O sensie bezsensu. John Banville: „Mefisto”

8436-banvillejohnmefistoDorastający, młody człowiek,  Gabriel  Swan –   to matematyczny geniusz. Mieszka w somnambulicznym miasteczku, z zachowanymi fragmentami przeszłości o spłowiałej patynie. Chorobliwa atmosfera, demoniczna aura miasteczka wyhodowała pokraczne postaci; mieszkają tu bowiem „kalecy i obłąkańcy, garbusy, zapalczywe staruchy w czepkach i czarnych płaszczach, mongoidy o małych oczkach”.  W szkole przyklasztornej, do której chodzi Gabriel, po korytarzach przemykają się zakonnice jak wielkie, czarne ptaszyska, a nauczyciele to szaleńcy, siejący grozę wśród uczniów, gdy na ich plecy spada tępy grad uderzeń za najdrobniejsze potknięcia. Jeden z nauczycieli z perwersyjną rozkoszą prezentuje swój skórzany pas, który „kołysał się w jego dłoni jak spierzchnięty, poczerniały jęzor”.
Gabriel Swan urodził się w towarzystwie śmierci. Jego brat – bliźniak bowiem nie przeżył porodu. Życie Swana zostało w ten sposób na zawsze naznaczone przekleństwem nieznośnej pustki, dręczącym poczuciem niepełności i tęsknoty za utraconą częścią istnienia. Mimo śmierci brata, Gabriel jest do niego przykuty jakąś tajemną więzią, która owija się wokół niego jak pępowina. Dlatego fascynują go ponure aberracje natury, związane z bliźniaczymi płodami, chorobliwymi formami o przerażających kształtach: „pomieszane komórki zarodka, obojnaki zrośnięte biodrami, dwugłowe monstra, z maleńkimi, błoniastymi  rączkami i rozszczepionymi kręgosłupami”. W kontekście tego lodowatego podmuchu śmierci, na tle widmowego dotknięcia chaosu, zrodził się u niego namiętny pociąg do liczb, które dają metafizyczną gwarancję równowagi i symetrii w świecie. Swan – zagubiony wśród realiów życia, błąkający się po omacku wśród artefaktów rzeczywistości, w obliczu liczb czuje niepojętą rozkosz istnienia. „Czasami budziłem się w nocy, czując jak łańcuch kalkulacji przedziera się przez mój mózg, wgryzając się weń jak ślepy, ryjący wij”.
Opactwo w dębowym lesie
Pewnego dnia w jego życiu pojawia się diabelski trójkąt. W zdziczałym ogrodzie, otaczającym opustoszały, spróchniały dom w Ashburn, gdzie urodziła się jego matka, wśród pleniącej się bujnie roślinności, wciskającej się w najmniejsze szczeliny istnienia, dostrzega troje osobliwych ludzi. Otyły jegomość  z ekscentryczną laseczką i w szerokim, zamaszystym płaszczu, prowadzi bladą, wiotką dziewczynę o asymetrycznej twarzy, a towarzyszy im rudowłosy, młody mężczyzna. Wąska, lisia twarz i spiczasty podbródek przykuwają uwagę przyczajonego w mroku Swana.
Wkrótce Swan poznaje dobrze całą trójkę, gdyż zaczyna bywać codziennie w Ashburn, przyciągany magnetyczną siłą sekretnego uroku tego miejsca i jego dziwnych mieszkańców. Starszy pan Kasperl przyjechał tu z powodu starej kopalni, która postanowił reaktywować, zatrudniając tam miejscowych robotników. Jest również fenomenalnym  matematykiem, skrywającym w swoim tajemniczym notesie enigmatyczne równania, paradoksy i tautologie oraz inne aksjomaty prowadzące do nieskończoności.  Młody Feliks natomiast to emanacja chaosu i nieokreśloności, pojawia się i znika, rozpoczyna jakieś czynności, które prowadzą donikąd, snuje się wokół jak widmo, roztaczając księżycową poświatę. Wnosi mefistofeliczną aurę ironii i destrukcji.  Dziewczyna – Sophie  jest niemową i największą zagadką dla Gabriela. Równaniem, które nie pozwalało się rozwiązać ze względu na pojawienie się zakłócenia równowagi i  szept ciemności. Sophie jest cielesną migotliwością, uosobieniem wszelkiego ruchu i zmienności. Jej ciało mówi zamiast słów. Jej językiem są ruchome formy i kształty, za pomocą których wchodzi w kontakt z każdym skrawkiem rzeczywistości. „Była hermetycznym naczyniem, nieprzeniknionym i zmiennym, wypełnionym po brzegi tym, co miała do powiedzenia.”
2A2020Strings
W starym domu, w otoczeniu zetlałych, rozpadających się przedmiotów, w upiornej aurze rozkładu, śmierci i próchna, w ponurym labiryncie opuszczonych pokoi, rozgrywa się pomiędzy bohaterami swoisty danse macabre, na wpół obłąkany spektakl teatralny, rozgrywający się na granicy jawy i snu. Sophie wyciąga pudło zakurzonych marionetek ze splątanymi sznurkami i powykręcanymi członkami oraz kuferek zwietrzałych kostiumów na bal maskowy. Te teatralne rekwizyty będą od tej pory towarzyszyć Gabrielowi w czasie jego wędrówki w irracjonalnej przestrzeni mrocznego domostwa. A Sophie stanie się jego przewodniczką w świecie urojeń i halucynacji, sennych wizji i lustrzanych odbić, prowadzących w głąb podświadomości.  Bierze z nią nawet perwersyjny ślub, pochodzący z chichotliwego, szatańskiego żartu, w którym on staje się panną młodą i zakłada pożółkłą ze starości suknię z kuferka, a ona panem młodym, odzianym w surdut i melonik. Atmosfera jak z filmów Dawida Lyncha, podszyta duszną i gęstą zmysłowością,  uwodzi czarem zaklęcia. Te genialne sceny powieści wprowadzają  klimat niszczącej, złowrogiej mocy, która za moment ma się objawić w miasteczku nawiedzonym przez siły ciemności. Oto bowiem w kopalni wybucha pożar, giną ludzie, matka bohatera ginie w wypadku samochodowym, a podziemny ogień rozprzestrzenia się na okolicę, zatruwając ją trującymi oparami. Gabriel, przerażony rozwojem wypadków, poszukuje rozpaczliwie matematycznego wzoru łączącego wydarzenia.  „Nieustannie myślałem o liczbie, która spada na ogólny chaos, tak jak mróz na wodę.” Nic się jednak w jego obliczeniach nie zgadzało. „Wszystko się chwiało, płynęło i przechylało raptownie.” Nie można było niczego bardziej pragnąć, niż ponownego scalenia tego, co zostało rozproszone. Nie wie jeszcze, że najgorsze przed nim. Pożar bowiem trawi diabelski dom, gdy Gabriel znajduje się w nim, próbując ogarnąć wydarzenia. Upiorne marionetki są ostatnimi obrazami wbitymi w pamięć. Potem szpital i samo dno piekła. Ból poparzeń nie do opisania. I wszystko wokół zdjęte grozą i naznaczone śmiercią. Przeszczepy skóry, deformacja i kalectwo do końca życia. Tylko narkotyki, uśmierzające ból, to syreny o słodkim głosie. Gabriel czuje się poronionym płodem śmierci, musi od nowa rekonstruować swoje istnienie, które odtąd będzie połatane jak jego skóra. Ból, wpisany w egzystencję, będzie musiał znaleźć swoje miejsce w poszukiwanym przez bohatera wzorze istnienia.

Mefistofeles1Tymczasem po wyjściu Gabriela ze szpitala, w przestrzeni materializuje się ponownie Feliks – Mefisto. Mroczne alter ego bohatera, łowca dusz, czający się w ciemności ptak nocy. Będzie go znowu kusił, nęcił złem, czarował grzechem. Feliks zaprasza Gabriela, który odczuwa dotkliwie swoje bezformie, w dekadenckie zaułki miasta. Plugawe, cuchnące knajpy, ludzie jak upiory, ziejące chorobą i rozkładem – widma o przeźroczystej skórze i zapadłym ciele. Dygoczą w pragnieniu zapomnienia o życiu, wpatrzeni w ślepe ściany domów. Opisy upadku i dekadencji w tej powieści nie mają sobie równych. Są to fascynujące i hipnotyczne obrazy o niezwykle sugestywnej sile, czarujące wyobraźnię i odurzające umysł. Artystyczne, głęboko zmysłowe opisy zła, uwodzące siłą kuszenia. Diabelski to kunszt, chorobliwe piękno brzydoty istnienia umieć tak opisać. Czytelnik, trawiony obłędem,  sam staje się chory i wydany na łup demonicznych sił.  Feliks prowadzi tymczasem bohatera do szalonego profesora, poszukującego – za pomocą gigantycznego komputera – odpowiedzi na dręczące pytania o sens egzystencji. Intencje diabelskiego towarzysza Gabriela są głęboko ironiczne. Pozwala mu współpracować z profesorem, z szyderstwem oczekując na wyniki. Jest on bowiem  emanacją nicości i zaprzeczenia, duchem bezsensu, szatańskim nihilistą i mieszkańcem  ciemnego chaosu.  Twierdzi, że są z Gabrielem podobni jak dwie krople wody. W metafizyczny sposób Feliks wypełnia śmiertelną pustkę po zmarłym bracie, stając się Kainowym piętnem, ukrytą ciemnością bohatera.  Chaos zatem połączony jest ściśle z symetrią i porządkiem, stając się żyzną glebą twórczych nasion, z których powstają rzeczy. W mitach kreacyjnych świata zawsze na początku jest chaos i ciemność. Gabriel poszukuje wiedzy i świadomości, a konieczny impuls pochodzi od Mefistofelesa. Sednem nowej świadomości dla Gabriela, który dojrzewa do odmiennych  aksjomatów myślenia, stają się już nie liczby, a fragmenty rzeczywistości, mogące się dzielić w nieskończoność na coraz mniejsze kawałki, prowadzące w holograficznym wzorze w głąb istnienia. Wiedza rośnie, ale rozumienie sensu umyka wszelkim wysiłkom  umysłu.
Kwintesencją tragizmu i absurdu życia staje się wkrótce dla Gabriela samobójcza śmierć młodej narkomanki Adele, córki profesora prowadzącego swoje naukowe badania nad sensem istnienia. Gdzie znajduje się więc  ten przeklęty ukryty porządek? Cierpienie własne i innych ludzi doprowadza bohatera do kresu  absurdalnych wysiłków zmierzających do odkrycia tajemnicy istnienia. Chaos bowiem zawsze powraca, gdy się gorączkowo przed nim bronimy. Przywierając kurczowo do porządku i potrzeby kontroli nad życiem, przyciągamy niebezpieczne siły ślepego, nieokiełznanego przypadku. To jest prawo istnienia, które działa wszędzie, oparte na biegunowości. Otwarcie na rzeczywistość wymaga zaakceptowania obu biegunów i o tym mówią wszystkie święte księgi świata. To można by nazwać wzorem istnienia, tę płynność egzystencji, umykającą wszelkim sztywnym podziałom.  Skoncentrowana w największej gęstości esencja rzeczywistości pełnej bólu i strachu wyczerpała zatem u bohatera wszystkie mechanizmy obronne, na których chciał się wspierać. Chaos ogołocił go z ideologii, wymiótł dotychczasowe przekonania.  Pewnego dnia obudził się nagi, odarty z myśli i pojęć. Wiedział, że zaczyna życie od nowa, gdyż stare części jego osobowości umarły. Dojmująca pustka i poczucie wyobcowania transformują jego ja.  Rodzi się więc  na nowo do bezpośredniego kontaktu z rzeczami, do związku z rzeczywistością w sposób świeży i pierwotny. „Czułem napór rzeczywistości, rzeczy samych w sobie.”   Dotknięcie chaosu oswoiło go z rolą przypadku, a faustyczna gorączka umysłu ustąpiła wobec pokory w obliczu nieznanego. I tak właśnie autor powieści uczynił sensem bezsens istnienia, a Mefistofelesa potraktował jako konieczny składnik egzystencji zgodnie ze słowami Goethego: „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wieczne czyni dobro.”Powieść ta przeraża i uwodzi, czaruje i zaklina, fascynuje magnetycznym pięknem, ale nade wszystko otwiera człowieka na tajemnicę i uczy go spokoju w obliczu kontaktu rozumu z chaosem.

John Banville: „Mefisto”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008;

Udostępnij na:
Wpis dodany w dziale: Literatura piękna. Tagi: , , , . Link bezpośredni: KLIK.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *