Filozofia siekiery. Fiodor Dostojewski: „Zbrodnia i kara”

bUpSgQv0e2BvMaA0BBRodion Raskolnikow siekierą chce wymierzyć światu karę. Za nędzę, która prowadzi do odczłowieczenia i za straszliwe cierpienia ludzi. Sam żyje w upokarzającym ubóstwie, w maleńkim pokoiku, przypominającym trumnę, nędznym i smrodliwym, który sprzyja mrocznym myślom i ponurym nastrojom. Czuje  obrzydzenie do samego siebie, a wyczerpująca samoudręka doprowadza go na skraj czeluści. Dawno już przestał być studentem, gdyż skończyły się pieniądze na czesne, a tu matka pisze o tym, że jego siostra wychodzi za mąż za szubrawca, żeby posyłać pieniądze bratu. W głowie już od jakiegoś czasu roi się złowieszczy plan, lęgną się brudne myśli o zabójstwie starej, odrażającej lichwiarki, która żeruje na nędzy ludzkiej, na cierpieniu, stając się symbolem okrutnego systemu społecznego. Bohater jest przekonany, że prawa natury dają wybitnym jednostkom przyzwolenie na zbrodnię, jeśli ma to służyć postępowi i rozwojowi świata. Napisał nawet na ten temat artykuł do gazety, podając przykłady wielkich ludzi w historii, którzy – wprowadzając nowe idee – nie cofali się przed rozlewem krwi. Rodion, który za taką jednostkę się uważa,  chce zatem system, w którym zmuszony jest żyć, rozwalić siekierą, ma to być cios obrazujący całą wściekłość upokorzonych ludzi, cios dla łajdaków i nikczemników, cios w obronie szlachetnych wartości humanizmu. Siekierze towarzyszy zatem szczególna filozofia. Mentalny plan dojrzewa, wzbogaca się o szczegóły, rozpoznanie miejsca zbrodni, rozpatrzenie wszystkich okoliczności. Świat jakby sprzyjał tej zbrodni. Studenci w knajpie rozmawiają o starej, właśnie gdy Raskolnikow tam siedzi, ta rozmowa to jakby wypowiadanie jego własnych myśli, o tym, że taka odrażająca wesz powinna być zabita, by jej okupione cierpieniem pieniądze można było przeznaczyć na uratowanie wielu ginących istnień. Ta rozmowa „coś jakby z góry wyznaczała w jego życiu, stanowiła swoisty drogowskaz”. Ma wrażenie, że ktoś go prowadzi za rękę, zawzięcie pociąga do celu. Zbrodnia musi się spełnić, zrealizować, aby nastąpiło przekształcenie świata. Diabeł podsuwa mu nawet siekierę, jest w otwartej stróżówce, nie musi się specjalnie trudzić jej zdobyciem. Pojawia się znikąd. Jesteśmy w umyśle bohatera, zewsząd strzelają rozgorączkowane myśli, czujemy dygot emocji, rozsadzający ból w czaszce, przyśpieszony oddech, słyszymy jego kroki na schodach, przyczajone, ostrożne, dzwonek do drzwi. Napięcie rośnie, sami ledwo to wytrzymujemy, czytelnicy – mordercy, jesteśmy z nim do końca, pisarz nas nie oszczędza. Psychologizm w tej powieści wciąga bezgranicznie w akcję wewnętrzną, nie sposób się uwolnić od hipnotycznej władzy tych genialnych opisów stanu umysłu bohatera w trakcie dokonywania morderstwa. Każda czynność i każda myśl to osobne dzieła sztuki pisarskiej, nie umknie nam żaden szczegół – ani cios obuchem w głowę lichwiarki, ani późniejsze gorączkowe poszukiwania łupu, ani  narastająca psychoza strachu, gdy pojawiają się nieprzewidziane okoliczności. Trzeba jeszcze zabić Lizawietę, siostrę lichwiarki, która pojawia się nagle, roztrzaskać jej ostrzem czaszkę na pół  i patrzeć, jak się osuwa ze zdziwieniem w gasnących oczach.  Uczucia Raskolnikowa nakładają się na klisze naszych własnych  emocji, nie sposób ich rozdzielić i tak porywa nas strumień wrażeń, tak pędzi w ogłuszającą noc zbrodni, do zatracenia w nihilistycznej rozpaczy bohatera. Krew na siekierze zostaje pieczołowicie zmyta, ale pozostanie na zawsze w głowie Raskolnikowa. W jego narastającym obłąkaniu. Bowiem teraz rozpocznie się w nim bolesny proces wewnętrznej kary, a on sam przejdzie długą i skomplikowaną metamorfozę, co jest pięknym i wielkim tematem tej powieści.

Obłęd;

zbrodnia_i_kara_by_dragoonkinomiya-d3cfs31Od czasu popełnienia zbrodni życie Raskolnikowa nigdy już nie będzie takie samo. Wypełnia ona odtąd wszystkie zakamarki jego umysłu, rośnie w nim, ogromnieje, napiera, osacza sobą  – potężne królestwo ciemności, które dławi, zabiera światło i ogłusza. Nie ma już ani kawałeczka innego życia. Na bohatera spada ciężka choroba i częsta utrata przytomności, chorobliwe drgawki, omdlenia, zwidy umysłu. Gdy odzyskuje przytomność, zjawia się w nim przenikliwa samoobserwacja, racjonalny umysł diagnozuje wszystkie doznania. W tej dwoistej postaci, poprzez nieustanny dialog wewnętrzny Raskolnikow poznaje samego siebie. Pojawiają się motywy krwi, napierające zewsząd, piętno zbrodniarza. Zmiany nastroju, euforia i wstręt do siebie, nieprzeparte pragnienie powrotu na miejsce zbrodni, prowokowanie ludzi i histeryczne podekscytowanie. Bohater nosi w sobie piekło, z demonami pożerającymi jego duszę, trawiącymi ogniem jego uczucia i myśli. Spod ziemi wychodzą fantomy umysłu, przybierając postać złowrogiego cienia, który rzuca mu w twarz słowo: „morderca”, na pograniczu jawy i snu, w rozmigotanym, chwiejnym świecie, o rozmazanych konturach, odwiedzają go postaci z zaświatów, majaki, zwidy, chorobliwe larwy, wżerające się w ciało. Obserwują go ludzie. Przyjaciel – Razumichin, jego przeciwieństwo, dobra, czysta natura, moralna i prawa. Nieodzowny kontekst dla uruchomienia funkcji poznawczej w powieści. Poznajemy poprzez kontrast, niezbędne tło, biel w kontekście czerni. W ten sposób poznanie ma wymiar dialektyczny jako spór tezy i antytezy. Raskolnikow musi siłą woli utrzymywać jak najdłużej przytomność umysłu, aby zachować czujność wobec narastających podejrzeń otoczenia. Tragicznie uwikłany w konsekwencje zbrodni, wije się jak zwierzę w potrzasku, by stawić czoło śmiertelnemu niebezpieczeństwu. W tym stanie ducha spotyka swojego wielkiego przeciwnika, sędziego śledczego – Porfirego,  który rozpocznie z nim wyrafinowaną grę psychologiczną, mającą na celu zdemaskowanie zbrodniarza. Jest to w powieści genialny pojedynek osobowości, psychologiczny thriller, który przyprawia o dreszcze każdego czytelnika, sprawiając mu rozkosz literacką najwyższej próby. Porfiry pragnie doprowadzić do tego, aby niszcząca energia zbrodni zwróciła się przeciwko mordercy, czyli wróciła do źródła. W ten sposób sama natura wymierzy karę przestępcy, który dla osiągnięcia ulgi  zgłosi się dobrowolnie do wymiaru sprawiedliwości. Ale zanim to nastąpi, trzeba sprawić, by winny nie mógł się oderwać od swego prześladowcy, który stanie się jego bezlitosnym cieniem, śledzącym każdy krok ofiary. Raskolnikow staje się odtąd obiektem morderczego polowania, a jego obłęd z każdą chwilą się pogłębia. Czyn, którego dokonał, przekształci jego osobowość, gdyż nigdy nie ma ucieczki od naszej osobistej historii. Za każdą decyzją kryje się nowy kształt mentalny, który zrasta się z nami na zawsze, tworząc kolejne warstwy osobowości, podobne do słojów drzewnych. Poruszamy się w tym wewnętrznym gąszczu jak w labiryncie, stęsknieni za światłem, za wskazówką, wołamy Ariadnę, ale jesteśmy samotni w chaosie wszechświata i całkowicie odpowiedzialni za siebie. Dostojewski nie daje żadnego łatwego pocieszenia, stawia człowieka twarzą w twarz ze sobą i penetruje do dna jego ludzkie możliwości. W tragicznym wołaniu o sens człowiek może tylko sam szukać odpowiedzi.

Przyjąć cierpienie;

zbrodnia i kara teatr radom 2_6283522Na jednym krańcu osobowości Raskolnikowa mieści się zbrodnia, na drugim bezgraniczna czułość i empatia wobec cierpiących ludzi. Wstrząsające opisy nędzy i bólu ludzkiego u Dostojewskiego nie mają sobie równych. Historia rodziny Marmieładowów i ich straszliwego cierpienia dławi w gardle, a emocjonalność przekazu wznosi się tu na wyżyny literackich możliwości twórczych. Raskolnikow poznaje tę rodzinę we wstrząsających okolicznościach i odtąd nie jest w stanie oderwać się od niej, poświęca się, wspiera, pomaga z prawdziwym współczuciem i oddaniem. Odzywa się w nim potrzeba kompensacji zła, które wyrządził poprzez zbrodnię, autentyczne dążenie do odnowy, naprawienia krzywd, pragnienie dobrych uczuć. W ten sposób zdobywa miłość Soni – prostytutki o niewinnym sercu, którą sytuacja życiowa zmusiła do wyjścia na ulicę. Jest to najbardziej czysta i szlachetna postać w powieści, symbol paradoksalnej natury istnienia, złożonego z półcieni i niejednoznacznych, migotliwych sensów. Przed nią właśnie Raskolnikow przyznaje się do zbrodni, wiążąc się tym z nią na wieczność. Zabił, bo chciał stać się „mocarny duchem i rozumem”, gdy w swojej odrażającej norze leżał w odrętwieniu i paraliżu woli całymi miesiącami. Nędza i nicość były autorami jego czynu, chciał zdobyć się na osobisty akt wielkości i udowodnić sobie, że stać go na przekroczenie granicy, za którą czai się władza na światem. Był to swoisty sprawdzian jego ducha, ale po zabójstwie szybko okazało się, że tak naprawdę to zabił samego siebie. Sonia każe mu pójść na rozstaje dróg, winę wyznać światu i ziemię ucałować kornie, błagając o wybaczenie. Grzechem bowiem została skażona sama natura, gdyż moralność jest wpisana w naturalne prawa świata. A potem razem będą nieść cierpienie, gdyż ona pójdzie za nim na katorgę i zostanie do końca. Ta bezgraniczna miłość Soni staje się wstępem do zmartwychwstania  Raskolnikowa. Może i on stanie się Łazarzem i powstanie ze śmierci do nowego życia. Odtąd oboje związali się na zawsze. „Siedzieli przytuleni, smutni, rozbici, niczym para rozbitków wyrzuconych morską falą na bezludny brzeg”. To samo mówi mu sędzia Porfiry, gdy spotykają się po raz ostatni. Rozwiązał on zagadkę jego osobowości, wie, że zabił, ale daje mu szansę na wolność i samoświadomość. Gdy sam przyzna się do winy, będzie to krok do przyjęcia odpowiedzialności za siebie, a tym samym do możliwości przemiany i odnowy. Raskolnikow spotkał w osobie Porfirego wielkiego człowieka, wytrawnego psychologa, który wie, że tylko akt woli człowieka jest w stanie przekształcić osobowość w pożądanym kierunku. I tylko w ten sposób powstaje człowieczeństwo. Cała powieść opiera się na tym, co dzieje się w człowieku pomiędzy zbrodnią i karą, jaka tam ukrywa się przestrzeń  wolnych wyborów.
Po przyznaniu się do winy, Raskolnikow zostaje zesłany na Syberię. Towarzyszy mu Sonia. Tutaj po ciężkiej chorobie następuje jego przemiana wewnętrzna. Nad brzegiem rzeki, gdzie płyną wody życia, w blasku słonecznym, symbolizującym iluminację, Rodion Raskolnikow rzuca się Soni do kolan, po czym całuje ziemię, z głośnym płaczem, oczyszczającym, pięknym i bolesnym. Odtąd będzie poszerzał przestrzeń swojej wolności, gdy czuje przy sobie ciągłą,  nie dającą się ukoić, dręczącą tęsknotę za życiem. Ostrzem siekiery zdobył twardą samoświadomość i zamiast zabić świat za jego ohydę, powrócił do życia, do wiecznej przemiany i cudu miłości. Piękno tego przesłania jest nieśmiertelnym zwycięstwem ludzkiego umysłu nad tragizmem życia, koi skołataną duszę i światło niesie w mrok kosmicznej pustki.

Udostępnij na:
Wpis dodany w dziale: Literatura piękna. Tagi: , , , . Link bezpośredni: KLIK.

5 komentarz do wpisu: Filozofia siekiery. Fiodor Dostojewski: „Zbrodnia i kara”

  1. sabatówka pisze:

    Dobrze prowadzony blog. Będziemy tutaj stałymi czytelnikami.

  2. Analityczny pisze:

    Przez maturę z panią Ewą Wodniak za rękę. Dziękuję :)

    • Ewa Wodniak pisze:

      Niejednego już maturzystę za rączkę poprowadziłam do dojrzałości, zatem to proces nieskończony. Powodzenia życzę na maturze i w życiu. Ewa W.

  3. Agnieszka Długosz (Przybylska) pisze:

    ,,Zbrodnia i kara” niezwykła ksiażka, o której w tak niepowtarzalny sposób Pani pisze…
    Łączę pozdrowienia z Żor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *