Zbudować powieść jak katedrę. Marcel Proust: „Czas odnaleziony” ( „W poszukiwaniu straconego czasu” – t.7 )

11262dNajważniejszym bohaterem tego cyklu powieściowego jest czas, który wyznacza rytm wewnętrznego trwania człowieka. W ostatnim tomie Marcel postanawia odnaleźć sens czasu przeszłego i unieśmiertelnić swoje życie w dziele sztuki. Pod koniec życia odnajduje  w sobie scenę z dzieciństwa, która nigdy w nim nie przeminęła: czekanie na pocałunek matki na dobranoc i dźwięk dzwonka oznajmiający wyjście gości, co oznaczało nadzieję na zjawienie się matki. W głębi niego – po latach – dzwonek wciąż dźwięczał, a także pomiędzy nim a chwilą obecną, cała owa przeszłość rozwijająca się w nieskończoność, przeszłość, którą zawsze nosił w sobie. Pojął, że cały ten czas jego życia był nim, że musiał podtrzymywać z nim związek, że był fundamentem i nie mógł się poruszyć, żeby go nie przesunąć. Dźwięk dzwonka, ta chwila tak odległa, a jednak wewnętrzna, była punktem wyjścia w tych bezmiarach czasu, promieniującym na wszystkie zdarzenia, ośrodkiem jego egzystencji. Wokół tego punktu środkowego promieniście układały się jego losy. Zazdrość o matkę naznaczyła na zawsze jego życie cierpieniem w miłości i chorobą psychosomatyczną. Nieszczęśliwa miłość do Gilberty, potem do Albertyny, która wolała kobiety, do księżnej Guermantes, nieuchwytnej nereidy, boginki morskiej. Przyjaźń z Robertem de Saint- Loup, homoseksualistą, spragnionym ideału męskości, zakończona jego przedwczesną śmiercią na wojnie, rzuciła tragiczny cień na życie Marcela. A obok rozgrywa się inny rodzaj danse macabre, gdy baron de Charlus, wuj Roberta, podczas wojny, która wyzwala demony, każe się spętać i chłostać do krwi z miłości do skrzypka Morela, którego nie może mieć. Takie feudalne tortury były dekoracją jego średniowiecznej wyobraźni, opętanej mrokiem pożądań. Postaci niespełnione, tragiczne zajmują wiele miejsca w tej powieści, tworzą one otoczenie bohatera, z którego czerpać będzie soki twórcze. Dekadencki świat chylący się ku upadkowi, który artysta zamierza zatrzymać w czasie.
Na dziedzińcu pałacu Guermantes, u schyłku życia, Marcel doznaje olśnienia. Nierówne płyty chodnikowe dziedzińca nagle zawiodły go pamięcią do Wenecji i było to podobne doznanie do niegdysiejszej magdalenki zamoczonej w herbacie. Oba te obrazy dały mu radość, wystarczającą, by zobojętnieć na śmierć. Potem, gdy lokaj przyniósł mu talerz ptifurków i szklankę oranżady, ujrzał lazur morza w Balbec, gdyż tam właśnie raczył się takimi smakołykami. Ale dopiero teraz zobaczył barwy morskie w czystym i odcieleśnionym widzeniu wewnętrznym, bo prawdziwym rajem jest zawsze raj utracony. Marcel pojął, że pojawiły się znaki, które otwierają wrażenia, a te pojawiają się w momencie teraźniejszym i przeszłym, łącząc się ze sobą. W ten sposób można było się znaleźć poza czasem, w reaktywowanej przeszłości. Posmakować jednocześnie przeszłości i teraźniejszości, unieruchomić w migawkowym trwaniu drobinę czasu w stanie czystym. Ta chwila tworzyła człowieka wyzwolonego z porządku czasu. Wrażenie ogromnej radości było wspólne dla miejsca obecnego i tamtego, a przeszłość nagle zmartwychwstała i wtargnęła w teraźniejszość. Dopiero teraz Marcel odkrył piękno Wenecji, Balbec i pejzażu utraconego. To podwójne widzenie stworzyło mu taką możliwość, nałożenie się perspektyw czasowych otworzyło drogę do zrozumienia tego miejsca. W głębi jego jaźni drzemała prawda o świecie, który nie istnieje poza wrażeniami. Księgę znaków tworzy sama rzeczywistość, ale tylko człowiek może je odczytać w subiektywnym wrażeniu. W ten sposób powstaje sztuka, a artysta odkrywa dzieło sztuki, które jest w nim. Przedmiot wywiera na nas pewne wrażenie i tylko to jest prawdą, a obowiązkiem pisarza jest tłumaczenie wrażeń. Dzięki sztuce widzimy, jak świat się pomnaża, ilu jest bowiem oryginalnych artystów, tyloma światami, krążącymi w nieskończoności, dysponujemy. Marcel zdał sobie sprawę, że tworzywem jego dzieła będzie jego życie minione, które zmagazynował, ani się domyślając, że gromadzi pokarm dla swojej sztuki. Przeszłość bowiem, jak przekonuje filozof – Bergson, jest ciągle obecna i cała idzie za nami w każdej chwili. Trwanie wg Bergsona to ciągły postęp przeszłości , która wgryza się w przyszłość i nabrzmiewa, zatem Czas stanowi materiał, z którego zbudowane jest życie. Dlatego Marcel odczuwa Gilbertę w Albertynie jako jej kontynuację. Przeżył wiele cierpienia w miłości, zrujnował zdrowie, wiele razy chciał popełnić samobójstwo, ale zrozumiał, że wiodło go to drogami podziemnymi do prawdy o sobie. Tęsknota za matką w dzieciństwie wyznaczyła za pomocą subiektywnego wrażenia koleje jego życia, gdyż zaistniała w jego umyśle jako przeznaczenie.   Wszystkie osoby, które przeszły przez jego życie, złączyły się w jedność materiału istnienia i wszystkie od tego pierwotnego doznania pochodziły. Każda była niezbędna, aby zaistniała kolejna. W ten sposób wszystko mieści się we wszystkim, nie ma oddzielenia, gdyż wszystko w życiu wzajemnie się przenika, pochodząc od pierwotnej matrycy wrażeń. W tym sensie przeszłość żyje tuż obok, w każdej sytuacji i zdarzeniu, tworząc ciągłość jednostki ludzkiej.

Katedra i czas;

Czas_wszystko_na_jaw_wydobywa_dsl6-v
Marcel chce skonstruować powieść jak katedrę. Wszystkie detale tej metafizycznej konstrukcji wiodą do głównego tematu, jakim jest czas przeżywany subiektywnie. Na to dzieło będą się składać wrażenia odświeżone za pomocą pamięci, które trzeba będzie przekształcić w ekwiwalenty intelektualne, tak aby każdy czytelnik odczytał tam siebie. Dzieło pisarza bowiem to tylko rodzaj instrumentu optycznego ofiarowanego czytelnikowi, aby mógł on rozeznać się w sobie. Ta powieść – katedra wbija się w niebo potęgą swojej nieśmiertelnej tęsknoty za wiecznością. W niej pisarz – Marcel Proust żyje poza czasem, gdyż dzieło sztuki to jedyny sposób, aby odnaleźć czas utracony. Skomponował swoje dzieło na zasadzie marzenia sennego, wydobywając z pamięci kluczowe wrażenia metodą skojarzeń i łącząc wątki w jedność materii literackiej, która unaocznia prawdę, że rzeczywistość posiada czysto mentalny charakter. Mieszkamy bowiem zawsze w naszym umyśle, który kreuje nam obraz świata i tworzy nasz los. I czas swój nosimy w sobie do końca w całości, przeszłość jest teraz, obecna w każdej chwili, zawsze gotowa się ujawnić – w najdrobniejszym geście, zapachu, nieoczekiwanym miejscu zmartwychwstaje i uruchamia świeżość wrażeń, które składają się na nasze trwanie. W każdej chwili jesteśmy całością z powodu czasu i pamięci, a to się składa na nasze świadome życie, które artysta potrafi wykorzystać twórczo, aby zbudować wielotomową powieść – katedrę, w której życie minione jest wiecznie obecne w teraźniejszości, odbija się w niej jak w lustrze, spoza którego wyziera Czas – tworzywo życia.

Udostępnij na:
Wpis dodany w dziale: Literatura piękna. Tagi: , , . Link bezpośredni: KLIK.

3 komentarz do wpisu: Zbudować powieść jak katedrę. Marcel Proust: „Czas odnaleziony” ( „W poszukiwaniu straconego czasu” – t.7 )

  1. Jarek pisze:

    Jestem świeżo po całym cyklu , nie mogę się jakoś pozbierać , przeanalizuję recenzje , korci mnie coś by zacząć wszystko od nowa, coś ciągnie , przyznaję jest trudno i nie wszystko rozumiem , ale oderwanie od rzeczywistości bezcenne. Czy pozostałe tomy będą analizowane ?
    Pozdrawiam,
    Jarek.

    • Ewa Wodniak pisze:

      Dziękuję za komentarz i za podzielenie się swoją konsternacją po lekturze. Tak, rzeczywiście, przejść przez cały cykl, to ogrom trudu, ale nie jest to daremne. Doświadczyć filozofii czasu – zaprezentowanej przez Autora – to pozostawia trwałe ślady w osobowości czytelnika i budzi nieskończony podziw. Ale u mnie analiz więcej nie będzie, gdyż mój blog jest już od jakiegoś czasu zakończony, choć moje przygody z literaturą nie ustaną aż po kres. Pozdrawiam serdecznie. Ewa W.

  2. Sylabo pisze:

    Wspaniały tekst komentarza do dzieła Prousta. Gratulacje.
    Chciałbym się podzielić moją opinią na gorąco o tym, co myślę na ten temat.
    Tu tła nie są nigdy jednokolorowe, postacie wychodzą na przeciwko figur, autora zajmują środki, i to nagromadzenie małych form, niedoścignionych nie tylko stylistycznie, ale przede wszystkim wizji biorących czytelnika w niepodzielne władanie. I choć narracja jest prostolinijna, nie sposób oprzeć się poczuciu deformacji, czyli takiego przekształcenia, które sublimuje napotkane przeciwności w siłę wyrazu. To trwałe osiągnięcie autora, nadspodziewanie ożywia opowiadanie na rzecz substancji, z której wyrasta. Jawna manifestacja stylu autora zasadza się na dwóch przeciwnościach: dostępności formy i nieprzeniknionej treści. Ale Proust widział czytelnika, współczesnego kibica i duszących go emocji, natomiast spotęgowanie chyba było jego najgłębszym pragnieniem. Zawsze pragnął być czytany, dlatego też efekt, który uzyskał był jego drogowskazem. Autor uprawia swoiste malarstwo, jego tworzywem staje się wizja przekraczająca dotychczasowe doświadczenia, zadana retrospekcja staje się elementem wzmacniającym, do jego, autora zasług zaliczyć wypada, że jego powieść jest najcenniejszym narzędziem, bo narzędziem poznania samego siebie; odkrycia, olśnienia nie stanowią istoty opowieści ani jej zwieńczenia, ale są swoistym przygotowaniem na odnalezienia czasu; ta lektura nasuwa myśl, że tego lub owego nie domyślaliśmy się więc tkwimy w czymś co zwane jest na przemian dzieciństwem lub snem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *