkość, a nieopodal piękne posągi i świątynie z kolumnami. Tuż obok jednak plugawa czarownica pożera dziecko. Poczucie błogości i zachwytu przeplata się z przerażeniem. Sny czerpie się nie tylko z zasobów własnej duszy, ale i ze zbiorowej nieświadomości. „Wielka dusza, której jesteś cząstką, śni przez ciebie i na swój sposób.” Castorp siłą woli wraca do życia, afirmacja zwycięża nad negacją, sen zaś przekazał mu ważne przesłanie, że szczęście wynika z cierpienia, z jego przezwyciężenia, że jest ono jednak w głębi i można na nim budować życie. Wszelkie natomiast zainteresowanie chorobą i śmiercią jest wyrazem zainteresowania życiem. I tylko wtedy oba aspekty istnienia łączą się w nierozerwalny splot konieczności. Jeżeli natomiast ubóstwia się śmierć i sławi chorobę, to człowiek zbliża się do upadku. Nie należy również w imię życia zaprzeczać śmierci, oddawszy jej szacunek, akceptując jej obecność, trzeba kochać życie, bo tylko miłość sprzeciwia się śmierci. Tak długo, jak ona trwa, śmierć trzyma się z daleka. A kochać trzeba  poprzez śmierć, mimo śmierci, obok śmierci, ale w jej przezwyciężeniu. Mistyczne doświadczenie Castorpa przywiodło go do miłości.

Alchemia;

Witch's kitchenAlchemia polega na oczyszczaniu, przekształcaniu i uszlachetnianiu materii. Symbolem alchemicznej przemiany jest grobowiec, miejsce rozkładu i śmierci. W misteriach eleuzyjskich droga oczyszczenia wiodła właśnie przez grobowiec jako kolebkę umierania i odradzania się. W powieści jest o tym mowa przy okazji informacji o masonerii, do której należy Settembrini, i jej rytuałach wtajemniczenia. Punktem zwrotnym w losach Castorpa jest pojawienie się w sanatorium ekscentrycznego i charyzmatycznego towarzysza Kławdii Chauchat – Mynheera Peeperkorna. To jego samobójcza śmierć od trucizny stanie się granicą, za którą czai się alchemiczna przemiana. Peeperkorn jest ucieleśnieniem sfery popędów i pierwotnych uczuć. Jego dionizyjska żywiołowość, ostra, ekspresyjna mimika i gestykulacja, czar władczej osobowości hipnotyzują ludzi, którzy zniewoleni ulegają wszystkim fanaberiom Peeperkorna. To kolejna siła mityczna oddziałująca na Castorpa, ale jest to postać groteskowa, znacznie przerysowana, bo tak się objawia jej schyłkowość.  Dwie antagonistyczne idee intelektualne, rozdzierające świat na nieprzystające części, zostały poprzez potężną uczuciowość nowego bohatera wprowadzone w trójkąt mistyczny, skazany na śmierć. Uczucie, zdaniem Peeperkorna,  jest boskie, gdyż człowiek jest uczuciem Boga. „Człowiek nie jest niczym innym jak tylko organem, za pomocą którego Bóg poślubia obudzone i pijane namiętnością życie”. Moc rozpasanych żywiołów, którą symbolizuje ów mityczny Bachus, przeciwstawia się intelektualnym, ale jałowym i absurdalnym potyczkom Naphty i Settembriniego, kompensując je uczuciem jako pierwotną siłą natury, znacznie potężniejszą niż dialektyczne spory. Okazuje się jednak, że w świecie naznaczonym śmiercią to uczucie, doprowadzone do zwyrodnienia, okazało się trucizną samo dla siebie. W chorym świecie kultury europejskiej wszystkie dotychczasowe potęgi duchowe są trujące i obracają się przeciwko sobie. Wszystko bowiem w naturze jest jednocześnie życiem i śmiercią, lekiem lub trucizną, w zależności od dynamiki przemian.  Świat jest skazany na zagładę, gdyż jest zatruty i wyczerpany schyłkowością jego idei.   Hans Castorp od tej pory zmierza do przekształcenia samego siebie w kontekście śmierci i choroby. Chce ocalić siebie dla życia. Podczas słuchania muzyki, której duchowy czar polegał na muzycznej transpozycji cierpienia kochanków, doznał kolejnego już olśnienia. Zrozumiał, że poprzez sztukę przeżywa się katharsis i wstępuje na wyższy poziom poznania w wiecznej przemianie dusz. Muzyka przezwycięża śmierć i cierpienie, tak jak on pragnął przezwyciężyć swoją miłość do choroby i śmierci. Fascynowała go bowiem śmierć od zawsze, od utraty rodziców, od śmierci ukochanego dziadka, dlatego przyciągały go miejsca naznaczone chorobą, dlatego kochał swój sen o miłości do chorej Kławdii, gdyż była to miłość do własnego pierwiastka śmierci. Jego choroba była chorobą umysłu i pojawiła się na życzenie.
W ostatniej symbolicznej scenie, podczas seansu spirytystycznego, kiedy zostaje wywołany duch zmarłego kuzyna Joachima, do którego Castorp przyjechał dawno temu, bohater wstaje i zdecydowanym ruchem zapala światło, oświetlając mroki śmiertelne  i przywracając życie w miejsce mrocznej fascynacji. Mija właśnie siedem lat, odkąd tu jest, jest to czas mityczny, siódemka jest bowiem magiczną liczbą pełni, harmonii i skończonego cyklu. Castorp wyzwolił się z czaru śmierci i choroby i wraca na niziny, gdzie właśnie wybuchła wojna światowa. Jest to bunt materii i ciemnych instynktów przeciwko ostremu podziałowi świata na antagonistyczne dziedziny, które nie mają połączenia. Wrząca, podskórna lawa świata, erupcja podziemnych sił. Chora duchowość Europy, jej rozkład i upadek wyzwalają siły zniszczenia, aby świat mógł się odrodzić. Czarodziejska góra  w powieści ze swoją odizolowaną, chorą społecznością stała się przestrzenią poznania dla bohatera i magicznym spektaklem prawdy o świecie, dzięki któremu młody człowiek miał szansę na przemianę osobowości i przezwyciężenie duchowego rozkładu dla lepszej przyszłości i dla triumfu życia. Czy z jego snu o miłości wyrośnie teraz miłość?

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , , | 9 Komentarze

Filozofia rozkładu. Tomasz Mann: „Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny.”

240px-Thomas_Mann_1929Schopenhauerowska wola, antynomie istnienia i diagnoza upadku – to wielkie tematy tej filozoficznej  powieści. Dzieje znakomitej, patrycjuszowskiej rodziny mieszczańskiej, żyjącej w Lubece, w połowie XIX wieku, są uniwersalną ilustracją powszechnej zasady świata, dlatego powieść ta inspiruje każdego czytelnika do intrygujących wniosków na temat własnego życia.
Pojęcie woli jako pędu istnienia, swoistej siły życiowej, energii kosmicznej, przenikającej wszechświat, stworzył Schopenhauer – filozof wnikliwie czytany przez Tomasza Manna. Wola jest to siła, która każe tworzyć się kamieniom i kryształom, która tłumaczy zjawiska magnetyczne, chemiczne i elektryczne. Materializuje się w każdej drobienie bytu. Ucieleśnia się w człowieku, w jego konstytucji fizycznej i psychicznej, ale również w jego losach, w dużej części dziedziczonych po poprzednich pokoleniach, poddanych działaniu kosmicznej woli. Z niej wywodzą się również śmierć i rozkład. Wola bowiem określa w sposób deterministyczny warunki życia lub śmierci. Tomasz Mann w swojej powieści zgłębia filozoficzne prawa upadku, klęski, rozpadu na podstawie rodziny Buddenbrooków, która w dużej mierze przypominała jego własną rodzinę.
Buddenbrookowie reprezentują system rodzinny całkowicie oddany swojej firmie spedycyjno-zbożowej, która ma zapewnić rodzinie solidny, mieszczański byt. Poczucie trwałości i niezmienności egzystencji wyraża się u nich w pieczołowitym kultywowaniu  tradycji mieszczańskich, które są ukazane w powieści z naturalistyczną dokładnością. Każdy szczegół bowiem ich życia, wchodząc w interakcję z innymi, tworzy bezpieczny fundament nienaruszonego, mieszczańskiego wszechświata, który ma stanowić oparcie w świecie dotkniętym przez przemijanie. Członkowie rodziny są oddani pietystycznej religii protestanckiej, prowadzą kronikę rodzinną, w której odnotowują wszystkie rodzinne wydarzenia, wykonują swoje powinności wobec świetności nazwiska, poświęcając nierzadko swoje osobiste pragnienia dla dobra wszystkich. Trwałość rodziny skupionej wokół firmy – obiektu ich dumy –   jest dobrem najwyższym. Dlatego wszelkie odstępstwa od uznanej normy rodzinnej są piętnowane i odrzucane jako dziwaczne i chore, aby nie mogły zakłócić stabilnego ładu i niewzruszonego modelu istnienia. Zmiana jest wysoce niepożądana, gdyż niesie niepokój i brak oparcia, sztywność zaś i konserwatyzm są wzorcem postępowania, który należy z szacunkiem naśladować i podtrzymywać. Wobec tej skostniałej formy istnienia natura woli kosmicznej zaczyna zatem realizować prawa nieubłaganego przeznaczenia. Prawa te mówią bowiem, że każda forma zmierza do własnego przeciwieństwa w  kosmicznym tańcu. Na tym polega dynamika wszechświata i wszystkich jego procesów. Odzwierciedla się to również w życiu jednostkowym i zbiorowym człowieka. Żadna forma życia nie może się rozwijać jednostronnie, gdyż zmierza wtedy do znieruchomienia i zesztywnienia wiodącego prosto w śmierć. Każda natomiast musi uwzględnić w planie swojego rozwoju konieczne przeciwieństwo. Jeśli tak się nie stanie, forma musi przestać istnieć. Dlatego w rodzinie Buddenbrooków pojawia się w pewnym momencie złowrogie pęknięcie, niepokojąca szczelina w fundamencie ich istnienia. Po drugiej stronie bytu, w zapomnianej, wypartej przez system rodzinny, przestrzeni ciemności wypełzają stłumione cienie, zjawy odszczepionych fantomów, odpryski i kalekie fragmenty niepełnych istnień. Dopominają się o swoje prawa do życia. Traktowane jednak przez członków rodziny jako aberracje, mszczą się niemiłosiernie i wiodą ich do upadku. Pęknięcie to przynoszą ze sobą  dzieci kolejnego konsula – Jana Buddenbrooka. Zapowiadają one swoim przyjściem na świat konieczną zmianę w systemie, każde na swój sposób, w zależności od natury. Tonia, Chrystian i Tomasz Buddenbrookowie. Od nich zacznie się bolesny upadek rodziny, która nie respektuje żywotnych praw życia z lęku przed nim.  To w nich zatem rodzina znajdzie swoje lustro i to oni zapłacą swoją klęską za brak samoświadomości i możliwości odrodzenia.
872865__nabbvi-namaz-warlock-screen-savers-mazameen-liferiftopening-online-output-albums-mordib-rifts-damage_tTonia – próżna i pospolita, reprezentuje najbardziej miałkie i niskie cechy rodzinne, skondensowaną obłudną mieszczańskość. Dla zachowania pozycji w świecie ulega presji rodziny i wychodzi za mąż za budzącego wstręt kandydata, wybranego przez rodziców. Ale tu ponosi klęskę, przynosząc hańbę rodzinie. Mąż bowiem okazał się pospolitym oszustem, utracjuszem i bankrutem, zatem w rodzinie pojawia się po raz pierwszy w dziejach rozwód. Instynkt samozachowawczy w rodzinie okazał się tym razem zawodny, zasada wybierania małżonków dla dzieci nie zadziałała. Nikt nie wyciągnął jednak wniosków z tego precedensu. Dobre imię i posag Toni przepadły. Postanowiono spróbować jeszcze raz, ale i tym razem stało się dokładnie tak samo. Tonia była już dwukrotną rozwódką. Gdy rzeczywistość upomina się o zmianę, stosuje często zasadę błędnego koła, powtarzając nieustannie te same wzorce, aż do wymuszenia zmiany lub upadku. Nie ma innej alternatywy dla skostniałych form. Muszą się przemienić albo umrzeć. W ten sposób życie i śmierć mocują się za sobą w człowieku. Córka Toni powtarza jednak ten sam przeklęty taniec, gdyż odziedziczyła po matce jej los, który nie został odwrócony poprzez pracę świadomości. Obie – matka i córka ponoszą klęskę osobistą, przyczyniając się do upadku rodziny.
Obaj bracia – Tomasz i Chrystian są wzajemnym odbiciem lustrzanym. Chrystian – pięknoduch i hipochondryk reprezentuje wyparte w tej rodzinie pierwiastki, jej ciemną stronę, Tomasz natomiast w swojej oficjalnej osobowości prezentuje cechy przez rodzinę pożądane i dlatego to on po śmierci ojca przejmuje firmę. Pogardza bratem i robi wszystko przeciwnie niż on. Brat stanowi dla niego negatywny kontekst wobec jego własnej osobowości. Wie, poprzez niego, jak nie należy żyć.
SONY DSC
Z determinacją zatem rzuca się w wir zajęć związanych z firmą. Przedsiębiorczy, pracowity, obowiązkowy wspina się po szczeblach kariery, rozwijając firmę, która przeżywa lata rozkwitu. Zostaje również wybrany przez społeczność miasta do senatu. Ale w jego życie wkrada się dysonans. Tomasz poślubia bowiem tajemniczą i zjawiskową Gerdę, która ma artystyczną duszę i genialnie gra na skrzypcach. Jest to ślub zagadkowy, jakby mistyczny, wskazujący na podświadomą tęsknotę Tomasza do pierwiastka irracjonalnego. Tomasz bowiem przecięty jest na pół, składając się z dwóch sprzecznych natur. Jedną z nich – marzycielską i wrażliwą ukrywa pilnie przed światem, gdyż system rodzinny nie pozwala na ujawnienie się niepożądanej prawdy. Ta natura jednak, skazana na śmierć przez niego, domaga się realizacji, swojego prawa do życia. Tomasz nie wie, że przeciwieństwo jest koniecznym składnikiem rozwoju i tylko ono zapewnia wzrost sił życiowych. Przeciwieństwo zawsze jest lekcją życia, wskazuje na to, czego nam brakuje i co musimy rozwinąć, aby żyć. W ten sposób realizuje się kosmiczna wola świata, energia bowiem płynie tylko dzięki przeciwieństwu. Tomasz, który odrzucił niechcianą część osobowości, skazany był na wieczną udrękę. Los szyderczo odpowiada na ludzkie zmagania z prawami życia. Tomaszowi rodzi się syn – Hanno, który w sposób skrajny przejmuje wyparte cechy rodzinne. Jest on symboliczną odpowiedzią losu na postawę Tomasza. Tragiczna kompensacja w obrębie sytemu, która jednak nikogo już nie uratuje. Wewnętrzna sprzeczność natur w jednostce jest dla niej szansą na rozwój lub znakiem upadku, w zależności od jej wyboru. Tomasz Buddenbrook osiąga szczyt swojego rozwoju w firmie i w życiu publicznym, a potem już prostą drogą osuwa się w dół. W tej jednostronnej formie życia nic już nie było do osiągnięcia. Zlekceważone przeciwieństwo, ukryte w duszy bohatera, nierozwinięte i zduszone, sprowadziło na Tomasza degenerację i śmierć. Niedługo przed śmiercią wpada mu w ręce książka filozoficzna Schopenhauera, która usprawiedliwia cierpienie człowieka, skazanego na wieczny niepokój z powodu swoich obsesyjnych pragnień, nigdy niezaspokojonych, wiecznie dręczących i wiodących do upadku. Wraz z nią Tomasz przeżywa metafizyczną chwilę iluminacji, w której podświadomość wdziera się do jego zlodowaciałej osobowości i rozrywa  gorset sztywnych poglądów. W tej szczelinie bytu, w rozdarciu świata, Tomasz na moment odnalazł prawdę o sobie.

Hanno – ból istnienia;

leszczynskiBól istnienia wynika z uwięzienia w egzystencji. Człowiek taki jest przeznaczony przez naturę do wczesnej śmierci, gdyż cierpienie egzystencjalne jest dla niego nie do zniesienia. Hanno – syn Tomasza i Gerdy urodził się chorowity i słaby. Gdy podrósł, cierpiał na koszmary senne, neurozę i ból ciała. Zmuszany przez ojca do wypełniania zadań praktycznych, nieustannie krytykowany i negatywnie oceniany , kamieniał i sztywniał w jego obecności. Nie był prawdziwym Buddenbrookiem i dlatego cierpiał. Po matce odziedziczył talent muzyczny i tylko muzyka wypełniała mu duszę, tylko przy niej czuł swoje życie. Gdy grał, całe jego ciało współgrało z muzyką, poddając się wzruszeniu. Hanno nienawidził szkoły, ale zadziwiająco łatwo pojmował wzajemne powinowactwo dźwięków. Czuł swoje pokrewieństwo ze śmiercią, dlatego zapach umarłej babki był mu dziwnie bliski. Poza tym miał umiejętność metafizycznego stopienia się z pejzażem, który pozwalał na zniesienie granic i rozpłynięcie się w nieskończoności. Ponieważ nie pozwolono mu w tej rodzinie być sobą, umierał po kawałku. Właściwości jego natury – zepchnięte od pokoleń w cień – ujawniły się w rodzinie, by dać ostatni znak metafizyczny. W sytuacjach granicznych zawsze pojawiają się znaki, eksterioryzują się symbole, bo w ten sposób głębia wypełza na powierzchnię.
Hanno tuż przed śmiercią gra na fortepianie swoją improwizację muzyczną, która jest kluczem do jego egzystencji. Rozpoczął od prostego motywu o barwie matowosrebrnej, który tęsknie przepływał z jednej tonacji w inną. Potem pojawiły się wzburzone przejścia, dźwięki szukające i błądzące, „jak gdyby rozdzierane okrzykami duszy”. Muzyka pokonywała smoki, wspinała się na skały, przepływała przez potoki, przedzierała się przez płomienie. Dysonanse przenikały się z błagalną modlitwą, a potem „jak gdyby rozerwały się cierniowe gąszcze” i zaszemrało długie, ciche arpeggio. Skurcze tęsknoty przeszły w spełnienie i uspokojenie.
Śmierć młodziutkiego Hanno zamknęła dzieje rodziny Buddenbrooków. Szczelnie przed życiem zamknięty system, głuchy na twórczą rolę przeciwieństwa, zepchniętego do podświadomości i trzymanego w uwięzieniu, degenerował się od środka, wytwarzając niszczycielskie siły rozkładu i upadku. Śmierć zatem przyszła od wewnątrz, na skutek autodestrukcji rodziny i poszczególnych jej członków.
W głębokim cieniu podświadomych korytarzy kłębią się zjawy i mgliste postaci, które pragną się zmaterializować i zaistnieć, by wyrównać niedostatki psychicznej energii i siły życia. W wewnętrznej ciszy można je usłyszeć i dostrzec, jak dają nam znaki i proszą o uwagę. Przynoszą one wieści o metafizycznej, ukrytej stronie życia, dając nam klucz do interpretacji. Taką samą rolę pełni wielka literatura, która daje wiedzę i olśnienie.

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , , | Wyślij komentarz

Doskonała twarz zła. Jaume Cabré: „Wyznaję”

J.-Cabre Ta genialna książka katalońskiego autora, analizująca istotę zła,  skomponowana jest w formie spowiedzi – wyznania, a jednocześnie posiada cechy palimpsestu, spod głównej historii bowiem przezierają inne wątki, pochodzące z przeszłości, które domagają się swojego udziału w narracji, żądają prawa głosu, wystrzeliwują nagle w samym środku opowiadania i pojawiają się na powierzchni, żeby po chwili utonąć w głębi historii, zniknąć w ciemności. Cała opowieść tworzona jest przez stulecia, wątki przeskakują, jakby chciały zagospodarować przestrzeń psychiczną kolejnych mediów, poprzez które historia dobra i zła pragnie się wyrazić, wyartykułować i zmaterializować. Autor tropi tajemnicę zła, łącząc odległe historie w jedną, wielką, mistrzowską symfonię muzyczną, skupiającą się wokół wiodącego tematu. Niemało wysiłku wymaga autor od czytelnika, który ma przed sobą karkołomne zadanie powiązania wszystkich elementów dzieła, splątanych misternie, z zachwycającą  precyzją, w doskonałą całość. Wyłapać wszystkie niteczki, wszystkie sploty i wzory w tej tkaninie literackiej, żmudna to przygoda, ale i cudowna zarazem. Po lekturze tej książki już nie będziemy tacy sami. Mieni się ona bowiem od różnorodnych odcieni życia:  rozpaczy, cierpienia i zła, ale również radości, miłości i piękna. Jest tu zło absolutne, a mimo to ta mądra książka pozostawia nas wzruszonymi i piękniejszymi niż zwykle.
Historię główną, rozgrywającą się we współczesnych czasach, zamieszkuje Adrian Ardevol, którego przyjście na świat we własnej rodzinie było niewybaczalnym błędem. W domu panowała zawsze lodowata atmosfera, a Adrian był dla swoich rodziców jedynie obiektem walki o własne wpływy, gdyż oboje chcieli z niego uczynić geniusza, każde na swój użytek. Chłopiec, bardzo uzdolniony, ma się obowiązkowo nauczyć 10 języków, aby zaspokoić ambicje ojca, jak również studiować grę na skrzypcach, gdyż powinien zdaniem matki zostać w przyszłości genialnym wirtuozem. Nikt nie pyta, czego chce Adrian. Żądają od niego doskonałości, a on marzy tylko o prawie do błędów. Ojciec – Feliks Ardevol był w młodości podobnie uzdolniony jak jego syn. W wieku 11 lat wygłosił uczoną mowę po łacinie w swojej szkole, po czym niewiele później został wysłany do Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego. Ale tam zamiast teologii studiował z zapałem paleografię papirusów i innych dokumentów biblijnych, jak również starożytne języki, gdyż intuicyjnie przeczuwał, iż ludzie mieszkają w języku, a nie w kraju. Już wkrótce znał 8 języków i postanowił zrezygnować z teologii. W tym czasie w niedoszłym teologu objawia się diabelskie przeznaczenie. Opętany pożądaniem posiadania starych przedmiotów i rękopisów słynnych myślicieli, Feliks Ardevol wypełnia swoją egzystencję ciemnymi interesami. Wspólnie ze swoim teściem, dziadkiem Adriana, organizuje sieć wywiadowczą, pozwalającą na wytropienie wszelkiego rodzaju cennych papierów na całym świecie przy pomocy rasowych tropicieli. Dla zdobycia pożądanych okazów Feliks nie cofał się przed niczym. Żerował na ludzkiej rozpaczy, na przerażeniu Żydów, uciekających z zagrożonej wojną Europy, od których kupował za bezcen meble i obrazy, aby potem sprzedać je z zyskiem w swoim antykwariacie. Był kolekcjonerem chorobliwym. Usuwał z drogi przeszkody bezwzględnymi metodami, posuwając się do denuncjacji przed władzami reżimu generała Franco swoich dawnych kolegów ze studiów, jeśli stawali się niewygodni.
3758989_skrzypce-i-albinoni-adagio-in-g-minor--cos-z-moich-milych-wspomnien-a-z-twojej-milej-skrzypcowej-terazniejszosci-Aż pewnego razu dotarł do skrzypiec, nad którymi zawisło przekleństwo. Skrzypce Storioniego, boski instrument z XVIII w. posiadający swoje imię – Vial, gdyż były to pierwsze skrzypce wykonane przez artystę, dlatego absolutnie bezcenne. Feliks rozszyfrowuje tożsamość nazistowskiego właściciela skrzypiec, który ukrywa się po wojnie pod fałszywym nazwiskiem i znanymi sobie metodami wydobywa za bezcen od niego skrzypce. Nie wie jeszcze, że ściąga na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo, gdyż klątwa związana ze skrzypcami teraz skieruje się na niego. Ten instrument, którego dźwięk dotyka nieba i wywołuje anioły, obnaża diabelską moc destrukcyjnego, niepohamowanego pragnienia Feliksa Ardevola. Nigdy nieugaszone pożądanie doskonałości, pragnienie nasycenia ego rozdętego do monstrualnych rozmiarów ściąga na niego śmierć. Wkrótce w tajemniczych okolicznościach Feliks Ardevol ginie. Nieznany morderca odcina mu głowę. Wraz z nią giną starożytne języki i umiera nienasycenie sobą.

Mroczna historia skrzypiec;

c9hdu2wfiks0Skrzypce urodziły się z cierpienia, które pochodziło od zła. Mikołaj Eymeric – stojący na czele św. Inkwizycji w czternastowiecznej Katalonii skazał właśnie na śmierć żydowskiego heretyka. Ma spłonąć na stosie, bo jest Żydem, ale wcześniej trzeba mu uciąć język, żeby przed egzekucją nie bluźnił. Ma tego dopilnować brat Michał, ale ten przerażony złem absolutnym ucieka do klasztoru Bulgar na końcu świata. Tam uczy się kochać życie od nowa, zmienia imię i wkracza na trudną ścieżkę mądrości. Po latach jednak dopadają go oprawcy i mordują za niesubordynację. Na jego martwym ciele wyrasta drzewo, gdyż mnich miał przy sobie skrzydlaki klonu i nasiona świerku.
Kolejnym ogniwem w tej historii jest wiek XVII, w którym pewien drwal znający się na śpiewności drzew, co ma posłużyć mistrzom lutniczym do stworzenia idealnego instrumentu, udaje się w pobliże opuszczonego klasztoru i ścina doskonałe, śpiewające  drzewo. W skrzypcach, które kiedyś z niego powstaną, ukrywa się brat Michał i jego dramat. Od początku swego powstania skrzypcom towarzyszy mroczny cień i krwawe brzemię, gdyż pierwszy ich właściciel – Vial zabija z ich powodu swojego wuja. Krew plami futerał, a piętno śmierci podąża odtąd zawsze za tym boskim instrumentem.
Mijają wieki i skrzypce trafiają do Auschwitz wraz z Żydami, którzy mają umrzeć w komorze gazowej. Obozem koncentracyjnym zarządzają perfekcyjni wyznawcy absolutnego porządku i wyłącznej służby Fuhrerowi. Eksterminacja Żydów i palenie na stosie heretyków to ta sama twarz absolutnego zła. Dlatego w powieści następuje w wielu miejscach przenikanie się postaci inkwizytora Eymerika i gestapowca Hoessa. Oba ludobójcze systemy tworzą sobie wroga, aby nadać sobie doskonałą tożsamość. Im bardziej ich własne zło jest odrażające, tym bardziej pociąga ich perfekcja, doskonałość i sztywne trzymanie się żelaznej doktryny. Wstręt do samego siebie zostaje skompensowany obrazem siebie jako bohatera – wyznawcy idei. Poczucie więzi grupowej zwiększa siłę atrakcyjną tego fikcyjnego modelu. Być takim jak inni lub nie być wcale.  Zło ma twarz doskonałości. To poruszające odkrycie w tej powieści.
Skrzypce zostają wydarte rodzinie z Holandii. Siedmioletnia dziewczynka z tej rodziny – Amelia Alpaerts zostanie poddana przerażającym eksperymentom medycznym, podczas których wyje z bólu, by w końcu zostać zamordowaną śmiertelnym zastrzykiem w serce. Przed śmiercią patrzy swojemu oprawcy – doktorowi Buddenowi  prosto w oczy.  Od tej pory przestanie on już spać. Po wojnie, w więzieniu, przeżywa koszmar wspomnień i wie, że zło, które uczynił, nigdy nie będzie mu wybaczone. Po wyjściu z więzienia postanawia naprawiać zło, którego był sprawcą i wyjeżdża do Kongo, aby tam leczyć tubylców. Gdy odnajduje go tam jedna z jego obozowych ofiar, posłusznie przyjmuje wyrok śmierci. Doktor Budden był lekarzem i pianistą, zatem może to sztuka otwiera człowieka na przemianę? Może tuż za złem czai się dobro, gdy człowiek jest dotknięty przez sztukę? Natura ludzka mieści w sobie największą rozpiętość sprzeczności. Z niej rodzi się bohaterstwo, poświęcenie i sztuka, ale również zło, okrucieństwo i pogarda dla człowieka. Zło i dobro przylegają do siebie. Dwie pęknięte połówki jedności.
A co ze skrzypcami? Jeden z nazistów, szantażowany przez Feliksa Ardevola, musiał mu je sprzedać za bezcen i w ten sposób trafiły do rodziny głównego bohatera. Ojciec Adriana zapłacił za to głową. Skrzypce Storioniego, o dźwięku przywołującym anioły, siały śmierć i przynosiły cierpienie. Były doskonałe, więc budziły pożądanie zła.

Sara;

W powieści zło ujęte w system w postaci hiszpańskiej inkwizycji, hitlerowskiego nazizmu, reżimu gen. Franco i innych przykładów straszliwego okrucieństwa wobec odmiennych postaw życiowych przeplata się ze złem indywidualnym, wykrojonym ze zbiorowości, ukazanym w jednostkowym aspekcie. Wszystkie postaci powieści są naznaczone złem, są sprawcami lub ofiarami, są blisko zła i nie mają dokąd uciec. Zło determinuje ich losy, wkrada się pod podszewkę istnienia, jest wszędzie. Wszechobecne i wieczne, niezniszczalne, nieposkromione. Hydra o wielu łbach, które zawsze odrastają.
malarstwo_olejne_Kapelusze_245Adrian Ardevol – po tajemniczej śmierci ojca dostaje się w sidła matki, która z żelazną wolą chce zrobić z niego wirtuoza. Udaje mu się jednak uciec przed nią na studia literaturoznawcze. Zawsze o tym marzył. Wymknął się manipulacji udającej troskę. Poznaje Sarę, jedyną i największą miłość swojego życia. Sara jest artystką, rysuje węglem ludzkie cierpienie. Adrian przeżywa z nią miesiące heroiczne, inicjacyjne, epickie i bezgranicznie szczęśliwe. Ale pewnego dnia Sara nie przychodzi na spotkanie. Od tej pory nie widzą się wiele lat. Adrian szuka jej bezskutecznie. Nigdy o niej nie zapomina mimo upływu lat. Kiedy w końcu ją odnajduje, dowiaduje się, że jego matka wysłała do rodziców Sary sfałszowany list, rzekomo napisany przez Adriana, zrywający znajomość. Miłość syna do Żydówki przeszkadzała jego matce, więc zniszczyła mu życie dla jego dobra. Kolejna odmiana zła.  Adriana od tej pory fascynuje problem teodycei i poświęci wiele lat swojej pracy uniwersyteckiej na zgłębianie tego zagadnienia.  Zło stanie się kontekstem jego życia, pochodzenie zła i jego istota staną się ośrodkiem jego świadomej refleksji, a stąd już droga prowadząca do wyzwolenia. Adrian jest bowiem bohaterem naznaczonym złem wyniesionym z pozbawionego miłości domu rodzinnego, ale jest również naturą przeznaczoną do transformacji, do duchowego oczyszczenia. Miłość do Sary staje się dla niego szansą na wyzwolenie z zaklętego kręgu. Miłość bowiem jest aktywną, twórczą siłą, posiadającą moc transformującą. I tylko ona jest w stanie stawić czoło złu. Adrian zna już 13 języków, staje się błyskotliwym erudytą i pisze książki z dziedziny historii idei. Dziedzictwo ojca wykorzystał do tropienia zagadki istnienia, z dominującym motywem zła. Ale po ojcu przejął również mroczną fascynację starymi rękopisami. Tak jak on czuje mrowienie w palcach i suchość w ustach, gdy widzi rękopis Kartezjusza. I tak jak on pożąda doskonałości, aby nadać sobie znaczenie. Piekło zawsze jest gotowe wtargnąć do naszej duszy. Gra również na storionim, żeby poznać historie, które pozostawiły blizny na jego skórze. Wierzy w ocalającą moc sztuki, która wywodzi się z nieskończonej samotności człowieka. Wierzy również w miłość do Sary, która wydobywa z niego dobro. Po 20 latach tragicznej  rozłąki zamieszkują razem. Oboje pracują w oddzielnych pokojach, Adrian nad książką, Sara nad obrazem. Wspierają się wzajemnie i podziwiają. Kocham cię. Ja bardziej. Każde z nich nosi w sobie swój ból. Sara namawia go, aby odnalazł prawdziwego właściciela skrzypiec  i zwrócił je, zło bowiem trzeba naprawić. Adrian, który kocha Sarę, zmaga się teraz ze swoją ciemną naturą. Nie chce oddać skrzypiec, wielbi je, skrzypce są żywe, ich drewno jest jak wino. Są one jednak przełomem w życiu Adriana. Dokonują jego przeobrażenia, dobro powstaje w Adrianie pod wpływem miłości Sary i przylega do zła. Gdy mocują się w nim obie części jego osobowości, Sara nagle dostaje udaru mózgu i zostaje sparaliżowana. Tetrapelgia. Tetra oznacza cztery, -pelgia oznacza uderzenie, nieszczęście. Sara jest nieszczęśliwa do potęgi czwartej. Greka potrafi ogarnąć dramat ludzkości.  W tym momencie wszystkie fundamenty, na których wspierał się Adrian w życiu, leżą w gruzach.  Opiekuje się nią do końca. Oddaje skrzypce. Nie wie, że los zadrwił sobie z niego, gdyż skrzypce trafiają do oszusta. Zło bowiem nigdy nie umiera.
ksiega_mod
Po śmierci Sary Adrian pisze dla niej wielką spowiedź swojego życia, swoje confiteor. Wszystkie historie, począwszy od dramatu brata Michała po oddanie skrzypiec, zostają tu opisane. Wszystkie te historie domagały się nazwania i opisania i to one wybrały Adriana na wykonawcę. Zapis tych wydarzeń, wiążący ze sobą czasy współczesne z odległymi, odbiera moc złu. Wszystko, co utrwalone w sztuce, bierze udział w kosmogonii, w stwarzaniu nowego świata. Rękopisy i stare przedmioty nadal żyją i organizują historię świata, rękopis Adriana również przechodzi do historii, ale i do tworzenia nowego życia.
W życiu odbywamy podróż w jedną stronę, a potem wracamy do początków, o ile śmierć nam nie przeszkodzi. Adrian, chory na Alzheimera, nie poznając nikogo, udaje się duchem do klasztoru Burgal i staje się bratem Michałem, który zamyka opustoszały klasztor. Na jego śmierci wyrasta już inna historia, jakby nosił w sobie nasiona świerku i skrzydlaki klonu. Żegnaj ukochany pejzażu.

Jaume Cabre, Wyznaję, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2013;

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , | 2 Komentarze

O sztuce chwytającej za gardło. Patrick White: „Wiwisekcja”

Wiwisekcja_Patrick-White,images_big,17,978-83-7495-889-9Hurtle Duffield, cudowne dziecko w prostej rodzinie angielskich imigrantów żyjących w Australii przed I wojną światową, kilkuletni dorosły, uzdolniony artystycznie, obcy wśród swoich. Pożerany przez tęsknotę do innego świata, w którym światło i barwa otwierają drogę jego przeznaczenia, prześwietla ludzi i zjawiska na wylot, wwierca się w rdzeń tajemnicy. Matka jest praczką u bogaczy i zabiera go czasami ze sobą, a on jest tu kuszony demonami piękna. Pani Courtney – esencja dystynkcji i magnetycznego zapachu, szelest sukien sunących przez pokoje, kapelusz jak kołyszące się na wodzie łódki. Jej ułomna córka – Rhoda, przejrzysta jak światło księżyca, z garbem sterczącym z pleców, jest wstydliwą rysą, pęknięciem, dysonansem w tej arystokratycznej rodzinie. Pani Courtney pragnie więc  mieć tego mądrego, przedwcześnie rozwiniętego chłopca na własność, pragnie czuwać nad jego geniuszem, gdyż jest przeznaczona do wielkich zadań. Adoptuje chłopca, przeznaczając na to dla jego rodziny stosowną sumę pieniędzy. Jest to pierwsza lekcja życia dla przyszłego malarza. Odtąd będzie tropił z zawziętą pasją prawdę o życiu i tłumaczył ją na własny język. Linie, kolory, plamy i arabeski staną się wewnętrzną gramatyką tego języka. Z ich pomocą będzie dokonywać wiwisekcji, bezlitosnej i odartej ze złudzeń.
Pani Courtney, zwana od tej pory maman, uczy swoje kupione zwierzątko przywiązania do rodzinnych wartości. Pewnego dnia położy swoją dłoń na jego karku i pchnie jego głowę między wiszące w szafie suknie, podczas gdy on zachłyśnie się rozkoszą  jedwabnych ciemności, zapachem jego pani. Innym razem w napadzie czułości podała mu czekoladkę ze swoich ust, po czym ssali ją oboje, na przemian. Aura wokół nich gęstniała od dreszczy. Tymczasem on wkładał już swoje ręce w ciepłe wnętrzności świata, które domagały się wyrażenia.  Również Rhoda była dla niego źródłem i uwerturą dla jego późniejszej twórczości. Rozpoznawał w niej cząstkę siebie, swoje kalectwo, chorobliwość, odrzucenie przez swoich i wieczną samotność. Gdy kiedyś przyłapał ją nagą w łazience, potem dręczyło go światło, które chciał namalować w klatce jej żeber.
Dorasta wkrótce do opuszczenia tego domu, gdyż tylko po zamknięciu drzwi za etapem życia może ono stać się życiem powtórnym, materiałem doświadczenia, z którego można czerpać wiedzę. W ten sposób człowiek rozrasta się i ogromnieje, by czerpać z siebie jak ze źródła. Hurtle zaciąga się na wojnę i nigdy już do rodziny nie powraca.

Nance – brudna i czysta;

Egon_Schiele_020Po powrocie z wojny spotyka na swojej drodze prostytutkę Nance, która zaprasza go do siebie i obiera jak owoc z łupiny. „Teraz także jego ręce świerzbiły, by dotknąć swojskich gruszek z brunatnymi sińcami, rozciętego na pół soczystego kawona, miąższu wszystkich owoców świata.” Nance ofiarowuje mu swoją miłość i jest to jedyny kochanek jej życia, którego sobie wybrała. Dzięki niej tryska z niego sztuka. Nareszcie otwierają się ukryte drzwi w jego rozgorączkowanym mózgu i już nie wątpi, że będzie umiał przetłumaczyć świat na własny język. Przed oczami wije się rój obrazów przenikających wszystkimi zmysłami do krwi. Spotyka się z Nance, a potem w rozedrganej pasji próbuje wyszarpać swoją wizję i zmaterializować na obrazie. Bierze sobie na własność jej formę po latach błądzenia po omacku. Zaczyna sprzedawać swoje pierwsze obrazy parujące jego krwią. Teraz może sobie wybudować dom na skraju buszu, aby odizolować się od świata i tworzyć. Tam fascynują go skały, kamienie w formach zwierzęcych, które chciał obnażyć aż do rdzenia, do „żywych nerwów materii”. Maluje z wyschniętym gardłem. Nance przestaje mu być potrzebna, wycisnął z niej jej soczystą treść potrzebną jego sztuce, a teraz pozostały już tylko łachmany jej ciała. Wypatroszył ją żywcem. Przeraził się własnym autoportretem, na którym namalował prawdę o sobie. Ona pisze do niego: „Leżę rozpłatana z mózgiem na wierzchu i trzewiami jak zwierzę w jatce. ” Wkrótce tak się stanie, gdy znajdzie ją rozbitą na skałach. Sztuka zakwita na śmierci, żywi się płomieniem trawiącym życie. Czy zatem twórca jest tylko medium pośredniczącym w tym, co nieuniknione?

Hero – czysta i diabelska;

Egon+Schiele+-+Woman+in+Black+Stockings+(Valerie+Neuzil)+Podwójność bohatera, jego wewnętrzna rozpiętość między małością, nikczemnością jego pochodzenia a wielkością artysty jest źródłem przyciągania pokrewnych aspektów psychicznych w osobach kobiet. Brudna Nance o czystym sercu zostaje zastąpiona przez Hero, Greczynkę, żonę bogatego armatora, którego nie kocha, ale wyszła za niego dla pieniędzy. Czując podświadomie swoją zwierzęcą, prymitywną naturę, stylizuje się na kobietę czystą i przepełnioną dobrocią. Hurtlie przeżywa z nią wybuchy namiętności, gdyż pod powierzchnią drobnej, zatroskanej o losy zwierząt i ludzi kobiety kryje się rozbuchane diabelstwo jej żądz. Oboje z mężem otoczeni są aurą ciemności. Adoptowaną córkę po niedługim czasie odsyłają z powrotem do tubylczej matki, a nadmiar kotów rozwiązują jednym zręcznym posunięciem, topiąc je po uprzednim zamknięciu ich w worku. Duffield czuje ich mękę, bo jest z nimi spowinowacony. Jego również sprzedano, zamkniętego w worku, i od tamtej pory jest tym faktem naznaczony na zawsze. Zdradzony przez rodzinę, u źródła swojej egzystencji, będzie odtąd zawsze żył w tym schemacie, tropiąc zdradę, fałsz i nieczułość u siebie i u innych. Sztuka stanie się dla niego tragicznym lustrem życia, poszukiwaniem prawdy, a jednocześnie ocaleniem przed śmiercią.
Maluje więc obraz: „Nieskończoność kotów”, na którym pieści pędzlem skazane na śmierć koty. Namaluje również siebie i Hero w scenie intymnej, przedstawionej jako akt samozniszczenia kobiety, z determinacją mierzącej we własne serce. „W gorącym, zakurzonym pokoju członek mężczyzny gorzał i tryskał, podczas gdy kobieta z zamkniętymi oczami i otwartymi do krzyku ustami wahała się między pawimi barwami żądz a upragnionym śmiertelnym ciosem”.  Obraz ten stał się przyczyną teatralnej próby samobójczej Hero, która zrozumiała, że swoją duszą –  tonącą jak koty –  żywiła swego kochanka, że fragmenty jego wizji od niej użyczały barw i kształtów.  Pragnie więc egzorcyzmów na greckiej wyspie, pragnie odrodzenia po zdradzeniu męża, pożąda czystości, ale jej wysiłki spełzają na niczym. Mityczna wyspa Perialos okazuje się upiornym teatrem zaludnionym przez cienie i fantomy, odpryski diabelskiego chichotu. Hurtle tęskni już tylko do powrotu i do rozstania. Dla niego istnieje tylko życie toczące się we wnętrzu jego czaszki. Następna kobieta nadstawiła gardło pod nóż.

Kathy – muzyczna i perwersyjna;

schiele.sitting-womanU progu starości Hurtle`a,  w jego spróchniałym domu, zżartym przez ruinę, pojawia się kilkunastoletnia długonoga Kathy Wołkow, magnetyczna mieszanka szkocko – rosyjska, z długim warkoczem i złotym światłem wokół smukłej figury. Mieszka tuż obok z matką, ojciec odszedł od nich dawno temu, a ona próbuje swoją samotność i ból wyrazić w muzyce. Jest wybitnie uzdolniona muzycznie i zapowiada się na wielką pianistkę. Hurtle natychmiast odgaduje duchowe pokrewieństwo, jakie ich łączy, a ona odczuwa w nim utraconego ojca. Pewnego dnia wkłada więc swój język do jego ust i trafia celnie w miąższ jego serca. W tym momencie kosmiczna układanka osiąga pełnię. Od tej pory Kathy i jej perwersyjny raj zawładną życiem bohatera do całkowitego samozniszczenia. Okazuje się bowiem, że tej dziewczyny nie da się zatrzymać, nie można nią zawładnąć z powodu jej pasji, bo choć Kathy pożerała malarza swoimi lepkimi pocałunkami, zawsze odchodziła na czas do swojej muzyki.  Próbował znowu ją malować, aby uwolnić się od bólu, mąk zazdrości i tęsknoty w płonącym labiryncie swojego umysłu. Pochylała się nad fortepianem na obrazie, udręczona swoją muzyką, wiła się z bólu. We wnętrzu fortepianu leżał skulony tygrys, a klawisze były z lekka wygięte jak pazury. Jej długi warkocz smagał muzykę. Obrazy jednak nie przyniosły ulgi. Teraz to Hurtle stał się obiektem wiwisekcji, to z niego wydzierano trzewia, aby udoskonalić muzykę. Mała Kathy bowiem od czasu poznania malarza gra coraz lepiej i dlatego zostaje zaproszona do słynnej szkoły muzycznej w Melbourne dla dalszego kształcenia. Właśnie ma wyjeżdżać, przyszła do niego po raz ostatni, jego morderczyni, „O Boże, jak kochał swoją Kathy, gdy razem płynęli przez najgłębsze w świecie morze”, ale zaraz potem zniknęła, a on zapłakał bezgłośnie. „Nikt nie mógł usłyszeć skomlenia tego rzekomo wielkiego człowieka.” Nie miał żadnych szans w walce ze sztuką o swoją kochankę. Życie zatoczyło koło i zwróciło mu jego własną wiwisekcję. Wszystko bowiem zawsze powraca do źródła.

Śmierć w kolorze indygo;

smierc_pozujeW następnych latach Hurtle powoli wkracza w głąb lądu ofiarowującego nieskończone możliwości. Podczas ostatnich tygodni życia pracuje nad jednym tylko obrazem, sumą swojego życia. Są tu kąpiące się konie i ich brzuchy mieniące się od światła i ruchu, dziewczyna w różowym kapeluszu i drżenie jej piersi pod sukienką, światła i cienie na jej skórze, bury kot przemykający o zmierzchu i Bóg chwytający za gardło. Malarz jest w stanie łaski. Pracuje gorączkowo śmiałymi, swobodnymi pociągnięciami pędzla. Czuje, że coś z zewnątrz kieruje jego ręką. Miesza farby aż do uzyskania nieosiągalnego błękitu. „Przez całe życie dążył do tego zawrotnego błękitu. Dosięgał teraz nieuchwytnego indygo.” W tym momencie odkrył tajemną zależność między życiem i sztuką. Życie wsącza się w sztukę i tworzy jej wielkość, samo umierając i gasnąc. Sztuka żywi się człowiekiem, jego bólem, ciałem, rozkoszą, samotnością, to ona dokonuje wiwisekcji. Wnika w artystę i nożem przecina mu gardło. A potem wyszarpuje jego wnętrzności, bo tak się składa ofiary wszystkim bogom. Dlatego sztuka nigdy nie umiera, ale zawsze ma właściwości swojego twórcy i staje się podobna do człowieka. W ten sposób człowiek odradza się w sztuce i ma możliwość urzeczywistnienia nieskończoności.

Okrucieństwo ma ludzkie serce
A zazdrość ludzką twarz
Strach boską postać człowieczą
A tajemnica ludzką szatę.
Ludzka szata jest wykuta z żelaza
Ludzka postać jest ognistą kuźnią
Ludzka twarz zapieczętowanym paleniskiem
Ludzkie serce głodną gardzielą…  (William Blake )

Patrick White: „Wiwisekcja”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., Warszawa 2010;

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , | Wyślij komentarz

Pierwotna mądrość baśni. Ursula K. Le Guin: „Czarnoksiężnik z Archipelagu”

Czarnoksieznik_z_Archipelagu1„Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie –
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła”
(Pieśń o stworzeniu Ea )

Pierwsza część ogromnego dzieła pt. „Ziemiomorze” – powieści z gatunku fantasy – wprowadza czytelnika w magiczną aurę transformacji świata za pomocą czarów, przemian osobowości i tajemnych znaczeń wszystkich elementów rzeczywistości. Wczytując się w nią głęboko, rozgryzając twarde pestki słów i przemierzając otchłanne przestrzenie metafizycznych światów wraz z bohaterami, doznajemy  alchemicznej przemiany i iluminacji, aby już nigdy nie powrócić do starej powłoki.
Poszarpane linie brzegowe wysp Archipelagu, spowite burą mgłą, skalne urwiska, w których wyją złowieszcze wichry, domy przytulone do zboczy gór – to kraina słynna z czarnoksiężników.  Główny bohater, zwany w okolicy Krogulcem, zaczyna zgłębiać tajniki sztuki czarnoksięskiej. Posiadł już sztukę znajdowania, związywania, naprawiania, otwierania i odsłaniania. Zna zaklęcia wywołujące złudzenia i potrafi tkać mgłę, w której pojawiają się dziwne kształty i widziadła, pierzchające postaci, migoczące ze wszystkich stron i wprawiające hordę najeźdźców w osłupienie.   Wkrótce przybywa do niego słynny mag z innej wyspy, który usłyszał o jego uzdolnieniach, aby nadać mu imię – Ged i przygotować dla niego obrzęd inicjacji. Po tych uroczystościach chłopiec ma pójść za nim, aby pobrać stosowne nauki. Ged idzie więc za mistrzem Ogionem w świat i gorączkowo czeka na naukę zaklęć i czarów. Głowa płonie od pożądania, serce dygocze, wyobraźnią opętane, znać mowę zwierząt, rozumieć język liści, umieć się przeistaczać w każdy kształt, już, teraz, natychmiast, dlaczego nic się nie dzieje? „Mistrzu, kiedy się rozpocznie moja nauka?” – „Już się rozpoczęła” – mistrz na to. Przedsionkiem wszystkich czarów jest tajemnica poznania. Imię każdej rzeczy kryje w sobie jej istotę, rdzeń najgłębszy, jej wewnętrzna substancję. Czary polegają na dotarciu do imion wszechświata. „Gdy poznasz czworolistek we wszystkich porach roku, jego korzeń, liść i kwiat, gdy poznasz go po wyglądzie, zapachu i nasieniu, wtedy będziesz mógł nauczyć się jego prawdziwego imienia, bo będziesz znał jego istotę”. Ged jednak pragnie mocy, władzy na światem, pragnie czarami oczarować ludzi. Nie może znieść czekania, trzeba mu pokory, ale jeszcze nie wie o tym. W chacie Ogiona zgłębia runy – tajemnicze znaki mitycznego języka, który pojawił się wraz z wyłonieniem się wysp z morza. Niecierpliwość jednak  gna go dalej. Chce dostać się do szkoły czarnoksiężników na Wyspie Mędrców, więc Ogion daje mu pozwolenie. Otrzymuje od niego pismo polecające i odpływa statkiem „Cień”, który mimo przerażającego sztormu dociera w końcu do celu. W szkole czarnoksiężników poznaje Arcymaga o srebrnych włosach i w momencie spotkania z nim doznaje łaski wiedzy. Przez ułamek czasu rozumie mowę zwierząt, kształt chmur i język fontanny. Ale to tylko moment olśnienia, nagły zryw iluminacji, blask przeczucia o nieskończonej otchłani wszechświata.
Nazgule
Ćwiczy zawzięcie, z pasją i gorączką, ćwiczy w obłędzie. Chce zamienić kamień w diament, ale kamień po chwili wraca do swojej postaci. Dlaczego? Kamyk jest samym sobą, okruchem skały i częścią świata. Aby zmienić skałę w diament, trzeba znać jej prawdziwe imię – Mistrz Sztuk śpieszy z objaśnieniami. A to oznacza zmianę świata i pociąga za sobą konsekwencje. Można zakłócić w ten sposób równowagę świata. Ged jest rozczarowany, targa nim pożądliwość. Znowu te imiona. W Wieży Osobnej mieszka Mistrz Imion. Tam uczniowie poznają imiona każdego skrawka świata, każdego miejsca, rzeczy i stworzenia. „Albowiem magia zawiera się właśnie w tym: w prawdziwym nazywaniu rzeczy.”
Od tysięcy lat utożsamiało się imię z duszą człowieka. Znając prawdziwe imię jakiejś osoby można ją przekląć i w ten sposób zniszczyć jej duszę. W mitach odkrycie imienia  dawało władzę nad człowiekiem. Z tego powodu powstało również  swoiste tabu związane z imieniem. „Nie wzywaj imienia Boga nadaremno”, „Nie wywołuj wilka z lasu” – w tych językowych związkach frazeologicznych można się dopatrzeć mitycznych korzeni zakazów związanych z niebezpieczeństwem igrania z imionami. Kryje się za tym przekonanie, że imię, czyli prawdziwa istota rzeczy, to zaklęcie, uruchamiające łańcuch zdarzeń nieprzewidywalnych. Wynika z tego, że sednem magii jest poznanie, dotarcie do jądra zjawiska, zrozumienie najgłębszych praw wszechświata, ujrzenie rzeczy od środka. W ich pramaterii i pierwotnym zawiązywaniu się.  Tylko wtedy można się będzie posłużyć wiedzą w celu oddziaływania na przebieg zdarzeń. Tego uczy szkoła czarnoksiężników na Wyspie Mędrców.

„Rozprucie w tkaninie świata”;

dark-hedges-5Ged doskonalił się w sztuce czarnoksięskiej coraz bardziej, aż stał się najzdolniejszym z uczniów. Coraz bardziej wzrastała w nim koncentracja i pewność siebie. Podążając cierpliwie ścieżką wiedzy i światła, uruchomił jednak groźne, czające się w załomach murów siły ciemności. Jak Mefistofeles, który unicestwiał zamiary Fausta, tak rósł cień Geda, przeciwstawiając się jego duszy. Taka jest bowiem zasada świata. Cień zawsze towarzyszy człowiekowi, będąc jego ograniczeniem, słabością i przeciwieństwem. Jest koniecznym elementem życia dążącego do równowagi. Gdyby nie było cienia, życie na skutek nadmiernego rozwoju musiałoby zniknąć. Cień człowieka pochodzi z jego własnej psychiki, z najgłębszej jej części i karmi się światłem. Są to wszystkie ograniczające przekonania, ograbiające z sił reakcje, szydercze podszepty, wampiryczne ukąszenia, przewrotne, autosabotujące działania. Jeżeli cień traktuje się jak wroga, człowiek idzie na wojnę, z której nie wróci. Z cieniem bowiem można i należy się dogadać, oświetlając go światłem wiedzy i zrozumienia i wnikając w jego wewnętrzną strukturę. Wtedy stanie się cud, gdyż cień przestanie nad nami panować, a jego siłę będzie można przekształcić na własną korzyść. I to się nazywa zjednoczenie przeciwieństw – pełnia duchowa, dająca  wielką moc.
Ged miał w szkole swój cień osobisty w osobie najzawziętszego rywala – Jaspera, który nie mógł znieść jego osiągnięć. Dlatego sprowokował Geda do pokazania największej sztuki czarnoksięskiej – wywołania ducha zmarłej. Tej nocy Ged wywołał jednak również siły ciemności, drzemiące w świecie, gdyż naruszył swoimi czarami kosmiczną równowagę świata. Jego moc była tak wielka, że czuł promieniowanie boskich sił wokół siebie. Na wzgórzu sięgającym gwiazd, po śpiewnej inkantacji zaklinającej, pomiędzy rozpostartymi ramionami Geda „zajaśniało blade wrzeciono światła, w którym pojawił się kobiecy kształt. Potem żółty owal zajaśniał silniej, rozszerzył się i rozprzestrzeniał jak rozdarcie w ciemności nieba i ziemi, rozprucie w tkaninie świata”. Z tej obłędnej jasności wypełzła jednak ciemność i skoczyła Gedowi do gardła. Wielki czyn uruchomił bowiem potęgę ciemności. Natychmiast zjawił się Arcymag, aby swoimi czarami przywrócić równowagę świata, siły światła i ciemności wyrównały się, a cień, który poszarpał ciało Geda, znikł.
dkm1
Długa choroba Geda po tym zdarzeniu była wynikiem niewłaściwego użycia jego mocy. Powodując się pychą, rzucił zaklęcie, nad którym nie panował i wyzwolił jedną z Mocy Przeciw – Życia, pochodzącą stamtąd, gdzie nie ma imion. Odtąd dał jej władzę nad sobą. Musi więc opuścić wyspę i udać się w świat, aby spełnić swoje przeznaczenie. Trzeba zmierzyć się ze smokiem, zagrażającym ludziom na sąsiednich wyspach, aby odkupić swój czyn.
Smok jest symbolem złych mocy, które trzeba pokonać, aby mogło zapanować dobro. Dlatego w ikonografii chrześcijańskiej spotykamy przedstawienia Chrystusa depczącego smoki, a także sceny walki św. Jerzego ze smokiem. Ged zmierzył się ze złowrogim smokiem, korzystając z duchowych źródeł mocy. Smok znał imię cienia, który ścigał Geda, zatem próbował skusić tym bohatera, żeby odstąpił od swoich żądań. Ged znał imię smoka, więc miał nad nim władzę, ale nie zgodził się na warunki przeciwnika. Kazał mu złożyć przysięgę, że już nigdy nie zagrozi ludziom na wyspach. Zrezygnował tym samym z osobistych celów w imię wyższego dobra. W ten sposób ujarzmił nie tylko smoka, ale również swoją zwierzęcą, instynktowną naturę i poddał ją swojej woli. Osiągnął dzięki temu wyższy stopień swojego duchowego rozwoju.

Wieża;
S1-210x300Poszukując sposobu ocalenia się przed cieniem, Ged trafia do tajemniczej wieży, w której mieszka stary, zimny człowiek ze swoją młodą żoną, a oboje są strażnikami zaklętego kamienia, ukrytego w podziemnych lochach wieży. Wiedziony przez siły ciemności na zgubę, tutaj, w posępnej wieży, przechodzi przez kolejną próbę wiodącą do wtajemniczenia. Kuszony przez piękną kobietę obietnicą zdobycia imienia swego cienia, jeżeli dotknie kamienia, wychodzi z tej próby po raz kolejny zwycięsko. Nie dając się zwabić w pułapkę, ucieka z wieży pod postacią sokoła. Sokół jest atrybutem wielkich bóstw solarnych, ucieleśnieniem ich mocy i właściwości światła. Wg wierzeń indiańskich jest symbolem nadnaturalnego alter ego człowieka. Towarzyszy mu dewiza: Post tenebras spero lucem – Po ciemności oczekuj światła. Po upadku z wieży, czyli uniknięciu pułapki, Ged – sokół leci w kierunku wyspy, na której mieszka jego stary mistrz – Ogion i siada mu na ramieniu. Czas zatoczył koło jak sokół. Mistrz Ogion daje swojemu uczniowi mądrą radę. Jeżeli chce na zawsze pozbyć się cienia, musi poszukać tego, co jego szuka. Trzeba powrócić do samego początku i zawrzeć ten początek w swoim istnieniu. Poszukać źródła. Tak się też staje. Ged ściga swój własny cień tak długo, aż staje z nim twarzą w twarz i wymawia imię cienia, które jest jego własnym imieniem. „Ged wyciągnął przed siebie ramiona i objął swój cień, swoje czarne ja, które równocześnie sięgnęło ku niemu. Obaj stali się jednością światła i ciemności.” Ged stał się w ten sposób całością, czyli tym, „kto przeżywa swoje życie w imię życia – a nigdy w służbie zniszczenia, cierpienia i ciemności.”

Baśniowy Tarot;

Tarot-deck-smallBaśnie są prastarymi opowieściami o rzeczywistości duchowej człowieka. Powstały wraz z narodzinami języka. Opowiadają o bohaterach, którzy poprzez swoje baśniowe przygody kontaktują się z własną podświadomością i inicjują swoją przemianę duchową. Baśnie ukrywają w ten sposób archaiczną mądrość, która może być uznana za magię życia. Wszystkie przygody Geda w opowieści „Czarnoksiężnik z Archipelagu” są doświadczeniami jego własnej duszy podczas poszukiwania swojej tożsamości. Czary dzieją się zawsze i wszędzie. Kluczem do nich jest tajemnica poznania samego siebie i poznanie świata.
Źródłem tajemnej wiedzy o ewolucji duchowej człowieka jest również Tarot. Wielkie Arkana od numeru pierwszego do dwudziestego pierwszego przedstawiają kolejne etapy rozwoju duchowego psychiki ludzkiej. Znajdują się tam wszelkie archetypy zbiorowej nieświadomości odkryte przez Junga. Dwie pierwsze karty ukazują Maga i Kapłankę. Ponieważ korzenie Tarota tkwią w starożytnym Egipcie, Maga można uznać za echo postaci Hermesa Trismegistosa. Mag chce oczywiście manipulować światem przy pomocy magii, tak jak bohater naszej opowieści. Otrzymuje jednak ważną wskazówkę – należy najpierw poznać prawdziwe imię każdej rzeczy. Kapłanka w Tarocie symbolizuje boską mądrość, czyli zrozumienie, dlaczego rzeczy funkcjonują w taki, a nie inny sposób. Kapłanka naucza, że zdolność pojmowania i wiedza znajdują się we wnętrzu człowieka. To jest podstawa każdej magii w życiu. Te karty więc ze swoją symboliką otwierają każdą czarodziejską przygodę. Ged w trakcie swoich zmagań kontaktował się często ze swoimi mentorami, których w kartach symbolizuje postać Pustelnika. Eremita posiada głęboką wiedzę o sobie samym i świecie, gdyż znalazł ją w samotności. Wszyscy nauczyciele Geda kierowali go w głąb własnej duszy. Przygoda ze smokiem natomiast może być połączona z kartą Moc, gdyż odnosi się do panowania nad zwierzęcymi skłonnościami i biologiczną naturą człowieka.
Wszystkim poczynaniom człowieka towarzyszy duch zniszczenia i negacji, czyli Diabeł w Tarocie, wielki cień, mrok świata. O relacjach z cieniem opowiada cała pierwsza część „Ziemiomorza”. Jest to bowiem najistotniejsze zadania egzystencjalne dla człowieka – poznać swój cień i samego siebie. Podczas burzliwych zmagań z cieniem trzeba też upaść z wieży, co w Tarocie symbolizuje bolesny upadek starych przekonań i oczekiwań. Karta „Wieża” sąsiaduje z kartą „Diabeł”. I ten upadek również znajduje się w opowieści. Wreszcie najważniejsze przesłanie – zjednoczenie przeciwieństw, które kończy zmagania bohatera. Jeśli 21 kart Tarota podzielić na trzy części, po 7 każda, to okaże się, że każdą część zamyka karta zjednoczenia przeciwieństw. Jest to opatrzony liczbą 7 cykl doskonałości każdego rozwoju, dopełniony ideą zjednoczenia. Daje to bowiem wielką siłę nad sobą. A jest to najpotężniejsza magia w życiu – władać samym sobą i znaleźć w sobie wszystkie aspekty psychiczne, chroniące przed złem, samotnością i cierpieniem. W baśniach i innych duchowych przekazach ludzkości możemy znaleźć wszelkie wskazówki, jak to uczynić.

Ursula K. Le Guin: „Ziemiomorze”, Prószyński i Sp -ka, Warszawa 2013,

Udostępnij na:
Dział: Literatura piękna | Tagi: , , , , | Wyślij komentarz

O istocie przemiany duchowej. Jadwiga Wais: „Gilgamesz i Psyche”

„Jak więdnie kwiat i młodość przemienia się w starość,
tak kwitnie każdy stopień życia póki trwa,
tak kwitnie każda mądrość, cnota i wytrwałość
przez cały darowany jej kwitnieniu czas.

Wołaniu życia musi serce nasze sprostać,
pożegnać się i zacząć bez daremnej łzy.
A w każdej nowej rzeczy piękno znaleźć można,
które od złego chroni i pomaga żyć.

Mijać miejsce za miejscem trzeba bez goryczy,
nie krępować przeszłością swych następnych dni.
Duch świata nie chce więzić ani ograniczać –
chce nas stopień po stopniu poprowadzić wzwyż.

Gdy czujemy się swojsko, już nam grozi gnuśność –
ledwo domem się stanie jeden życia krąg.
Tylko ten swej wolności nie straci na próżno,
kto gotowy na podróż i nieznany los…” ( Hermann Hesse)

marcz20Wiersz „Stopnie” Hermanna Hesse stanowi przejmujące świadectwo istoty przemiany duchowej, którą zajmuje się autorka w swojej książce. Ukazuje on poruszanie się duszy wzwyż, kolejne stopnie duchowego rozwoju, w którym najważniejsza jest wolność człowieka, a nie osiągnięcie czegoś konkretnego. Przeszłość w tej poetyckiej i filozoficznej koncepcji należy zostawić bez żalu za sobą, nie oglądając się za siebie, jeżeli została zakończona. Przeszłość bowiem powinna być tylko cenną inspiracją dla teraźniejszości, a nie blokadą hamującą rozwój. Najgłębszą potrzebą człowieka jest trwać przy sensie, jaki odczuwamy w głębi naszej psychiki, a zatem poszukiwanie siebie jest fascynującym procesem przemiany duchowej.
Podobnie przejrzysty obraz przemiany duchowej spotykamy w Starym Testamencie, w wizji Jakuba, który ujrzał we śnie drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba. Zstępowały po niej i wstępowały anioły, a Bóg zapewniał Jakuba o swej opiece. Boskim wehikułem procesów przemiany jest tutaj właśnie drabina, która prowadzi w górę i w dół jak płynny oddech. Dla tantryków proces przechodzenia przez kolejne czakry jest wspinaniem się energii duchowej w górę i schodzeniem w dół po „drabinie” naszego kręgosłupa. Starotestamentowy Jakub we śnie dotarł do istoty wszelkich procesów stopniowej przemiany jako koniecznego elementu życia, które podlega rozwojowi.
kafka-proces3
Ideą przemiany zajmuje się również Franz Kafka w swojej słynnej powieści – „Proces”. Tytułowy proces symbolizuje wewnętrzny akt dojrzewania do zmiany osobowości głównego bohatera. Józef K. skończył 30 lat, a w jego życiu duchowym panuje martwa cisza. Bohater ma często wrażenie, że się dusi i brakuje mu powietrza. Napastowany przez manie prześladowcze żyje w szarej próżni. Świat zewnętrzny w powieści jest doskonale zsynchronizowany ze światem wewnętrznym bohatera. Gdy brak więzi ze sobą i światem, gdy miłość została wygnana z życia, a ludzi traktuje się wyłącznie użytkowo – jak marionetki, którymi chce się sterować dla własnej korzyści, dopada człowieka wyobcowanie, a jego duchowość przybiera formy złowieszcze i niebezpieczne. Proces sądowy, w który uwikłany jest Józef K., jest jego własnym doświadczeniem wewnętrznego więzienia, symbolem egzystencji szczelnie zamkniętej i opancerzonej.  W duszy bohatera mieszkają koszmary, które przybierają formy sadomasochistyczne. Józef K. zostaje oddany w ręce srogiego Saturna – władcy ciemności, który rządzi procesami dezintegracji wewnętrznej, melancholii i rozpadu. Trzeba jednak przez to przejść, aby osiągnąć harmonię wszystkich elementów psychiki.   Apatia, poczucie pustki, niemożność przeżywania głębszych uczuć, zaklęcie w kamień jak w mrocznej baśni – wiodą do konieczności skontaktowania się z jungowską animą w swojej duszy. Anima w psychologii głębi, stworzonej przez  Junga, jest żeńskim aspektem psychiki, źródłem żywej duchowości i obfitości wewnętrznej. W powieści rolę tę spełnia Leni – pielęgniarka i kapłanka duszy. Józef dostaje od niej klucz, na który pada światło księżyca. Jest to klucz wiodący do wtajemniczenia w egzystencję. Proces przemiany duchowej toczy się dalej. Kierunek został wskazany, a teraz trzeba przejść przez śmierć starej osobowości, by mogła narodzić się nowa.

Idea przemiany w terapii Junga;
522978_285800258162717_100001982368212_604600_1255194832_n

Carl Gustaw Jung,  pracując w klinice psychiatrycznej ze swoimi pacjentami, traktował proces terapeutyczny jako swoisty akt duchowy, polegający na poszerzeniu świadomości pacjenta, które ma doprowadzić pacjenta do uznania świata za taki, jaki jest i uwolnienia się od złudnych wyobrażeń i oczekiwań. Terapia ta łączyła się z konfrontacją z przeciwieństwami, które są miąższem psychiki każdego człowieka, choć konfrontacja ta może być bolesna i dezintegrująca. Trzeba się jednak zgodzić na jasną i ciemną stronę życia, ukrytą w naszym wewnętrznym pejzażu, gdyż antynomie są źródłem dynamiki życia psychicznego człowieka. Stąd bierze się bogate i bujne życie, kipiące od wrażeń, treści i wewnętrznych przygód. Kurczowe trzymanie się jednej strony istnienia i nieuznawanie przeciwieństwa skazuje nas na zamrożenie naturalnego rozwoju, na śmierć egzystencjalną w bezruchu. W psychice natomiast ukryta jest nieograniczona zdolność do przemiany.
Podstawowym przeciwieństwem psychicznym jest przeciwieństwo między świadomością a podświadomością. Tym właśnie zagadnieniem z pasją zajmował się Jung, studiując sny, mity, pisma mistyków i alchemików, jak również starożytne święte księgi Wschodu i Zachodu. Ale to mu nie wystarczyło, zatem dla zrozumienia stanów psychotycznych swoich pacjentów poddał się osobistemu eksperymentowi. Polegało to na opuszczeniu bezpiecznego miejsca uczonego u szczytu sławy i podjęciu samotnej wyprawy w nieświadomość. Trwało to 8 lat. Była to jego osobista inicjacja prowadząca do głębokiej przemiany duchowej. Jung poddał się – unicestwiając w sobie wewnętrzną cenzurę –   działaniu snów, fantazji, wizji, skrajnie negatywnych i absurdalnych uczuć, co miało charakter psychozy i skrajnego napięcia. W tym czasie ulegał stanom destrukcji, silnym atakom lęku i myślom samobójczym, dlatego musiał zrezygnować z pracy na uniwersytecie. Ale zapisywał swoje stany i poddawał je analizie, co pozwoliło mu po latach tej morderczej pracy nad sobą osiągnąć integrację własnej nieświadomości ze świadomością. W ten sposób znalazł się w centrum psychiki, którą nazywał  jaźnią. Docieranie do jaźni manifestuje się w życiu człowieka poprzez odnalezienie siebie i własnej unikalności. Jest to proces naturalny, a zarazem zadanie egzystencjalne dla człowieka, ponieważ jaźń domaga się uznania i zrealizowania. To jest cel długiego jungowskiego procesu indywiduacji, która pojawia się podczas integracji przeciwieństw, gdy woda w nas łączy się z ogniem, jasne z ciemnym, miłość z nienawiścią. Paradoksy te zbliżają człowieka do eksplozji niepojętej pełni życia.

Miłość życia – biofilia;
adic3b3s_1892_alfred-guillou_museo-de-bellas-artes-de-quimper_francia
Interesującą opozycję można również odnaleźć w pismach Ericha Fromma. Jest to przeciwieństwo między biofilią i nekrofilią. Nekrofilia – wyraża się w nienawiści do życia, która we współczesnym świecie związana jest z głębokim deficytem poczucia sensu istnienia. Objawia się to zachłanną konsumpcją, która staje się rodzajem duchowej bulimii. Nuda, izolacja, zawężenie życia powodują bezsilną wściekłość skierowaną przeciwko sobie i światu i uciekanie w ataki konsumpcji, od której człowiek permanentnie się uzależnia. Gdy człowiek nie może bowiem być twórcą, staje się niszczycielem. Gdy nie może kreować swojego życia, a jedynie pasywnie je konsumuje, zaczyna nienawidzić życia, siebie i świata. Nie przeżyty, zahamowany proces życia duchowego, daremne wysiłki, by spełnić własne człowieczeństwo, prowadzą do bezsilności i pustki. Na tej jednak postawie nekrofilskiej można zbudować konstruktywne życie, jeśli się człowiek podejmie trudu przemiany duchowej. Siłę destrukcji można przekształcić w miłość do życia, korzystając z przeciwieństwa, a nie zaprzeczając mu. Na pożywce rozkładu wyrastają bowiem najpiękniejsze kwiaty i dojrzewają owoce życia. Biofilia – miłość życia jest siłą przekształcającą i życiodajną. Oba stany są dwiema stronami tej samej siły, którą można  świadomie zaprząc do konstruktywnego działania, jeśli stać nas na wolność wyboru i przekraczanie naszej egzystencji. Ale to związane jest z decyzją o poszerzeniu naszej świadomości i skonfrontowaniu się z prawdą o sobie, co jest procesem trudnym i bolesnym, choć niezwykle twórczym i rozwijającym.

Eros i Mefistofeles;

1238b402f5_71415081_o2Zygmunt Freud odkrył w swojej wieloletniej pracy klinicznej istnienie dwóch fundamentalnych popędów w psychice ludzkiej: popędu miłości i popędu śmierci, które nieustannie walczą w duszy człowieka. Oba aspekty zostały ukazane w „Fauście” Goethego. Postać Mefistofelesa jest tu uosobieniem zachłannej destrukcji wobec dzieł Erosa jako nieokiełznanej siły twórczej. Mefistofeles jest bezpłodny, więc może tylko niszczyć i wypalać wszystko, co żywe. Żywa konsystencja życia, zapowiadająca tkwiące w niej nieskończone możliwości, jest nieustającą prowokacją dla Mefistofelesa, który niszczy to, co jest samą zasadą życia: jego zdolność do miłości, odradzania się, rozwijania i przeobrażania. Popęd śmierci w postaci Mefistofelesa doprowadził Fausta do całkowitego wypalenia, do martwoty duchowej – zwyciężył on twórcze moce Erosa i zniszczył życie duszy, powiększając obszar ciemności. Faust oślepnie duchowo, a w końcu oślepną też jego oczy. Szatan wiedzie Fausta przez wszystkie pokusy życia, jakich ten doktor filozofii z namiętną determinacją pożądał i dlatego sprzedał duszę diabłu, w ten sposób tracąc siebie. Proces duchowego rozkładu ukazany jest w „Fauście” przez zewnętrzne wydarzenia w życiu Fausta. Znalazł on miłość i zniszczył ukochaną. Ujrzał najwyższe piękno – okazało się złudzeniem. Osiągnął bogactwo – złoto zamieniło się w piasek. Sięgnął po władzę – okazała się grą pozorów. Sens działania Mefistofelesa polega na wiecznym czuwaniu nad tym, by w człowieku nie mogły zanadto się rozwinąć dążenia kreatywne, którymi kieruje Eros. Wejście zatem, przez które przecisnął się diabeł do życia Fausta, było w jego duszy i jest to prawda uniwersalna, dotycząca każdego z nas.
„Więc przeciw twórczej wciąż harmonii
Gdy siłą życia zbawczo tryska
Wyciągasz skurcz szatańskiej dłoni…”
W ludzkiej psychice istnieją dualne pierwiastki, które uruchamiają dynamikę procesów duchowych i przyciągają się wzajemnie, tworząc wzajemny kontekst dla przemiany. Ale czy to będzie eksplozja twórcza, czy martwota duchowa, prowadząca do śmierci za życia – to zależy w dużym stopniu od rozwoju indywidualnej świadomości.
Ścieranie się biegunowych przeciwieństw jest naturalnym procesem w całej przyrodzie. Potrzebny jest ruch wstępujący i zstępujący, strona jasna i ciemna. Nie ma jednego pierwiastka bez drugiego. Gdy poznamy i zrozumiemy samych siebie razem z naszą ciemną stroną, wówczas będziemy mogli świadomie przekształcić ciemną stronę w siłę rozwoju. Uzyskanie natomiast błogostanu i poczucia pełnego bezpieczeństwa w życiu jest złudzeniem. Obsesja ciągłego zabezpieczania się przed życiem wiedzie do zobojętnienia i znudzenia. Trzeba otworzyć się na ból i zranienie. I doświadczać życia jako daru pełnego tajemnic i niespodzianek.
Symbolem zamknięcia się na przemianę jest starożytny  bohater sumeryjskiego eposu – Gilgamesz. Pełen zuchwałej pychy wojownik, odwrócony od miłości i pragnący nieśmiertelności. Miał sen o spadającej na niego gwieździe, który symbolizował konieczność natychmiastowej przemiany, jednak nie wyciągnął wniosków. Odmowa udziału w przemianie duchowej skazuje go na przeraźliwy strach przed śmiercią, na który nigdzie w świecie nie znalazł lekarstwa.
Natomiast w greckim micie Eros łączy się z Psyche, erotyzm łączy się z duchowością i jest to najgłębszy sens mitu. Poprzedzają to konflikty i gwałtowne, dramatyczne doświadczenia, dlatego przemiana bohaterów jest długim i trudnym procesem wzajemnego szukania się i łączenia. Ale w końcu związek miłosny Erosa i Psyche z miłości pełnej lęku i poczucia winy przeobraża się w miłość bezwarunkową.  Umiejętność kochania zostaje nagrodzona przez bogów i dlatego Psyche zostaje obdarzona nieśmiertelnością. Pełnia duchowa nie istnieje bowiem bez rozwoju i przemiany.
„Człowiek żywy jest miękki i uległy,
Umarły – surowy i nieugięty.
Zwierzęta, trawy i drzewa żyjąc
Plastyczne są i ustępliwe.
Nieugięty rygor jest towarzyszem śmierci.”  (Tao)

35981122Jadwiga Wais: „Gilgamesz i Psyche”, ENETEIA, Warszawa 2001;

Autorka w swoich badaniach koncentruje się na zagadnieniach z dziedziny antropologii przemiany duchowej, czyli pogranicza filozofii, psychologii, socjologii, psychologii społecznej, mitologii, baśni i literatury pięknej.

Udostępnij na:
Dział: Eseje filozoficzne | Tagi: , , , , | Wyślij komentarz